Symch Wajs
Z Strona o Żydach lubelskich
Trudno jest po 55. prawie latach mówić bez wzruszenia o tragicznej przeszłości miasta, w którym się wychowywało, w którym spędziło się swojąmłodość, a w którym praktycznie pogrzebało się wszystkich swoich najbliższych. Wspomnienia moje mogąwięc być nieco wyblakłe (?) lub przebarwione. Dotycząprzecież moich najbardziej osobistych i bolesnych przeżył oraz losów mojego ukochanego miasta. Lublin, który opuściłem w 1939 roku, stał się dla mnie po powrocie w 1946 roku cmentarzem pozostawionych tam Żydów. Nie zastałem już tych z którymi żyłem, mieszkałem i przeżywałem tak smutki, jak i radości. Wymordowano naród. Kancenelson napisał: "Już oto nigdzie go nie ma, żył, umarł i niepogrzebion". Nie ma już nawet ulic, do których tak byłem przywiązany. Powstały nowe, piękniejsze może?... i chać nie sąmi obce, tęsknię za tamtymi. Nie spotykam już tych, którzy tu żyli, chodzili do szkoły, do pracy, na spacery, do domów modlitwy. Przechodzę ulicę Nowąi nie spotykam ani jednego Żyda. Nie ma ich również na Lubartowskiej, Kowalskiej, Ruskiej, Kalinowszczyznie, Czwartku czy Furmańskiej. Ani starych, ani młodych. Po prostu nie ma już śladu po żydowskim Lublinie. Wszystkich w okrutny sposób zgładzono. I ciągle jeszcze nie dotarło to do mojej świadomości i ciągle jeszcze szukam tu tych 40 000 istot ludzkich. Jednątrzeciąludności ówczesnego Lublina po prostu zamordowano. I trudno sobie dziś wyobrazić, ile łez, cierpień, głodu i upodlenia towarzyszyło tym mordom, tej okrutnej śmierci zadanej w tył głowy, lub w komorze gazowej. A byli to Żydzi, którzy żyli w tym mieście i uczestniczyli w jego rozwoju przez kilka wieków. I ten mój żydowski Lublin przestał istnieć. Przez wieki całe Żydzi powtarzali "Dor holech wedor boa" - "Pokolenie odchodzi, pokolenie nadchodzi". Ale teraz nie! Już nie nadejdzie. Wszystko zostało wyrwane z korzeniami. To piękne miasto o tak bogatych tradycjach żydowskich, miasto, które od XVI wieku Żydzi nazywali "JerozolimąPolski" lub "MatkąIzraela" nie istnieje. Rok 1939 stał się dla Żydów początkiem końca. Hitlerowskim zbirom wystarczyły trzy lata do unicestwienia Żydów Lublina wraz z ich całym dorobkiem wieloletniej kultury, jedynie dlatego,że byli Żydami.Po tym zbyt długim był może wstępie pragnę podzielić się z państwem kilkoma wspomnieniami dotyczącymi Żydów Lubliniaków przededniu II wojny światowej. Nie sposób naturalnie przedstawić całego barwnego i tętniącego życiem miasta i mieszkających tu od XIV wieku Żydów. Sięgając pamięciądo tamtych czasów, jako Żyd i mieszkaniec tego miasta, pragnę przekazać państwu tylko skrót najbardziej charakterystycznych fragmentów z życia Żydów lubelskich w przededniu ich ostatecznej klęski i śmierci.W Lublinie do 1939 roku mieszkało około 43 000 Żydów, na ogólnąliczbę 130 000 mieszkańców. Tak więc co trzeci mieszkaniec tego miasta był Żydem. Mieszkali przeważnie w tzw. "dzielnicy żydowskiej". Mieściła się ona w trójkącie, którego wierzchołek stanowiła Brama Krakowska, lewe ramię trójkąta wyznaczała ulica Nowa (do niedawna Rady Delegatów) wraz z równoległądo niej świętoduską(do niedawna Hanki Sawickiej), które przy ulicy Kowalskiej, łącząc się, przechodziły w ulicę Lubartowskąwraz z jej bocznymi uliczkami, takimi jak Cyrulicza, Ruska, Czwartek, aż do tzw. Rogatki Lubartowskiej. Prawe zaś ramię, to ulica Bramowa, wraz z kilkoma bocznymi ulicami, takimi jak: Olejna, Rybna, Jezuicka, Szambelańska, dalej Grodzka, Krawiecka, Sienna, aż do Białkowej Góry. Podstawątego trójkąta była ulica Unicka i Kalinowszczyzna prawie do Tatarskiej. Glównączęściątego trójkąta była ulica Szeroka, zwana kiedyś Żydowską. Zaczynała się przy Kowalskiej, a kończyła przy Ruskiej. Ta część dzielnicy zamieszkiwana była prawie wyłącznie przez Żydów. Należy tu również wspomnieć o trzech przedmieściach, których znacznączęść zamieszkiwali Żydzi. Były to Piaski, Wola-Kalinowszczyzna i Wieniawa. W tej ostatniej liczba Żydów była stosunkowo duża. Żydowscy mieszkańcy Lublina należeli do kilku warstw gospodarczo-społecznych. Grupąnajliczniejsząbyli robotnicy, drobni kupcy; sklepikarze -kramarze i tzw. "nie wiadomo z czego żyjący". Znaczna część z nich należała do najbiedniejszych mieszkańców miasta. Następna grupa to rzemieślnicy i właściciele drobnych warsztatów. I wreszcie wielcy kupcy, fabrykanci i inteligencja. Właściciele fabryk i większości warsztatów zatrudniali dziesiątki robotników. Wystarczy wspomnieć, że tylko trzy garbarnie na Kalinowszczyźnie zatrudniały około 300 żydowskich robotników. Inteligencja żydowska, fabrykanci i właściciele większych warsztatów oraz kamienicznicy, nie mieszkali w dzielnicy żydowskiej, lecz przeważnie na Krakowskim Przedmieściu, przy ul. Szopena, 3 Maja, Cichej, Narutowicza, Królewskiej. Rozwarstwienie to, tak pod względem ekonomicznym jak i społeczno-kulturalnym, było znaczne. Analfabetów na ogół nie było. Wielu Żydów z niższych warstw społecznych nie znało wprawdzie języka polskiego, ale prawie większość, tak w słowie, jak i w piśmie posługiwali się językiem żydowskim. Podobnie jak w innych miastach, tak jak w Lublinie, niektóre ulice związane były z jakąś specyficznągałęziąhandlu czy rzemiosła. I tak np: ulica Nowa znana była ze sprzedaży odzieży lekkiej i ciężkiej. Sprzedawcy - właściciele tych sklepów, mieli przeważnie własne warsztaty krawieckie, a nazywano ich "tandeciarzami". Tu dosłownie walczono o klienta. Konkurencja była duża. Kupujący to przeważnie chłopi oraz uboga lub średnio zamożna warstwa Żydów i Polaków. Przy ulicy Kowalskiej usadowiły się sklepy ze skórą. Byli tu i hurtownicy i detaliści. Ulica Cyrulicza i Furmańska opanowane były przez tragarzy i furmanów. Powszechnie znane były tu dwa podwórka, do których zajeżdżali okoliczni drobni kupcy z sąsiednich miasteczek. Przywozili gotowe wyroby, a wywozili surowce i inne towary. Jedno z tych podwórek łączące się z ulicąCyruliczą5 i Kowalską4, nazywano "Fajgały Awrum Lajzors haif", a drugie pod nr 4 na Cyruliczej "u Borensztajna". Materiały ubraniowe, wełna, bawełna i inne, można było kupić w sklepach przy ulicy Lubartowskiej, a zwłaszcza po jej stronie parzystej, poczynając od nr. 2 aż do nr 14. Lublin nie był miastem wysoko uprzemysłowionym, a w fabrykach polskich na ogół Żydów nie zatrudniano. Podobnie wyglądała sprawa Żydów w instytucjach i urzędach państwowych. Stąd też, znaczna część ludności żydowskiej zajmowała się handlem i rzemiosłem. W informacjach o Lublina z 1939 r. podaje się, że w Lublinie było 2588 zakładów rzemieślniczych posiadających karty rzemieślnicze. W tym 1065 zakładów chrześcijańskich i 1523 zakłady żydowskie. W zwykłe dni, na ulicach - zwłaszcza handlowych, ruch był wielki: Nie tylko stali mieszkańcy miasta, ale i spora części przyjezdnych chłopów z odległych nawet wiosek, powodowała zatłoczenie ulic; oraz gwar, śmiech, a także drobne spory. Tak było przez cały tydzień, z wyjątkiem sobót i świąt. W dni świąteczne cała dzielnica żydowska przybierała zupełnie inny obraz. Sklepy, warsztaty i drobne wytwórnie zamknięte. Tragarze i furmani świętowali. Kramarze i tzw. handel "ręczny" zanikały całkowicie. Żydzi ubrani świątecznie. Mężczyźni w czarne alpagowe lub jedwabne kapoty i aksamitne czapki, kobiety w odświętnych strojach, podążali do domów modlitwy, na sobotnie spacery lub z wizytami do krewnych lub znajomych. Dzieci bawiły się na ulicach i placach. Znaczna części Żydów lubelskich skupiała się wokół gminy żydowskiej, która obok spraw religijnych, prowadziła działalności społeczno-kulturalnąi charytatywną. Działalnościątąobjęta była szkoła żydowska Talmud-Tora, szpital, dom sierot i starców, TOZ, dożywianie dzieci, łaźnie i cmentarze. Pomoc ta stosowana była ciągle lub doraźnie. Do najbardziej znanych organizacji charytatywnych zaliczano: Pat Leorchim Hachnusat Kały Hachnusat Orchim Linat Hacedek Achiezer lbmchaj Noflim Subwencje finansowe przeznaczone na ten cel, nie były duże. Wystarczy, wspomnieć, że w latach 1936-1937 budżet gminy wynosił 250 000 zł. Do zarządu gminy w 1936 r. wybrano 14 osób. Byli między nimi: Szloma Herszenhorn, Aron Bach - adwokat, Urysz Cymerman -rzemieślnik i inni. Prezesem gminy był w owym czasie Halbersztat, a vice prezesem Salomon Kestenberg. Domów modlitwy było w Lublinie wiele, bo prawie 100. Zwłaszcza w dzielnicy Podzamcze. Największa i najbardziej znana to synagoga Maharszala i Maharama, która pomieścić mogła ponad 300 modlących się mężczyzn i około 500 kobiet. Następne, to synagoga zwana "Lejfer - Szul" przy ul. Podzamcze, w której modlili się kuśnierze. Była to jedna ze znanych synagog, związana z Szaulem Wahlem, legendarnym jednodniowym królem polskim. Wymienić należy również starąsynagogę przy ul. Szerokiej 2, w której modlili się przeważnie kotlarze i stąd jej nazwa "Kotlar - Szul". Wybudowana została na mocy przywileju króla polskiego Władysława IV w 1641 roku. Ponadto były bożnice zwane Beit Hamidraszim, z których największe to: Bóźnica Rabego Choze przy ul. Szerokiej 28, Bóźnica Parnasa przy Szerokiej 44, wystawiona przez Abrahama Helperina w XVIII wieku i Dom Modlitwy Chewry Nosim przy ul. Lubartowskiej 10, gdzie otwarta została Izba Pamięci. Warto również wspomnieć, że własne domy modlitwy, tzw. Bóżniczki (Sztiblech) mieli poszczególni chasydzi - zwolennicy cadyków z Góry Kalwarii, Radzynia, Kocka, Czortkowa i inne. Takich bóżniczek było około 15. I zawsze w dni sobotnie i w święta były one przepełnione. Parę słów wypada poświęcić największej i najstarszej synagodze Lublina, jakąbyła synagoga Maharszala i Maharama. Wybudowano jąw 1567 roku. Kilkakrotnie przebudowywana na skutek pożarów, była dumążydowskiego Lublina. Nie można przy tej okazji pominąć znanej w owym czasie postaci Dawida Kellera, który spełniał w tej synagodze zaszczytnąrolę odczytywania wersetów Tory, tzw. Baal - Kore. Jego wspaniały głos i dykcja uroczyście rozbrzmiewały w tej olbrzymiej, o doskonałej akustyce sali i pozostały w pamięci wielu Żydów z Lublina jako pełna uroku i wzruszeń ceremonia. Spośród wielu kantorów tej synagogi wspomnieć należy Israela Mosze Rudnickiego, który przybył tu z Zamościa, gdzie również uprawiał ten piękny zawód. Mieszkał przy ul. Ruskiej 13 w latach 1935-1937. Syn Rudnickiego, prof. Arad był dyrektorem Yad - Vaszem w Jerozolimie. W końcu sierpnia 1988 r. był w Lublinie na międzynarodowym sympozjum. Odwiedził przy okazji swój dom i zabytki żydowskie Lublina. Warunki ekonomiczne robotników i sprzedawców zatrudnionych w sklepach żydowskich oraz pracowników większych warsztatów były przesłankądo powstania i rozwoju żydowskiego proletariatu, który rozpoczął walkę ze swoimi "chlebodawcami". Walka ta stała się również zalążkiem związków zawodowych. Do największych należały: Związek robotników transportu - tragarzy, związek pracowników handlu z kilkoma sekcjami. Jeden tylko związek robotników z branży skórzanej zrzeszał ponad 500 polskich i żydowskich robotników zatrudnionych w garbarniach na Kalinowszczyźnie. Związek drukarzy obejmował robotników zatrudnionych w gazecie żydowskiej. Zrzeszał robotników zatrudnionych w kilku drukarniach oraz w drukarni dziennika "Lubliner Tugblat". Znani działacze tego związku to: Rajchensztajn, Sztokfisz, Goldberg, Binsztok i inni. Związek rzemieślników żydowskich powstał w 1926 roku i prowadził szerokądziałalność społeczno-politycznąi kulturalną. Jego założycielami byli: Berisz Krempel, Hercman, Wasesztorm i inni. W 1928 roku przy związku zorganizowano tzw. Bank Chałupników. Związek mieścił się na Krakowskim Przedmieściu 26, a Bank przy ulicy Lubartowskiej. Związki zawodowe popierane były przeważnie przez żydowskąpartię robotniczą"Bund" i lewicowąorganizację syjonistyczno-robotniczą"Poalej Cijon". Przedstawiciele tej partii zasiadali często w Radzie Miejskiej i brali czynny udział w pracach zarządu gminy żydowskiej. Na ogół wszystkie związki branżowe zrzeszone były w Radzie Związkowej. Z działaczy wymienić należy: Krempla, Lerera, Dubińskiego. Związki zawodowe Lublina mająbogatąhistorię i zasługująna specjalne opracowanie. Sąbowiem w dużym stopniu odzwierciedleniem życia znacznej części ludności pracującej tego miasta. Ważnąrolę społecznąspełniał w Lublinie szpital żydowski. Posiadał kilka podstawowych oddziałów, ze setkąłóżkek dla chorych. Jego długoletnim dyrektorem i ordynatorem był dr Cynberg, który na terenie szpitala działał od 1898 do 1936 r. Pracowali w tym szpitalu znani w Lublinie lekarze żydowscy, tacy jak: Tenenbaum, Zigelwaks, Płotkin, Kagan, Ziper, Prusak, Zajdman i wielu innych. Dr Mandelbaum był dyrektorem szpitala od 1936 r. Na uwagę zasługuje również działalność TOZ-u i doktora Herszenhorna, który wsławił się przede wszystkim organizowaniem półkolonii dla biednych żydowskich dzieci z Lublina ( 1200 dzieci rocznie). Nazywano go "Judymem z Lublina" i "Korczakiem". Nie należy również zapominać o organizacji Bikur-Cholim, która zajmowała się opieka nad chorymi i staracami w ich domach. Organizacja działała w każdej prawie dzielnicy żydowskiej Lublina. Nie było w Polsce partii politycznej, która nie miała swojego odpowiednika w Lublinie. Do największych należały, jak już wspomniałem, BUND i AGUDA, zrzeszająca religijnych Żydów z posłem na sejm Meirem Szapiro - rektorem żydowskiej Wyższej Szkoły Rabinackiej "Jeszywas Chachmej Lublin", na czele. Poważnąrolę w życiu społeczno-politycznym Żydów Lublina odegrały partie syjonistyczne, poczynając od skrajnie prawicowych rewizjonistycznych, a na lewicy Hoszomer Hacair i Poalej Cijon kończąc. Działała również nielegalna partia komunistyczna, której członkami byli robotnicy i postępowa młodzież. Znany jest z tego okresu wielki proces polityczny Mejersona. Działalność organizacji politycznych miała duży wpływ na rozwój szeregu organizacji i towarzystw. Należała do nich np. Liga Kulturalna. Organizacje te posiadały własne biblioteki z dużąilościąksiążek i czasopism, tak w języku polskim jak i żydowskim. Odbywały się w nich wieczory literackie, dyskusyjne i artystyczne. Wygłaszane były ciekawe referaty, często nie tylko przez miejscowych referentów. Organizacje te posiadały często własne chóry i orkiestry. Miał Lublin swój teatr. Mieścił się w budynku kina "Panteon" przy ulicy Jezuickiej . Wystawiano tam 2, 3 razy w tygodniu znane sztuki w wykonaniu takich aktorów, jak Ida Kamińska, Jonas Turkow, Moris Szwarc, Dina Halpern, Rudolf Zasławski, Dżigani Szumacher i inni. I chociaż nie był to teatr stały, spełniał swoje kulturalne posłannictwo. Nad całościąprac artystycznych i administracyjnych teatru czuwał dyrektor Trachtenberg. W Lublinie było kilkadziesiąt chederów, szkół religijnych, a najwięcej przy ulicy Nadstawnej. Do chederu posyłano dzieci po ukończeniu 3 lat. Nauczano w nich sposobem bardzo prymitywnym metodą"wkuwania" na pamięć niektórych liter, słów, a nawet całych zdań. Z każdych prawie drzwi i okien przy Nadstawnej dochodziły głosy młodych uczniów i ich nauczycieli "mełamedów". Dzieci rodziców najbiedniejszych posyłano do bezpłatnego chederu specjalnego, tzw. "Talmud-Ibra". Żydowskie szkolnictwo lubelskie szczyciło się trzema gimnazjami: Szpera przy ulicy Zamojskiej (zlikwidowane w latach 30.), Glazberga przy ul. Radziwiłłowskiej (istniało przez kilka lat) i wreszcie gimnazjum humanistyczne przy ul. Radziwiłłowskiej i Niecałej. Gmach przy ul. Radziwiłłowskiej zbombardowano podczas wojny w 1939 r. Wówczas to zginął nasz ukochany woźny Najhauz z całąswojąrodziną. Zasługuje on na to wspomnienie, gdyż był prawdziwym przyjacielem młodzieży. Wiedział wszystko o gimnazjum i o nas. Przeżywał nasze troski i radości. Przeżywał z nami każdy egzamin maturalny i przy tych okazjach mawiał: "W tym roku damy tylko 25 matur". Istotnie, każdego roku, świadectwo dojrzałości otrzymywało zaledwie 25-30 absolwentów. W innych polskich gimnazjach 6-8 Żydów, a w innych miastach- Międzyrzec czy Zamość 8-10. Egzamin maturalny odbywał się przy udziale przedstawicieli kuratorium, a uzyskane matury były w owym czasie wielkim przeżyciem i wydarzeniem w życiu każdego młodego człowieka, a szczególnie Żyda. Tylko znikomy procent mógł podjąć studia wyższe. Większość podejmowała prace zarobkowe. Dyrektorem gimnazjum był w latach 30. Pasternak, a z nauczycieli wymienić mogę Blumentala, Traunera, Tejwlównę, Jubla, Pecynera, Asza, Meldenkerna i jego żonę. Nauczanie w gimnazjum było płatm ne, a tylko nieliczna grupa młodzieży korzystać mogła z ulg, czyli ze zmniejszonych opłat. Część młodzieży uczęszczała do gimnazjów miejskich, gdzie opłaty były raczej symboliczne. Nauczanie podstawowe odbywało się w szkołach powszechnych. Była w Lublinie szkoła z językiem wykładowym żydowskim im. I. L. Pereca oraz jedna z językiem hebrajskim, tzw. Tarbut Szul, założona w 1927 r ., która przetrwała do wybuchu wojny. Była również jedna szkoła podstawowa religijna dla dziewcząt, tzw. Beit-Jakow. Większość dzieci żydowskich uczęszczała do szkół miejskich z językiem wykładowym polskim Były również przedszkola - freblówki. Opłaty były jednak dość wysokie i tylko znikoma część dzieci żydowskich mogła z nich korzystać. Pewna część przedszkoli prowadzona była przez towarzystwa dobroczynne, takie dla przykładu jak przedszkole przy Towarzystwie Kobiet. Wszystkimi sprawami związanymi z nauczaniem dzieci i młodzieży żydowskiej zajmowała się organizacja szkolna CISZO - Centralna Żydowska Organizacja Szkolna. Rozwojem słowa i szkoły żydowskiej zajmowała się prasa żydowska "Lubliner Tugblat" - dziennik oraz "Lubliner Sztyme" (Głos Lublina) - tygodnik, organ Bundu. Drukarnie żydowskie, takie jak Szajdmesera, Federa i innych zajmowały się nie tylko drukowaniem modlitewników i książek religijnych, ale i książek żydowskich, a także przekładem z języków obcych. Inteligencja żydowska miała swój "Klub Inteligencji" prowadzący szerokądziałalność kulturalną. Na co dzień członkowie tego klubu spotykali się w kawiarni u Rutkowskiego, gdzie - jak mówili Żydzi pije się wodę i płyny przez słomkę. Bogatądziałalność prowadziły w Lublinie kluby sportowe, z których pierwszy "Samson" powstał w 1918 roku. Kluby te patronowane były przez partie polityczne i związki zawodowe. Wypada kilka słów powiedzieć również o stosunkach polsko-żydowskich w Lublinie. Na ogół układały się one pomyślnie. Nie było ani terroru fizycznego, ani przysłowiowych pogromów. Widoczna jednak i silnie odczuwana była walka ekonomiczna między kupcami polskimi i żydowskimi. Boleśnie dawały się odczuć "pikiety" przed sklepami żydowskimi na Krakowskim Przedmieściu, a upokarzające hasła w rodzaju "Nie kupuj u Żyda", "Żydzi do Palestyny", "Żydo-Komuna" i inne były na porządku dziennym. Bardziej uświadomiona część ludności polskiej, w tym poważna część robotników, zwalczała te tendencje antysemickie i protestowała przeciwko tym wystąpieniom. Organizowano wspólnie polsko-żydowskie pochody i demonstracje, np. majowe, BUND-PPS, wspólne strajki itp. O dziejach lubelskiego okresu międzywojennego wydano wiele monografii, książek, doniesień, artykułów i wspomnień. Niestety, ze smutkiem stwierdzić należy, że o jednej trzeciej ludności Lublina, jakąstanowili w tym czasie Żydzi, nie napisano zbyt wiele. I nadszedł ten okropny dzień 1 września 1939 roku. Przy pięknej -jak wielu z nas pamięta - pogodzie, o godzinie 10 rano dowiedziałem się, że Niemcy napadli na Polskę. Nie zdawałem sobie jeszcze wówczas sprawy z całego ogromu groźby i z całej tej katastrofy. Nie przypuszczałem, nie wyobrażałem sobie, że oto rozpoczął się właśnie początek tragedii narodu polskiego i tragiczny początek okropnego losu i zagłady Żydów. Po 55 prawie latach, my, żyjący z ta strasznąspuścizną, nie zapominamy. Pragniemy, chociaż w małym stopniu, utrwalić to, co jeszcze pozostało w naszych sercach i pamięci. Zdajemy sobie sprawę z tego, że wszystkie te miejsca, które zostały upamiętnione tablicami i nazwami, sątylko symbolem naszej pamięci. To tylko skromne nagrobki i macewy dla 40 000 Żydów wymordowanych w Lublinie podczas okupacji hitlerowskiej. Takąteż rolę odegrała wasza uroczystość, za co jestem bardzo wdzięczny wszystkim, którzy przybyli. To spotkanie ze wspomnieniami, co tu zostało pokazane jest mi ciągle bliskie i drogie i jednocześnie smutnie tragiczne i bolesne. Jeszcze raz wyrażam moje podziękowanie organizatora za oddanie czci i pamięci wszystkim Żydom, którzy tak żyli od 5-6 wieków.
