Spór o łęczyńskiego rabina

Z Strona o Żydach lubelskich

Żydowska gmina wyznanowa w Łęcznej, w I połowie XIX w. zasłynęła jako jeden z prężniejszych ośrodków rozwijającego się w Królestwie Polskim chasydyzmu. Owo niewielkie miasteczko, stanowiące centrum handlu końmi, a przez to nawiedzane dość licznie przez Żydów, nie tylko z najbliższej okolicy, do 1843 r. było siedzibą chasydzkiego dworu cadyka Szlomo Jehudy Lejba Łecznera, ucznia takich wielkich cadyków, jak Jakub Icchak Horowic z Lublina, uważany za "ojca chasydyzmu" w Królestwie i Jakub Izaak z Przysuchy. Łeczner, z racji swojej pozycji był autorytetem nie tylko dla łęczyńskich chasydów, ale i pewnością miał swoich zwolenników na całej Lubelszczyźnie, a nawet w Królestwie Polskim. Dzięki jego obecności Łęczna stała się znacznym ośrodkiem żydowskiego życia religijnego, miejscem pielgrzymek religijnych Żydów. Samo miasto w połowie XIX w. Liczyło 1679 Żydów, co stanowiło 64,3 % ogółu mieszkańców miasta, którzy w 1865 r. posiadali murowaną synagogę oraz dwa domy modlitwy - murowany i drewniany; rytualną łaźnię oraz cmentarz. Sama gmina żydowska obejmowała w tym czasie, oprócz samej Łęcznej, skupiska żydowskie w Puchaczowie i Cycowie, a nawet w latach 50-tych XIX w. rabini Łęczyńscy musieli obsługiwać Siedliszcze w pow. chełmskim, stanowiące osobną "parafię żydowską" czyli Gminę Wyznaniową, ale najprawdopodobniej pozbawioną w tym czasie własnej obsługi rabinackiej. W XIX w. gminy żydowskie niewiele przypominały swoja organizacja dawne, staropolskie kahały (kehilot), cieszace sie szeroka autonomią religijną i społeczno-gospodarczą oraz polityczną. Od 1821 r., kiedy to zniesiono kahały, a na ich miejsce powołano dozory bożnicze, władze Królestwa Polskiego usiłowały kontrolować wszelkie przejawy żydowskiego życia religijnego i społecznego, obwarowując licznymi przepisami funkcjonowanie dozorów i rabinatów, ograniczjąc ich dzialalność li tylko do sfery religijno-filantropijnej. Inna rzecz, że nie zawsze władzom udawało się kontrolować wszystko, co związane było z żydowskim życiem religijno-społecznym. Przykładem tego może być obsada łęczyńskiego rabinatu po śmierci w 1843 r. cadyka Łecznera (pochowany był na łęczyńskim cmentarzu żydowskim). Chociaż władze w Królestwie programowo zwalczały chasydyzm, starając się nie dopuszczać ani cadyków do urzędowego gminnego rabinatu, ani nawet najbardziej zamożnych chasydów do stanowisk gminnych, to w Łęcznej, w 1848 r. Stanowisko gminnego rabina zdobył właśnie syn cadyka Szlomo Jehudy, Joszua Lejb Ostrowski, kontynuujący naukę ojca, co świadczyło dobitnie o pozycji chasydyzmu w Łęcznej okolicy, albowiem stanowisko rabina pochodziło we wszystkich gminach z wyboru, którego dokonywali wszyscy mężczczyźni wyznania mojżeszowego w danej gminie, którzy nie korzystali z dobroczynności gminnej. Wybór Ostrowskiego na stanowisko gminnego zastępcy rabina spowodował wybuch sporów w ramach łęczyńskiej gminy pomiędzy chasydami a misnagdami, ortodoksyjnymi przeciwnikami chasydyzmu. W donosie Menasze Zylbera do władz gubernialnych w Lublinie; cytowanym w dokumentacji naukowej P. Sygowskiego, opracowanej na temat łęczyńskiej synagogi, czytamy na temat rabina Joszuy Lejba Ostrowskiego: "Jest rabinem hussytów, zwykle zgromadzają się do niego na każde święta z różnych miast, równie niektórzy nasi mieszkańcy także się zgromadzają do niego. Chcąc chodzić w ubiorze żydowskim uzyskał od klasy niższej i również od niektórych z klasy wyższej mieszkańców podpisów na zastępcę rabina... do czego zupełnie nie jest zdolny przez dwa lata poprzednie najwięcej przesiadywał we wsi Sosnowicy". Z pewnością władze prowadziły przeciwko Ostrowskiemu jakieś dochodzenie, chociażby tylko z tego powodu, że był chasydem, ale i jednocześnie musiały w końcu zgodzić się na zajmowane przez niego stanowisko, skoro był rabinem łęczyńskim aż do 1856 r., kiedy to opuścił Łęczną i objął stanowisko duchownego, najpierw we Włodawie,a następnie w Ostrowie Lubelskim. Kolejny rabin, który przybył do Łęcznej, zaproszony przez tutejszych Żydów, pochodził z zachodniej części Królestwa Polskiego. Był to Chaim Boruch Kowartowski, sprawujący do 1856 r. funkcję duchownego żydowskiego w Raciążu w guberni płockiej. Żydzi łęczyńscy, pisząc do lubelskiego gubernatora o wyborze Kowartowskiego na stanowisko rabina miejscowej Gminy, tak charakteryzowali jego kwalifikacje: "znana osoba z dobrą konduitą, cnotliwy i posiadający nauki, kwalifikujący się do pełnienia obowiązków rabina". W rzeczywistości, oficjalnie, Chaim Boruch Kowartowski objął w Łęcznej stanowisko zastępcy rabina, a nie pełnego rabina. Było to posunięcie zwyczajowe w małych miasteczkach, gdzie niezbyt zamożne gminy żydowskie nie były w stanie uposażyć odpowiednio rabina tak, jak to czyniły gminy w większych miastach. Nadrabini rezydowali w tym czasie w miastach gubernialnych, np. w omawianym okresie funkcję nadrabina lub rabina gubernialnego, (tak tytułowano to stanowisko w oficjalnych dokumentach) w Lublinie sprawował Jehoszua Heszel Aszkenazy. W miastach powiatowych działali rabini, natomiast w małych miasteczkach, jak to było w przypadku Łęcznej, gmina posiadała zastępców rabinów, co nie znaczy, że nie cieszyli się oni takim uznaniem, jak rabini w dużych miastach, czego dowodem jest to, że do poprzedniego łęczyńskiego rabina i cadyka, Joszuy Lejba Ostrowskiego po porady religijne zwracali się Żydzi z innych miast. Chaim Boruch Kowartowski, gdy obejmował swoje stanowisko w Łęcznej miał 38 lat, był więc człowiekiem stosunkowo młodym. Nie był chasydem, a fakt, że jego wybór nie spotkał się z żadnym , zastrzeżeniem zarówno władz, jak i miejscowych Żydów, świadczy o tym, że rzeczywiście musiał mieć dobre wykształcenie rabinackie i opinię uczonego żydowskiego. Do Łęcznej przybył z doskonałymi referencjami - jego wiedzę talmudyczną poświadczało aż trzech rabinów: nadrabin płocki Lejzer Wolf Cohn, który zaświadczył m.in., że rabin Kowartowski wykształcenie zdobył w prywatnej szkole żydowskiej w Raciążu, czyli w chederze - religijnej szkole, w której nie wykładało się przedmiotów świeckich oraz prawdopodobnie pobierał jakieś nauki u innego rabina, nadrabin lubelski Joszua Heszel Aszkenazy i rabin bełżycki Kelman Icek Jakubson. Dobrą opinię o nim wystawiały zarówno władze gubernialne w Płocku, jak i policyjne. Dozór bożniczny w Łęcznej zapewnił mu natomiast roczną pensję w wysokości 90 rubli srebrnych (dla porównania, nadrabin lubelski Aszkenazy zarabiał w tym czasie 1OO rubli srebrnych rocznie), mieszkanie, opał i światło do tego mieszkania oraz wszystkie dochody rabinackie, jakie zwyczajowo przysługiwały rabinom w Gminie Żydowskiej w Łęcznej. Były to przede wszystkim dobrowolne opłaty za porady religijne udzielane pojedynczym osobom, ale również i opłaty sądowe za rozstrzyganie spraw w bejt-dinie - sądzie rabinackim, który zwłaszcza w małych miasteczkach, żyjących tradycyjnym życiem żydowskim, cieszył się większym uznaniem Żydów, niż sądy państwowe, a jego wyroki, ferowane właśnie przez rabina, dotyczyły nie tylko spraw o charakterze religijnym, ale także majątkowym i rodzinnym. Dodatkowym dochodem rabinów były również zwyczajowe opłaty za koszerowanie żywności, przede wszystkim rabini posiadali udziały w sprzedaży koszernego mięsa i koszernej mąki, poprzez wyznaczenie podległych sobie szochetów - rzeźników i dzierżawców - sprzedaży mąki na mace. Niejednokrotnie - mimo oficjalnego zakazu władz w tej sprawie, jego pozycja podparta była sankcją cheremu-klątwy, wykluczającej z gminy "grzesznika" lub opozycjonistę, co jeszcze w II połowie XIX w., w małych, tradycyjnych gmśnach równało się dla takiej osoby śmierci społecznej, nieistnieniu dla współwyznawców. Była to jeszcze jedna pozostałość pozycji staropolskich kahałów, z którą władze Królestwa, a następnie carskie nie potrafiły sobie poradzić aż do 1915 r. Nie zlikwidowały jej też całkowicie władze polskie po 1918 r. Tak więc pozycja rabinów, wynikająca z ich uczoności, władzy religijno społecznej (a niejednokrotnie i nieformalnie politycznej) oraz oczywiście z zamożności, plasowała ich w kręgu małomiasteczkowej arystokracji żydowskiej. Chociaż byli oficjalnie tylko najemnymi urzędnikami, piastującymi swoje stanowisko na mocy kontraktu z gminą, w rzeczywistości posiadali o wiele szersze kompetencje, niż tylko zwykli nauczyciele zasad religijnych, jak to ich określali przedstawiciele władzy. Posiadali przede wszystkim wielki autorytet wśród swoich współwyznawców, ograniczający się nie tylko do spraw religii. W przypadku rabina Kowartowskiego, jego pozycja była o tyle silniejsza, że obsługiwał on także drugą gminę żydowską, wspomniane na początku Siedliszcze. Nie wpływało to oczywiście korzystnie na życie religijne Żydów łęczyńskich, którcy skarżyli do lubelskiego gubernatora, że rabin Kowartowski zaniedbuje ich w posłudze religijnej na skutek wyjazdów do Siedliszcza, zwłaszcza w okresie jarmarków, kiedy to do Łęcznej przybywało wielu Żydów, nawet z odległych miejscowości, a w synagodze nie miał kto odprawić nabożeństw i rozstrzygać sporów majątkowych. Wobec takiej sytuacji grupa Żydów łęczyńskich, przede wszystkim chasydów z Łęcznej i Puchaczowa, ściągnęła do miasta chasydzkiego rabina z Piszczaca rodem pochodzącego z Łęcznej (urodził się tutaj w 1813 r.), Chila Gertnera, by służył pomocą religijną rabinowi Kowartowskiemu, zastępując go podczas jego nieobecności w Łęcznej. Gertner miał sprawować obrządki religijne przede wszystkim podczas jarmarków. Gdy w 1860 r. Chil Gertner przybył z Piszczaca do Łęcznej wywołało to całą burzę wśród miejscowych Żydów, zwłaszcza zamożnych zwolenników rabina Kowartowskiego, podobnie jak on misnagdów, przeciwnych wpływom chasydzkim w gminie. Grupa "znamienitych" żydowskich mieszkańców miasta wystąpiła do gubernatora lubelskiego o pozbawienie Gertnera nominacji na duchownego, którą władze dały mu w momencie przybycia do Łęcznej. Zarzuty ich były bardzo ciężkie i dotyczyły głównie niemoralnego zachowywania się Chila Gertnera jako duchownego, w czasach, gdy pełnił tę funkcję w latach 1848-1852 w Czemiernikach. Władze gubernialne w Lublinie przeprowadziły w tej sprawie śledztwo, zakrojone na szeroką skalę. Opinię o Gertnerze musiały wydać gminy żydowskie w Czemiernikach i Piszczacu oraz rabin Chaim Boruch Kowartowski, któremu podległ ten duchowny. Rzeczywiście, zarzuty stawiane Gertnerowi potwierdziły się, gdy z Czemiernik nadeszło oficjalne pismo tamtejszego Dozoru Bożniczego oraz protokół śledztwa przeprowadzonego wśród czemiernickich Żydów. Znalazło się tam stwierdzenie, że Chil Gertner, będąc duchownym w Czemiernikach, "lubiał się zabawiać i było podejrzenie, że oddawał się trunkom". Stało się to powodem cofnięcia Gertnerowi przez gubernatora nominacji na łęczyńskiego duchownego. Jednakże przychylną opinię wydał o nim Dozór Bożniczy w Piszczacu i dyplomatycznie wypowiedział się o nim sam rabin Kowartowski, który chociaż niechętny chasydyzmowi, postanowił, że zatrzyma Gertnera przy sobie, "na praktyce". Postawa jego podyktowana była prawdopodobnie obawą, że Żydzi łęczyńscy wystąpią przeciwko niemu z jeszcze ostrzejszymi zarzutami o zaniedbanie obowiązków, a tym samym mógł utracić posadę w Łęcznej. Rabin Kowartowski stwierdził, że przyjmie Chila Gertnera na praktykę, by przekonać się o jego zdolnościach rabinackich. Nie ostudziło to sporów pomiędzy łęczyńskimi Żydami. Zamożni misnagdzi nadal wysyłali do Lublina listy z oskarżeniami na Gertnera, motywując je tym, że zjednał sobie pospólstwo w Łęcznej i przestawał w "towarzystwie ludzi ordynarnych". Były to typowe zarzuty, stawiane chasydom przez ich przeciwników, niezależnie od tego czy byli to ortodoksyjni misnagdzi, czy też asymilujący się maskile, podchodzący do religii w ogóle liberalnie (tych ostatnich w tym czasie w Łęcznej jeszcze nie było, pojawili się dopiero po 1918 r.). Chasydów oskarżano przede wszystkim o ciemnotę, uleganie zabobonom, walkę z reformami społeczno-byczajowymi i niemoralne prowadzenie się, przede wszystkim alkoholizm, kojarzony z radosnym obchodzeniem świąt przez chasydów. Wszystkie te cechy miały charakteryzować pospólstwo, niezamożne masy żydowskie, ulegające wpływom cadyków. Przeciwnicy chasydyzmu nie wnikali w to, że właśnie owi cadycy, a także wielu zwykłych chasydów, było nie tylko osobami dobrze wykształconymi religijnie; ale i bardzo zamożnym i, a przez to cieszącymi się dużym uznaniem w swoich środowiskach. Po stronie Gertnera, w Łęcznej stanęli nie tylko prości Żydzi, ubodzy chasydzi, pragnący mieć w mieście swojego duchownego. Pod listem biorącym w obronę Chila Gettnera, wysłanym do lubelskiego gubernatora, widnieją podpisy także zamożnych kupców żydowskich z Łęcznej i Puchaczowa. W końcu zdecydowała opinia rabina Kowartowskiego, który cieszył się u gubernatora opinią lojalnego poddanego. Gubernator przychylił się do jego prośby o pozostawienie Gertnera na stanowisku łęczyńskiego duchownego i w 1861 r. zamknął jego sprawę. W ten sposób władze najprawdopodobniej chciały uniknąć większego zaognienia sporu, co w efekcie niejednokrotnie kończyło się zamieszkami pomiędzy Żydami, co dość często zdarzało się jeszcze nawet w końcu XIX wieku, jak to miało miejsce w Kraśniku w 1867 r., czy w Tyszowcach w 1882 r., kiedy to doszło nawet do zdemolowania gminnej boznicy przez chasydów, niezadowolonych z wyboru przeciwnego im rabina.


Robert Kuwałek