Samodzielny Referat dla Spraw Ludnoœci Żydowskiej X 44 - VIII 45
Z Strona o Żydach lubelskich
Zarówno Komitet Żydowski w Lublinie jak i Referat dla Spraw Pomocy Ludnoœci Żydowskiej przy PKWN kontynuowały swoje prace do końca 1944r., oraz przez kilka miesięcy roku następnego (Referat jedynie do stycznia) Referent Herszenhorn, począwszy od listopada jednoczeœnie łączył trzy funkcje: Referenta przy PKWN, członka Centralnego Komitetu Żydów w Polsce oraz zwierzchnika (nadzorcę) Komitetu lubelskiego. We wszystkich trzech organizacjach pełnił czołową funkcję i we wszystkich trzech był wyjątkowo aktywny. W działalnoœci Komitetu lubelskiego miesiące paŸdziernik (od 5.X), listopad i grudzień (do 10.XII) są białą plamą. Wiadomo, że Komitet nie zaprzestał prac, ani nie zawiesił działalnoœci. Brak Ÿródeł wytworzonych bezpoœrednio przez jego członków można rekompensować informacjami zawartymi w sprawozdaniach Referenta Herszenhorna. Wiadomo, że budżet Komitetu na miesiąc paŸdziernik wynosił 430 tys. zł, wypłaconych przez PKWN. Dodatkowo Resort Pracy, Opieki Społecznej i Zdrowia PKWN przeznaczył na cele inwestycyjne w Domu Pereca 500 tys. zł. W Domu tym, ostatecznie uruchomiono stołówkę, która wydawała dziennie 500 posiłków. W listopadzie otrzymano drugą partię odzieży ofiar Majdanka (z byłych magazynów Gestapo przy ul. Szopena). Trwało także organizowanie ochronki dla 50 dzieci żydowskich przy ul. Radziwiłłowskiej, , które opóŸniało się wobec nadziei władz Komitetu na uzyskanie dla niej innej siedziby (przy ul. Grodzkiej 11). W ciągu paŸdziernika Komitet lubelski przekazał komitetom prowincjonalnym 100 tys. zł, co nawet w najmniejszym stopniu nie pokryło ich potrzeb. Brak przepisów prawnych nadal utrudniał ( w Lublinie i na prowincji) skutecznoœć indywidualnych i zbiorowych interwencji u władz w sprawie zwrotu mienia. Pod koniec paŸdziernika 1944r. Komitet lubelski został upoważniony przez Miejską Radę Narodową do uzupełnienia jej składu o przedstawicieli lubelskich Żydów. Dnia 26 paŸdziernika w pierwszym, plenarnym posiedzeniu MRN udział wzięli z ramienia Komitetu: Sz. Herszenhorn i L. Arenzon. Drugi z delegatów, swoja obecnoœć na obradach, z miejsca wykorzystał do demonstracyjnego zrzeczenia się mandatu radnego, odczytując następujące oœwiadczenie:
"Do przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej w Lublinie" "Wobec nie nadejœcia do tej chwili odpowiedzi na piœmie z dn. 24 b. m. skierowano do ob. Prezydenta przez zarząd Komitetu Żydowskiego w Lublinie, zmuszony jestem ku wielkiemu mojemu żalowi zrezygnować z udziału w dzisiejszym inauguracyjnym posiedzeniu Rady Miejskiej." Arenzon pozostał wierny swojemu postanowieniu, i mimo formalnego zasiadania w Radzie, w latach 1944 - 1946, konsekwentnie - ani razu nie wziął udziału w jej obradach. Natomiast Szloma Herszenhorn, aż do końca roku 1945 brał udział w posiedzeniach Rady, w której wszedł w skład Komisji Opieki Społecznej. Ostatnie obrady w których wziął udział odbyły się dnia 29 grudnia 1944r., następnie po wyjeŸdzie do Warszawy Herszenhorn skreœlony został z listy członków Rady. Również Arenzon, po przeszło 2 letniej absencji w obradach, ostatecznie 9 lutego 1946r., został wykreœlony z listy członków radnych. Mimo skierowania przez Radę pisma do Komitetu o uzupełnienie wakującego stanowiska zarezerwowanego dla przedstawicieli lubelskich Żydów, nie zostało ono już nigdy obsadzone. Po utworzeniu na początku listopada 1944r. Centralnego Komitetu Żydów w Polsce jednym z jego pierwszych kroków było wyznaczenie komisji do sprawdzenia całokształtu pracy Komitetu lubelskiego. Działalnoœć Komitetu w owym okresie szwankowała coraz bardziej, przyczyną takiego stanu było stopniowe dekompletowanie jego składu (w listopadzie ustąpiło z niego 2 członków). Na początku grudnia postanowiono całkowicie zreorganizować pracę i skład Komitetu lubelskiego. Dnia 10 grudnia 1944r. W sali teatralnej Domu Pereca, w obecnoœci ok. 500 osób odbyło się walne zgromadzenie lubelskich Żydów. Kilka dni wczeœniej, aby przygotować grunt dla zamierzonych właœnie na tym zebraniu zmian, z Komitetu lubelskiego ustąpili przedstawiciele PPR i Bundu. Głównym celem tych ugrupowań było całkowite rozwiązanie istniejącego Komitetu oraz wybranie nowego, opartego (podobnie jak CKŻP) na kluczu partyjnym. Zebranie otworzył i wygłosił mowę wprowadzającą Paweł Zelicki z PPR. Poddał on krytyce dotychczasową działalnoœć Komitetu, nazywając go "niedołężnym" i "bez linijnym". Następnie postawił propozycję jego reorganizacji "na zdrowych zasadach" w oparciu o organizację polityczne. Poszczególni członkowie nowo wybranych władz mieli być odpowiedzialni przed własnymi partiami. Po Zelickim, główne polityczne przemówienie wygłosił przewodniczący CKŻP Emil Sommerstein, zaœ po nim w imieniu Bundu - Grzegorz Jaszuński, w imieniu syjonistów Mendel (Michał) Kossower, w imieniu PPR - Marek Bitter, w imieniu Związku Partyzantów Żydowskich Gustaw Alef - Bolkowiak. W częœci głównej zebrania, jednogłoœnie zaakceptowano odczytaną listę kandydatów do władz nowego Komitetu. Wybrano z ramienia PPR: P. Zelickiego, Sztryka oraz Jakuba Żurka, z ramienia Bundu: G. Jaszuńskiego i Perelszteina, z ramienia Syjonistów: M. Zonszajna, Kekową, Blusztejna i M. Kossowera, z ramienia Partii Demokratycznej: H. Franta ( jedyna osoba która działała w Komitecie od jego początku - tj. sierpnia 1944r.) oraz z ramienia żydowskich partyzantów - por. M. Grubera. Skład ten uzupełnili także Flancer, Góral i Graf. Po tym punkcie zebranie zakończono. Na pierwszym posiedzeniu nowo wybranego Komitetu (12 grudnia), przy udziale goœci z CKŻP - Bittera i Herszenhorna wybrano obsadę Prezydium oraz resortów. Przewodniczącym został Paweł Zelicki, pierwszym wiceprzewodniczącym - Mieczysław Gruber zaœ drugim - Sztryk. Stanowisko sekretarza objął Perelsztejn zaœ kasjera Zonszajn. Resort Produktywizacji i Pracy objął Mendel Kossower, Opieki Społecznej - Sztryk, Prawny - Grzegorz Jaszuński, Sanitarny - Henryk Frant, Historyczny - Leon Szczekacz, Kultury i Sztuki - G. Jaszuński, Szkolnictwa - Kek. Kierownikiem schronisk mianowany został Gruber, sierocińca - Blusztejn, kuchni przy Domu Pereca - Żurek zaœ biura komitetu - Flancer. Na posiedzeniu 18 grudnia Resort Opieki nad Dzieckiem objęła Blusztejn. Powyższy skład Komitetu utrzymywał się do połowy lutego. Dnia 13 lutego 1945r. na wniosek Pawła Zelickiego - ustępującego z Komitetu razem z M.. Zonszajnem, L. Szczekaczem, Blusztejnową i Kekową w ich miejsce do władz organizacji weszli: Majer Ryps (PPR) jako nowy przewodniczący, Lejba Arenzon jako skarbnik oraz jako członkowie: Zygielbaum, Goldfinger, Krasucki, Feferman oraz Aron Besser. Nowi członkowie przejęli wakujące stanowiska w resortach. W Resorcie Opieki Społecznej zasiedli: Sztryk, Feferman i Aronzon, Resort Opieki nad Dzieckiem po Blusztejnie objął Goldfinger, Resort Pracy - Besser, Resort Kultury - Zygielbaum, zaœ Referat Sanitarny - Feferman. W marcu 1945r. na skutek odpływu na nowo wyzwolone tereny wielu Żydów dotychczasowych mieszkańców Lublina, oraz ludzi czynnych w instytucjach żydowskich nastąpiła redukcja członków Prezydium do 5-ciu osób: Majera Rypsa, Perlesztajna, Zygielbauma, Tyndela i Żurka. Skład całego Komitetu dnia 24 kwietnia 1945r. (po poszerzeniu) przedstawiał się następująco: Majer Ryps - Przewodniczący, Perlesztejn - sekretarz, Referat Produktywizacji i Pracy, Zygielbaum - Referat Kultury i Sztuki, Wolf Sztajnlauf - wiceprzewodniczący, sprawy ogólne, Heinsdorf - Resort Lecznictwa, Hersz Cebula - wiceprzewodniczący, Resort Opieki Społecznej, Mojżesz Gurfinkiel - Resort Aprowizacji, Mieczysław Gruber - nadzór nad schroniskami (Czwartek 4a i Wyszyńskiego 3), Mielnik - Resort Opieki Społecznej, Lejba Arenzon - kasjer, Resort Opieki Społecznej, Goldfinger - nadzór nad sierocińcem. W ostatnim miesiącu działalnoœci Komitetu ( w sierpniu) do Komitetu weszli ponadto: Siemiatycki, Borys Bauch, Kupfer, Kupersztejn, Katzman i Munisz Izraelewicz. Mimo zapowiadających w grudniu 1944r zmian w pracy i efektywnoœci Komitetu, przez kilka następnych miesięcy wielu dawnych problemów nie udawało się rozwiązać. Na przeszkodzie stały głównie przyczyny finansowe. Komitet był finansowany przez PKWN zaœ wysokoœć przyznanych subwencji okreœlał kierownik Resortu Pracy, Opieki Społecznej i Zdrowia Bolesław Drobner. Dnia 15 grudnia, a więc już kilka dni po ukonstytuowaniu się nowego Zarządu, przedstawiono w PKWN preliminarz budżetowy na mieniąc grudzień. Dokument ten, Ÿle ułożony, windujący koszta w dziedzinach najmniej istotnych (np.: materiały piœmienne dla biura, wysokie pensje dla jego pracowników itp.) nie znalazł uznania w oczach Drobnera. Przyznał on na pokrycie grudniowego budżetu jedynie 200 tys. zł w dwu ratach po 100 tys. zł ( mniej niż w miesiącach poprzednich). Warunkiem otrzymania raty drugiej było przedstawienie rzetelnego rozliczenia się z wykorzystania raty pierwszej. Począwszy od stycznia, stosunki panujące w komitecie uległy rozprężeniu. Spoœród kilkunastu jego członków, aktywnie pracowało jedynie czterech, kasjer Zonszajn w którego gestii było rozporządzanie finansami był praktycznie nieuchwytny. Stosunki panujące wœród pracowników Komitetu ilustrują wybrane fragmenty z dyskusji toczącej się na posiedzeniu w dniu 14 stycznia 1945r. Lektura poniższego tekstu także w pewien sposób wskazuje na przyczyny dezorganizacji pracy Komitetu oraz jego małej efektywnoœci.
"Żurek przypomina że już dawno zobowiązano kasjera do 2-ch godzin dziennie i przyjął to zobowiązanie. Nic z tego jednak nie wyszło. Przewodniczący (P. Zelicki - przypis A.K) musi koncentrować wszystko, tym bardziej że inni ludzie nie pracują. Gruber zapytuje do kogo się zwrócić po pieniądze do prezesa czy kasjera. Zelicki odpowiada że do kasjera. Zonszajn (kasjer - przypis A.K) nie przypomina sobie żeby się zobowiązał do dwu godzin dziennie" "Gruber: Sprawa mieszkaniowa jest bardzo trudna (...) napływają nowi ludzie. Prawie każdego dnia przychodzą do Domu Pereca i Wyszyńskiego 3, stan jest bardzo zły, brak łóżek jest zasadniczym szkopułem. Jeœli mam być nie tylko policjantem, to mam swoje wymagania. Jest to sprawa budżetu dla Referatu schronisk. Zonszajn wtrąca: gdyby pan żądał to by pan dostał" "Zelicki (...) w sprawie schronisk można było zrobić więcej. Trzeba było dopilnować aby wszyscy poszli do kąpieli Gruber: to nie moja sprawa" "Zelicki prosi o sprawozdanie kasowe. Zonszajn podaje z zapisków jakąœ cyfrę, nieokreœlonej treœci. Zelicki wnosi o oddanie kasy komu innemu. Zonszajn stwierdza że wniosek ten jest nieuzasadniony i złoœliwy. Może podyktowany względami partyjnymi. Nie ma żadnych powodów do takiego wotum nieufnoœci. Sztryk: Już dawno wiadomo, że pracownicy referatów nie mogą pracować z powodu braku pieniędzy. Wciąż trzeba łatać dziury pożyczkami prywatnymi. Ponieważ nie może Pan dosyć się zająć pracą, nie może Pan zostać kasjerem, tym bardziej że jest jednoczeœnie kasjerem Komitetu Centralnego. Szczekać: Wnosi pozostawić Zonszajnowi kasę i zobowiązać go do pracy Zelicki: Proponuje odebrać kasę i oddać Szczekaczowi. Szczekacz: Zrzeka się". Część działaczy Komitetu będących jednoczeœnie członkami CKŻP szykowało się już, do opuszczenia Lublina. Częste rotacje członków, tak charakterystyczne dla Komitetu w poprzednich miesiącach roku 1944, i teraz stały się jego słaboœcią. Podobnie jak poprzednio, również i teraz największym problemem były kwestie mieszkaniowe. Ponawiane petycje o przyznaniu dla potrzeb żydowskich domu przy ul. Grodzkiej 11 nie przynosiły skutku. W styczniu władze miejskie zaproponowały Komitetowi w zamian za powyższą kamienice, nieruchomoœci przy ul. Narutowicza 35, niestety okazało się że znajdowały się one pod zarządem wojskowym, a w jej pomieszczeniach rozlokowano oddziały wojska. W bliżej nieokreœlonych okolicznoœciach udało się natomiast przejąć z rąk PCK, dom noclegowy przy ulicy Wyszyńskiego 3 i urządzić tam drugie po Domu Pereca schronisko dla Żydów (nastąpiło to pod koniec 1944r.). Główną troską Komitetu, dalej pozostawało urządzenie największego lokum Żydów w Lublinie - Domu Pereca. Warunki mieszkaniowe, sanitarne i higieniczne pozostawały tam nadal fatalne. W 24 pomieszczeniach zamieszkiwało ponad 500 osób na stałe, ponadto istniała pewna iloœć osób przebywających tam czasowo. Brakowało prycz i podłóg, częœć ludzi spała na gołej ziemi, szerzyły się choroby. Warunki panujące w domu, stały się treœcią przesłanego do prezesa Komitetu Zelickiego pisma Referatu Karnego wydziału Administracyjnego MRN ostro krytykującego warunki sanitarne, oraz grożącego karami w wypadku ich nie poprawienia. "Miejski Wydział Zdrowia stwierdził wysoce antysanitarny stan nieruchomoœci położonej przy ulicy Czwartek 4a, należącej do komitetu Żydowskiego. W szczególnoœci Kontrola Sanitarna ustaliła położenie godne okolicznoœci: 1) Z okien budynku wylewne są na podwórze różne nieczystoœci gospodarcze 2) Całe podwórze zanieczyszczone jest kałem ludzkim 3) Ustępy przepełnione i brudno utrzymane 4) Sutereny zawalone są odpadkami i œmieciami 5) Korytarze i klatki schodowe brudne i zaœmiecone (...) Nie chcąc stosować sankcji karnych (...) bez uprzedniego ostrzeżenia z mojej strony, proszę pana jako Prezesa Komitetu o spowodowanie, ażeby administrator, względnie dozorca tegoż domu zajął się przy pomocy mieszkańców domu usunięciem nieczystoœci i doprowadzeniem nieruchomoœci do normalnego stanu sanitarnego (...)". W schronisku przy ul. Wyszyńskiego panowały nieco lepsze warunki. Przede wszystkim odziedziczony po domu noclegowym PCK inwentarz i umeblowanie pozwalały na urządzenie znoœniejszych warunków dla jego mieszkańców. W domu zamieszkiwało ok. 200 Żydów ( w tym pewna iloœć dzieci), funkcjonował komitet domowy składający się z 4-ech osób z administratorem Finkielem Ajzenbergiem oraz izba chorych. Ogólnie w całym Lublinie warunki mieszkaniowe przedstawiały się Ÿle, stan zdrowotny, kondycja materialna, zaopatrzenie w najniezbędniejsze do życia œrodki szwankowały u większoœci lubelskich Żydów. Koordynacja Syjonistyczna "Bricha" której centrum w styczniu 1945r znajdowało się w Lublinie następująco relacjonowała sytuację Żydów w mieœcie:
"Część ma znośne warunki do życia, ale większoœć jest zupełnie naga i wygląda jak nie ludzie. W centrum żydowskim w Lublinie są domy, gdzie można zobaczyć całe nieszczęœcie żydów. Np. w domu Pereca czy Wyszyńskiego w jednej izbie mieszka po 30 - 40 ludzi podobnych do rannych zwierząt. Częstymi goœćmi w nowych gettach są różnorodne choroby i epidemie". Obiektywnie stwierdzić należy że mimo, iż większoœć Żydów, zwłaszcza tych œwieżo przybyłych do miasta z kryjówek, lasów, bunkrów itp., znajdowała się na skraju nędzy, zdarzały się wypadki nadużywania doœwiadczonej pomocy, korzystanie z niej osób w zupełnie niezłej kondycji finansowej itp. W samym Domu Pereca zdarzały się sytuacje gdy poœród pensjonariuszy jednej izby znajdowali się wyczerpani głodem i warunkami, jeszcze do niedawna ukrywający się Żydzi, a obok nich drobni spekulanci, handlarze, ludzie prowadzący swój interes zarówno wobec współmieszkańców jak i ludzi z zewnątrz. Niedawne przejœcia wojenne prowokowały u ludzi zachowania skrajne. Niektórym trudno było zaadoptować się do warunków normalnego życia. Wielu traktowało Dom Pereca jako swego rodzaju kolejną kryjówkę, a nawyki wyniesione z okresu bezwzględnej walki o przeżycie uaktywniały się. Nic zatem dziwnego że z urządzonej w domu, zaledwie w paŸdzierniku 1944r stołówki, w niedługim czasie rozkradziono naczynia, talerze, sztućce, itp. Bez jasnego okreœlenia warunków i regulaminu, na jakich powinna się oprzeć koegzystencja w jednym budynku tak dużej rzeszy ludzi, bez egzekwowania podstawowych norm sanitarnych, nie można było zmienić na choćby odrobinę znoœniejszą, atmosferę panującą w schronisku. Nawet postulowany wczeœniej warunek przyjmowanie do niego jedynie osób wczeœniej wysyłanych do miejskiej łaŸni - nie doczekał się realizacji. Administracja domu, co jest zupełnie karygodne: żadnego rejestru mieszkańców - przyjmując wszystkich o to proszących bez żadnych przeszkód, weryfikacji i ograniczeń. Sytuacja przypominała błędne koło. Po pewnych posunięciach Komitetu (np. zakaz handlu w schroniskach), większoœć pensjonariuszy zaczęła porównywać jego działalnoœć do Judenratu. Niewątpliwy sukces osiągnął Komitet na polu opieki nad dzieckiem. Po długich staraniach i pewnym okresie zwłoki dnia 16 ( lub 17) grudnia 1944r w lokalu przy ul. Radziwiłłowskiej 3/7 utworzony został żydowski sierociniec. W chwili otwarcia znajdowało się nim 28 dzieci, w następnym tygodniach przeniesiono do niego dzieci znajdujące się w schronisku przy ul. Wyszyńskiego (35 dzieci), zaœ następnie rozpoczęto także gromadzenie ok. 120 sierot żydowskich rozsianych po domach całego Lublina. Kierowniczką domu została pani Natanblut. W pierwszych miesiącach roku 1945 liczba podopiecznych sierocińca stale wzrastała, aż do poziomu 130 dzieci pod koniec lutego. Pięć pomieszczeń przy ulicy Radziwiłłowskiej okazało się zbyt małym lokum ( na jeden pokój przypadało ponad 20 osób). Dnia 1 marca 1945r przeniesiono sierociniec do lokalu przy ul. Krakowskie Przedmieœcie 60 i przemianowano go na Dom Dziecka nr 5. Nowa siedziba sierocińca posiadała 12 izb, 4 sypialnie, 1 dużą œwietlice, jadalnię, kancelarię, magazyn, gabinet lekarski, kuchnię, pralnię, łazienkę i ubikację. Skupiono tu ogółem 99 dzieci w wieku od 3 do 16 lat, 13 półsierot i 86 sierot. W pomieszczeniach przy ul. Radziwiłłowskiej pozostawiono bursę dla starszych chłopców. Wraz ze zmianą lokalu, nastąpiła zmiana w nadzorze nad sierocińcem. Na początku marca opiekę nad placówkę objął nowo powstały Wojewódzki Komitet Żydowski (patrz podrozdział następny). Prezes WKŻ w sposób następujący charakteryzował sytuację.
"(...) Dzięki energicznym staraniom władzę oddały nam do dyspozycji jeden z najpiękniejszych lokali przy ul. Krakowskie Przedmieœcie 60 (...) Zaistniała kwestia odzieżowa dla dzieci. Na 118 dzieci Komitet posiadał tylko około 50 koców. W tym właœnie momencie wyratował nas transport zagraniczny. Dziœ każde dziecko posiada oddzielny koc. Poza tym oddano częœć koców do przerobienia na płaszcze dla dzieci. Dokucza nam jeszcze brak bielizny(...) Komitet stoi na stanowisku że Rząd powinien subsydiować sierociniec. Dlatego nosi [on] nazwę Domu Dziecka nr 5. Spodziewamy się że władze podzielą nasze stanowisko i sprawa ta zostanie pozytywnie załatwiona. Jużeœmy nawet otrzymali na ten cel 25000 [zł]. Dzieci w sierocińcu dobrze się odżywiają i poprawiają się szybko. Mówca zaznacza że sierociniec nie służy wyłącznie potrzebom m. Lublina, lecz jest przeznaczony na cele województwa. Dzieci w starszym wieku oddaje się do rzemiosła, szkoły szoferów (...) Przewodniczący z żalem stwierdza fakt, że ludnoœć żydowska wykazuje obojętnoœć dla sierocińca, nikt nie odzywa się z funduszami na ten doniosły cel. Z tą obojętnoœcią musimy walczyć. Musimy uważać by żadna impreza, wesele czy modły nie poszły bez zbiórki (...) Na zapytanie (...) mówca wyjaœnia że do dzieci zostały zaangażowane doskonałe siły pedagogiczne. Dobiera się skrupulatnie nauczyciela języka żydowskiego, który jest traktowany na równi z językiem polskim. Obecnie zatrudnialiœmy prof. Korna b. profesora humanistycznego gimnazjum (...) dla dzieci z sierocińca urządzony został seder, gdzie działacze Komitetu starali się zapewnić dzieciom utraconych rodziców. Dzieci były karmione obficie, rozdawano podarki œwiąteczne, następnie zaproszony fotograf dokonał kilku zdjęć z dziecinnego sederu. Mówiąc o dzieciach przewodniczący podkreœla że im powinniœmy poœwięcić główną uwagę. Bo dzieci to nasza przyszłoœć. Nasz jedyny cel w życiu" Dziesięcioosobowy personel oraz lubelski władze żydowskie starały się utrzymać wysoki poziom w podległej im placówce. Mimo kilku Ÿródeł finansowania (CKŻP, administracja państwowa) wysokie koszty utrzymania podopiecznych oraz wysokie pensje personelu były przyczyną częstego deficytu w kasie. Aby zaradzić tym niedomaganiem z inicjatywy Komitetu lubelskiego w dniach 3 - 10 czerwca 1945r zorganizowano akcję - zbiórkę funduszy pod nazwą -Tydzień dziecka". Efektem tej rozreklamowanej w lubelskich gazetach akcji było zebranie sumy 25365 zł. Nie była to zbyt duża kwota, zważywszy że całoœciowy budżet sierocińca w miesiącu następnym (tj. lipcu) wynosił 395254 zł. Wobec zmniejszenia się iloœci Żydów w mieœcie i coraz większych kłopotów z utrzymaniem sierocińca w ramach, dotowanego przez CKŻP budżetu Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego, władze tegoż skorzystały z nadarzającej się okazji do przeniesienia całej placówki na Dolny Œląsk. Dnia 1 sierpnia 1945r Lublin opuœciło 126 dzieci i 10 osób personelu, udając się do Rychbachu (Dzierżoniowa). Tam wszystkich umieszczono, w nowo urządzonym przez miejscowy Komitet Żydowski, Domu Dziecka. Z instytucji opieki nad dzieckiem w mieœcie pozostał, i funkcjonował do końca lat 40 -tych, utworzony w kwietniu przy schronisku na ul. Wyszyńskiego żydowski żłobek. Począwszy od kwietniowej reorganizacji Komitetu, nowe kierownictwo podjęło próby usprawnienia prac. Usprawniono przede wszystkim zasady funkcjonowania samego Komitetu. Ustalono stałą, codzienną godzinę urzędowania biura, (od godz. 9:00 do 10:00). Obciążony największymi obowiązkami referent ds. Opieki Społecznej zobowiązany został do urzędowania codziennie od 9:00 do 11:00, przewodniczący Komitetu od 11:00 do 14:00, zaœ sekretarz od 9:00 do 13:00 W zasadzie więc Komitet czynny był 5 godzin dziennie, od 9:00 do 14:00. Wœród samych urzędników zaprowadzono œciœlejszą dyscyplinę. Każdy z referentów osobiœcie miał odpowiadać za swój referat, zaœ za pracę biura odpowiedzialny był jego kierownik. Za nieuzasadnione opuszczenie stanowiska pracy w godzinach urzędowania groziła surowa kara. Jako wykroczenie dyscyplinarne traktowano również, nie uzgodnione z Prezydium opuszczenie miasta bądŸ czasowy wyjazd. Dwukrotne powtórzenie podobnych wykroczeń zagrożone było wykluczeniem z pracy. Tego samego dnia postanowiono także usprawnić działalnoœć kuchni przy Domu Pereca. Dokonano tego w sposób najbardziej wygodny dla Komitetu, podzielono ją na dwie częœci, kuchnię ludową (dla wszystkich) oraz stołówkę (dla urzędników ale także dla ich rodzin). Jednoczeœnie, postanowiono ze stołówki ogólnej wydawać posiłki jedynie osobom wczeœniej zarejestrowanym. Podobne ograniczenia wprowadzono w dziedzinie pomocy œwiadczonej przez Resort Opieki Społecznej. Niestety, wprowadzone usprawnienia nie położyły kresu, ani nadużyciom ze strony podopiecznych, ani tym bardziej ze strony członków samego Komitetu. Potwierdzeniem tej nieskutecznoœci jest dokument podsumowujący pracę Komitetu za okres pierwszej połowy roku (do 1 sierpnia 1945r.). Stanowi on cenne Ÿródło, obiektywne i z zewnątrz (jako jedno z niewielu) oceniające organizację pracy, gospodarkę pieniężną, oraz zasady funkcjonowania Komitetu z tych powodów dokument ten, choć obszerny, wart jest przytoczenia w całoœci. "Księgowy - rewident Perelmutter Ludwik, działający na mocy upoważnienia L.p.3456, wydanego przez Centralny Komitet Żydów Polskich w Warszawie przeprowadził kontrole działalnoœci finansowo - gospodarczej lokalnego Komitetu Żydowskiego w Lublinie. Okres sprawozdawczy od 1 stycznia 1945r do 1 sierpnia 1945r. Uwagi ogólne: Liczba Żydów zamieszkujących na terenie miasta sięga do 2000 osób, w tym dzieci do 16-u lat - 115. Staraniem Komitetu czynne są na terenie miasta Lublina: 2 domy noclegowe, kuchnia ludowa. Kuchnia dla urzędników, izba chorych, ambulatorium i żłobek dziecięcy. Dotyczy Kasy: Przy prowadzeniu wynikającego z książki salda, oraz porównaniu go ze stanem faktycznym stwierdzono brak gotówki na sumę zł 252000. W Komitecie wyjaœniono, że brak powyższy datuje się jeszcze z marca b.r., kiedy to na ówczesnego kasjera ob. Arensona był dokonany napad z bronią w ręku, w rezultacie czego został on obrabowany na sumę zł 388000. W powyższej sumie mieœci się też kwota 252000 należąca do Komitetu Żydowskiego w Lublinie. O wypadku powyższym w Komitecie lubelskim protokołu nie sporządzono. Zawezwany przeze mnie ob. Arenson przedstawił zaœwiadczenie, wydane przez referat œledczy o tym, że "7 marca 1945r Arenson Lejb zameldował w tutejszym Urzędzie Œledczym o napadzie rabunkowym przy ul. Staszica 22, gdzie zrabowano gotówkę w sumie zł 388000. Dochodzenie nie dało pozytywnego rezultatu". Ob. Arenson stwierdził protokolarnie w dniu 15 sierpnia b.r. o tym że suma salda kasy jest niezgodna o zł 252000 na skutek rabunku dokonanym na jego osobie w dniu 7 marca b.r., kiedy to zabrano mu pieniądze należące do kasy Komitetu Żydowskiego w Lublinie. W powyższym wypadku zastanawiające jest dlaczego ob. Arenson tak poważne kwoty trzymał przy sobie, a nie złożył jej na rachunek Komitetu do Banku w okresie codziennych napadów rabunkowych, jakie mają miejsce obecnie, i miały miejsce szczególnie a marcu b.r. Księgi bulchateryjne jak i dowody kasowe Komitetu Żydowskiego w Lublinie za 1944r znajdują się w Ministerstwie Opieki Społecznej u Głównego Buchaltera ob. Łupińskiego. Dlaczego też kontrola ograniczyła się tylko do roku 1945. Przy kontroli dokumentów kasowych szczególnie w styczniu i pierwszej połowie lutego spotykało się cały szereg dokumentów kasowych na wypłaty mające związek z rokiem ubiegłym. Jest rzeczą zrozumiałą, że słusznoœci, prawidłowoœci i celowoœci powyższych wypłat ustalić nie można Dokumenty za pierwszy kwartał 1945r urągają wszelkim zasadom prawidłowego uformowania dokumentów. Lwia częœć dokumentów to pokwitowania zaopatrzone tylko i wyłącznie podpisami odbierających. Rzadko kiedy z dokumentu można ustalić dla kogo właœciwie został wypisany. Dokumenty końcowe z pierwszego okresu, znajdujące się w Komitecie Żydowskim z równym powodzeniem mogą być dokumentami dla osób prywatnych, gdyż lakonicznie brzmiące ich nie potwierdza że zostały wystawione dla Komitetu Żydowskiego. Najczęœciej spotykanym dokumentem z tego okresu jest pokwitowanie treœci: "Potwierdzam odbiór zł 4000 i podpis". Na cały szereg dokumentów brak jest potwierdzenia przyjęcia towarów jak i brak wyszczególnienia rodzaju i rozmiaru wykonanych robot. Osoby wypłacające nie zwracały absolutnie uwagi na zaopatrzenie dokumentu w rezolucje przewodniczącego lub skarbnika. Dyspozycje do wypłaty w jednym i tym samym czasie dawały różne osoby. Protokołów o przeprowadzonej rewizji kasy nie przedstawiono. Wszelkie rachunki jak i dowody wypłat przechodziły post factum, tak że buchalteria była bezradna i siłą rzeczy zmuszona była przyjmować dokumenty do księgowania . Dotyczy produktów: Odnoœnie do wydawania produktów do kuchen, buchalteria winna rozróżniać produkty, które idą do kotłów z których wydaje się posiłki obozowiczom i produkty, które idą do kotłów z których wydaje się posiłki urzędnikom, gdyż własną cenę kosztów tych ostatnich zapisuje się na ciężar rachunku wydatków administracyjnych. Dotyczy magazynu: Przy kontroli magazynu stwierdzono cały szereg niedociągnięć, co do których wydałem odpowiednie zarządzenia na miejscu. Zwraca szczególną uwagę uproszczona procedura wydawania produktów. Przy Komitecie lokalnym stworzono etat na dwóch kierowników aprowizacyjnych (oczywiœcie z dodatkami funkcyjnymi dla obu) z których jeden ma obowiązek starać się o przydziały, a drugi rozporządza magazynem produktowym. Dla wydawania produktów z magazynu, kierownik aprowizacyjny N.2 wystawia sam asygnaty "magazyn wyda", sam je podpisuje bez podania od petenta lub referenta odnoœnego działu, bez rezolucji przewodniczącego i bez sprawdzenia czy produkty, które się wypisuje faktycznie znajdują się na składzie. Również nie œledzi za tym aby wypisane a nie wydane produkty zostały skreœlone z asygnat. Konsekwencją takiej gospodarki są wszelki możliwoœci dla nadużyć. Gwoli œcisłoœci podaję, że kierownik aprowizacji sam zakupuję, sam sporządza rachunki i sam ustala normy i okresy wydawania produktów. W wystawianych asygnatach "magazyn wyda" zostawia się dużo wolnego i nie przekreœlanego miejsca, co daje również możnoœć popełnienia pewnych nadużyć. Kierownik aprowizacji nie rozlicza się również regularnie z iloœci wydanych obiadów, co z kolei uniemożliwia buchalterii kontrolę słusznoœci wydatkowanych sum i sporządzanie kalkulacji odnoœnie do ceny utrzymania jednego urzędnika w ciągu dnia. System ten powinien być natychmiast zlikwidowany. Sposób i system wydawania z magazynu reguluje okólnik Centralnego Komitetu Żydów Polskich z dnia 1 sierpnia b.r. i instrukcja pisemna udzielona na miejscu przez rewidenta. Godzi się podkreœlić, że przeciw wyżej wspomnianej nienormalnoœci protestowała buchalteria lokalnego Komitetu w specjalnym piœmie skierowanym do kierownika aprowizacji, które pozostało jednak bez odpowiedzi, a magazyn wydawał dalej jak wyżej.(...) Opieka nad chorymi: Dział ten obejmuje opiekę nad chorymi, znajdującymi się w szpitalach, izbie chorych, obłożnie chorych, przebywających na leczeniu w domu i chorych żołnierzy i inwalidów. Referent tego wydziału odwiedza chorych, udzielając im w zależnoœci od potrzeb lekarstw, produktów, lub też pomocy w pieniądzach. Referent jest w stałym kontakcie z lekarzami pod których obserwacją i leczeniem znajdują się chorzy. Dotyczy wydatków: Koszta administracyjne wynoszą zł 548000 z czego wypłacono pensji urzędnikom zł 417000. Na wydatki związane z utrzymaniem domów noclegowych wydano zł 195000. Wydano zł 1061000 na utrzymanie kuchni dla obowiązków i urzędników razem. Do czasu objęcia "Domu Dziecka" przez Komitet Wojewódzki, wydano zł 162000. Na cele opieki społecznej wydano852000 łącznie z opieką nad chorymi i opieką na d dzieckiem. Na tzw. drugi remont Domu Peretza wydano zł 400000. Na powyższy remont brak jest aktu przyjęcia wykonanej roboty. Robota została wykonana niesolidnie, czego dowodem jest fakt, że niektóre obiekty, jak galeria, a nawet poręcze na galerii i inne muszą na nowo by gruntownie odnowione. Zł 34700 wydano różnym osobom na pożyczki. W tym urzędnikom wydano większą częœć, przyczym z pensji im się tego nie potrąca (Perelstein i inni). (W tym miejscu powinna znalesć się tabela z rachunkami- narazie jej nie będzie Paweł Skonecki)
Księgi inwentarzowej w Komitecie lubelskim nie prowadzi się. Dotyczy prowadzenia protokołów: Za okres sprawozdawczy od 1 stycznia do 1 sierpnia b.r. sporządzono z posiedzeń 11 protokołów z tego 1 protokół z posiedzenia plenarnego i 10 z posiedzeń prezydialnych. Protokoły są prowadzone w formie notatek, nie są przepisane na czysto, myœli nie są skonkretyzowane, styl stenograficzny, zdania nie lapidarne. Niektóre protokoły składają się z jednego lub dwóch punktów i to natury często gospodarczej. Spotyka się wnioski, lecz brak jest za to postanowień. Protokoły nie są podpisane ani przez sekretarza ani przez przewodniczącego. Z protokołów komitetu lokalnego nie można ustalić kto właœciwie ma prawo dysponowania pieniędzmi i kto jest odpowiedzialny za kasę. Poza powyższymi uwagami nasuwa się pytanie czy sytuacja w Lublinie jest tak dobra, że nie wymaga naradzenia się członków komitetu z członkami Prezydium. Dotyczy zatrudnionych pracowników: Nie wszyscy pracownicy są należycie wykorzystani, tak jak i nie wszyscy pracownicy są konieczni, a jednak zatrudnia się ich i płaci się nawet dodatek funkcyjny. Nie należy również stwarzać stanowisk dla ludzi, którzy nie są nieodzowni dla Komitetu, tym bardziej przy œciœle ograniczonych możliwoœciach budżetowych. Dotyczy Domu Noclegowego: Po dokonanym remoncie i zaopatrzeniu w niezbędny sprzęt jak prycze, sienniki i itp. w domu tym mogło znaleŸć schronienie około 600 - 700 osób, ale faktycznie znajduje się w tym domu około 150 osób. Dom noclegowy został właœciwie zamieniony na hotel, z tą tylko różnicą, że bezpłatny i korzysta z niego tylko stale pewna iloœć rodzin, które przybyły do Lublina przed paroma jeszcze miesiącami. Niektóre pokoje zostały niemal całkowicie zamienione na sklepy spożywcze lub owocarnie, inne na magazyny starzyzny. Administracja domu winna w ciągu najbliższych dni usunąć rodziny zamieszkujące stale i osoby pojedyncze, które swym zachowaniem zwracają na siebie specjalną uwagę. Komisja mieszkaniowa winna wymienionym mieszkańcom przedstawić odpowiednie dla nich mieszkania (lokal po komitecie wojewódzkim i lokal na Rybnej).
Izba chorych:
W domu im. Peretza mieœci się izba chorych. Chorzy są pod stałą obserwacją lekarską, mają też przydzielony do siebie personel pomocniczy. Chorzy korzystają z całodziennego specjalnego utrzymania kuchni opieki społecznej. Daje się odczuć dotkliwe braki bielizny tak poœcielowej jak i osobistej. Niezbędne jest powiększenie lokalu zajmowanego przez izbę chorych z rozdzieleniem jej na oddziały dla mężczyzn i kobiet i chorych na choroby zakaŸne. Celowym i słusznym zarządzeniem było postanowienie o dokonaniu fuzji komitetu lokalnego z komitetem wojewódzkim w Lublinie. Uzdrowi to znacznie stosunki panujące w Komitecie lubelskim przez dopływ niektórych sił i usunięcie niektórych starych."
Szereg zawartych w dokumencie uwag uaktywnił (obawiających się o reakcję CKŻP) członków Komitetu. Po raz kolejny próbowano wprowadzić nowe rozwiązania do problemu mieszkaniowego. Utworzono Komisję Mieszkaniową w składzie: Józef Tuszman, Aron Nisenbaum, Boruch Kupersztejn i Borys Bauch. Do jej zadań należało interweniowanie w zbiorowych i indywidualnych sprawach o przydział mieszkań. Niepochlebne uwagi o sytuacji panującej w Domu Pereca również wpłynęły na decyzje Komitetu w tej sprawie. Administratora ( zarówno Domu Pereca jak i Wyszyńskiego 3) zobowiązano do comiesięcznego zdawania raportu o sytuacji w schronisku. Drugiego dnia każdego miesiąca musiał on ponadto złożyć szczegółowe sprawozdanie o gospodarce finansowej. Postanowiono stworzyć listę zameldowanych w Domu, rozdać im odpowiednie zaœwiadczenia bez których wstęp do schroniska był by zakazany. Zabroniono również wstępu do Domu ludziom z zewnątrz, w celu ukrócenia pokątnego handlu i spekulacji. Administratorem obu domów mianowano Izaaka Szpringera, zaœ dotychczasowego magazyniera Majstra zganiono i zagrożono zwolnieniem za "nietaktowne zachowanie się wobec kontroli (Perelmuttera - przypis A.K.)". W celu pozyskania opinii społecznej postanowiono także w jawny sposób prowadzić rozdział pomocy. Miesięcznie sprawozdania z wypłacanych sum oraz wydawanych rzeczy, odtąd miały być wywieszane na œcianie w lokalu Komitetu. Nie wiadomo, niestety jakie skutki przyniosły poczynione zmiany. Miesiąc sierpień był ostatnim miesiącem funkcjonowania Komitetu, pod jego koniec zrealizowano końcowy postulat sprawozdania Perelmuttera łącząc Komitet miejski z Wojewódzkim Komitetem Żydowskim.
Adam Kopciowski
