Miejsca żydowskie
Z Strona o Żydach lubelskich
Z dawnego Miasta Żydowskiego nie zachowały się prawie żadne materialne ślady, poza fragmentem ulic Kowalskiej, Cyruliczej i Furmańskiej. Z centralnych ulic Podzamcza pozostał jedynie fragment ulicy Nadstawnej, a po głównej ulicy Szerokiej, zwanej także Żydowską, do dzisiaj przetrwała jedynie studzienka wodociągowa, stojąca dzisiaj przy placu manewrowym Głównego Dworca PKS. Wyznaczała ona końcówkę ulicy Szerokiej i jej zbieg z ulicą Ruską. Druga taka studzienka znajdowała się na początku ulicy Szerokiej, bliżej zbiegu ulic Szerokiej, Kowalskiej i Cyruliczej.
Na dzisiejszym Placu Zamkowym oraz na innych terenach przyległych do Wzgórza Zamkowego rozciągało się centrum dzielnicy żydowskiej. Fakt ten upamiętnia monument z tablicą, stojący po prawej stronie schodów u podnóża Zamku. Tablica przedstawia plan dawnej dzielnicy żydowskiej, a dokładniej jej najstarszej części.
Środkiem Placu Zamkowego przebiegała główna ulica - Szeroka, nazywana także tradycyjnie Żydowską (a Jidn gas). Taką zresztą nazwę, jako oficjalną, nosiła ona w XVI w. Szeroka była najstarszą ulicą Żydowskiego Miasta - wytyczono ją najprawdopodobniej jeszcze na przełomie XV i XVI w., gdy w Lublinie zaczynała kształtować się zorganizowana gmina żydowska.
Do 1942 r. ulica Szeroka stanowiła główną arterię tej części miasta, a do początków XIX w. była naturalnym przedłużeniem historycznego szlaku handlowego prowadzącego przez Lublin na Ruś i Litwę. Nic też dziwnego, że aż do końca XIX w. Szeroka pełniła także funkcję centrum handlowego Żydowskiego Miasta. Tu, do lat siedemdziesiątych XIX w., dopóki nie zorganizowano, istniejącego do dzisiaj Placu Targowego, koncentrował się żydowski handel. Zresztą sam Plac Targowy, aż do 1939 r. nazywany był Targiem Żydowskim, dla odróżnienia go od Targu Polskiego, który mieścił się do czasów II wojny światowej pomiędzy ulicami Świętoduską i Nową (dzisiaj Lubartowską). Jednak, zarówno na jednym, jak i na drugim targowisku można było spotkać handlujących Żydów, z tym, że Targ Żydowski uważany był za uboższy.
Wracając jednak na ulicę Szeroką, należy przyjąć, że tu musiały odbywać się jarmarki, stanowiące część ogólnych jarmarków lubelskich, sławnych w całej Europie w XVI i XVII w.
Ulica Szeroka stanowiła także centrum administracyjne i polityczne lubelskich Żydów, a od II połowy XVIII w. stała się także najważniejszym miejscem dla miejscowych chasydów. Według miejscowej tradycji, przy ul. Szerokiej 19 miał się zbierać Waad Arba Aracot - Sejm Czterech Ziem, główna instytucja ponadparlamentarna, początkowo dla Żydów z terenu całej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a od 1623 r. dla Żydów z Korony. Owa bezprecedensowa w skali europejskiej instytucja powstała w 1580 r., początkowo jako zjazd przedstawicieli wszystkich gmin żydowskich mający na celu ustalanie wspólnych podatków, które miały być wpłacane do królewskiej kasy. Z czasem instytucja ta uzyskała o wiele więcej kompetencji. Oprócz spraw finansowych, Waad zajmował się także rozstrzyganiem sporów pomiędzy poszczególnymi gminami żydowskimi, nie tylko na terenie Rzeczypospolitej, ale także poza jej granicami, jak na przykład w II połowie XVII w., gdy interweniował w sprawie konfliktu pomiędzy gminą aszkenazyjską a sefardyjską w Amsterdamie. Dodatkowe kompetencje pozwalały także Sejmowi na rozstrzyganie w sprawach religijnych, politycznych, a nawet obyczajowych. Jedną z najsłynniejszych uchwał lubelskiego Waadu było ogłoszenie klątwy na fałszywego mesjasza Sabataja Cwi. Nastąpiło to w 1670 r. Wysłannicy Sejmu docierali nawet na dwór papieski w Rzymie, uzyskując papieskie bulle potępiające procesy o mord rytualny. Sejm Czterech Ziem zajmował się nawet sprawami wydawnictwa i sprzedaży hebrajskich ksiąg. Jedna z jego uchwał mówiła, że gminy na ziemiach polskich oraz żyjący w nich Żydzi powinni nabywać przede wszystkim księgi i modlitewniki drukowane w Polsce. W II połowie XVII w., a zwłaszcza od początków XVIII w., ze względu na wojny i zniszczenie samego Lublina, Waad Arba Aracot coraz częściej obradował w innych miastach - przede wszystkim w Jarosławiu, ale jego sesje zwoływano także na Lubelszczyźnie, na przykład w Łęcznej, Szczebrzeszynie czy Tyszowcach. Ostatnia sesja Sejmu, która miała miejsce w Lublinie, odbyła się w 1725 r.
Jak już było wspomniane, nie jest dokładnie znane miejsce obrad lubelskiego Waadu. Adres Szeroka 19 funkcjonował jedynie w tradycji ustnej. Można jedynie domniemywać, że równie dobrze Sejm Czterech Ziem odbywał swoje sesje w kompleksie synagogalnym przy ul. Jatecznej, gdzie było zdecydowanie więcej miejsca dla zjeżdżających z całej Korony, a wcześniej Rzeczypospolitej delegatów.
Ulica Szeroka była również miejscem, gdzie znajdowały się dawne synagogi lubelskie. W 1638 r. swoją bóżnicę wybudował tutaj Hirsz Doktorowicz, nadworny faktor króla Władysława IV. Mieściła się ona w domu oznaczonym w okresie międzywojennym nr 2 i na skutek wielu remontów zatraciła ona swój pierwotny charakter obiektu renesansowo-barokowego. Naprzeciwko niej, w kamienicy nr 3 mieściła się niewielka synagoga urzędników handlowych (Mszorsimszul). Wreszcie pod nr 28 funkcjonowała od 1794 r. słynna Bóżnica de Chassidim założona jeszcze przez Jakowa Icchaka Horowica - "Widzącego z Lublina". Mieściła się ona w podwórku, łączącym ulicę Szeroką z ulicą Nadstawną, ale w okresie międzywojennym nie stanowiła ona już centrum lubelskiego chasydyzmu. Tak wspomina ją dawny mieszkaniec ul. Szerokiej, Aleksander Szrift:
Znanym miejscem na Szerokiej był dom pod numerem 28. Mieściła się tu dawna bóżnica "Widzącego z Lublina". Na parterze tego domu znajdowała się piekarnia, która wypiekała ciastka dla cukierni. Piekarzem tam był Mordechaj. Na piętrach kamienicy mieszkali lokatorzy. Sama bóżnica usytuowana była za piekarnią, a wchodziło się do niej przez wejście prowadzące do uliczki przebiegającej od Szerokiej do Nadstawnej. Była to niewielka bóżnica, pozostająca pod administracją Gminy Żydowskiej i mówiło się o niej, że jest przeznaczona dla "modlących się w biegu". Tu zawsze był minian i każdy, kto szedł ulicą, a chciał się pomodlić, wiedział, że będzie tutaj dziesięciu Żydów gotowych do modlitwy.
(A. Szrift: Lublin, jaki pamiętam, w: Ścieżki pamięci. Żydowskie Miasto w Lublinie - losy, miejsca, historia, red. J.J. Bojarski, T. Kranz, R. Kuwałek, Lublin-Rishon LeZion 2001, s. 91.)
Dzisiaj, na nowym budynku znajdującym się na rogu Placu Zamkowego i Al. Tysiąclecia, gdzie mieści się bank, umieszczona została tablica pamiątkowa, na której w językach polskim, jidysz i hebrajskim poinformowano, że w tym miejscu znajdował się dom "Widzącego". Przed wojną kamienica ta nie wyróżniała się niczym szczególnym spośród innych, które tu stały. Nawet konflikty sądowe pomiędzy spadkobiercami właścicieli były równie burzliwe, jak w przypadku innych domów, które nie miały wokół się żadnej otoczki mistycyzmu.
Centrum chasydów lubelskich znajdowało się nieco dalej, przy Szerokiej 40, w której znajdowała się siedziba cadyków lubelskich z rodu Eigerów. Tu też mieli oni własną bóżnicę oraz sklepy, które przynosiły im znaczne zyski.
W cieniu ulicy Szerokiej pozostawały inne, jak chociażby równoległa do niej ul. Nadstawna, nazywana popularnie przez Żydów lubelskich a Gesl - "Uliczka". Tu koncentrowało się tradycyjne życie oświatowe miejscowych Żydów. W okresie międzywojennym funkcjonowało tu ponad 20 chederów. Najwięcej było ich w kamienicy przy Nadstawnej 20. Funkcjonujące tam religijne szkółki żydowskie, w których przeważnie chłopcy uczyli się podstaw religii mojżeszowej i języka hebrajskiego, ale w tej formie, której używało się jedynie do celów religijnych, mieściły się na kolejnych piętrach kamienicy, zgodnie z kolejnymi stopniami nauczania. Na parterze była szkółka dla najniższego poziomu, gdzie nauczano czytania i pisania i znajomości alfabetu hebrajskiego. Potem był cheder, w którym chłopcy uczyli się Pięcioksięgu Mojżeszowego - Chumesz ve Raszi, a trzecim stopniem nauki było poznanie Gemary i Talmudu. Po tym etapie, jeżeli rodziców było na to stać, a chłopak był zdolny, wysyłano go na studia do rabina lub jesziwy.
Warto sięgnąć po wspomnienia Mariana Milsztajna, byłego ucznia lubelskiego chederu, by przykonać się o atmosferze panującej w tego typu szkole:
Nauka to jest uczenie się Tory. A gdzie się uczą Tory? W chederze, albo w jesziwie, ale to już jest wyższy stan. Cheder i Talmud-Tora to jest to samo. Cheder mógł być u rebego w domu lub w Talmud-Torze. Tam też była szkoła powszechna w języku żydowskim. Język polski był, ale nie chcieli się uczyć. Pierwszy raz do chederu zaniosła mnie mama. (...)
(...) Rozpoczęła się lekcja, siedziało 20, 25 dzieci i mełamed, nauczyciel. Przyszedł, usiadł sobie na wysokim krześle: "Ptasięta, kureczki moje. To jest litera A. Powtórzcie". To jest litera A - alef". Głosiki nędzne, malutkie. "Głośniej mówić, kocięta!" Wszystkie nazwy zwierzątek. Tak nas określał. I tak mogliśmy siedzieć godzinę, dwie, trzy nad alef, aż to zostało wbite do głowy. Zbliżała się godzina pójścia do domu. Zmęczeni, aczkolwiek to już była jesień, to mokrzy jak koty ze zmęczenia, a główki opadły, tak jak zarżnięte kurki. Drugi dzień. "Owieczki kochane, to jest litera B - bet". I tak dwa miesiące harowaliśmy nad alef, bet, giml, nf, kuf, huf, ad, taf - 22 literki. To już była prawie zima, jak skończyliśmy. Już były śniegi. Zaczęły się od brahot - od błogosławieństw. (...)
(M. Milsztajn: Wspomnienia, w: Ścieżki Pamięci. Żydowskie Miasto w Lublinie - losy, miejsca, historia, red. J.J. Bojarski, T. Kranz, R. Kuwałek, Lublin-Rishon LeZion 2001, s. 66.)
Ulica Szeroka zaczynała się od Bramy Grodzkiej. Jej wylot, wraz z wylotami ulic Zamkowej, prowadzącej do Zamku, Kowalskiej, Cyruliczej i Grodzkiej tworzył niewielki plac, nazywany popularnie Psią Górką, na której ubogie przekupki żydowskie handlowały starzyzną i gorącym grochem oraz bubelach - pieczonymi babkami gryczanymi, sprzedawanymi na ciepło z masłem w środku.
Od ul. Szerokiej można było dostać się na ulice Podzamcze i Krawiecką, mieszczące się u południowego stoku wzgórza zamkowego. Wejście na te ulice prowadziło przez Bramę Zasraną (Porta Sordida lub w języku jidysz di Farkakte Brum). Ta część Miasta Żydowskiego w Lublinie uchodziła za najuboższą i najbardziej zaniedbaną. Tu mieszkała największa biedota żydowska, w wielu przypadkach utrzymująca się z niewiadomego źródła. Ludzi tych nazywano luftmenszn - "żyjący z powietrza". Obok kamieniczek stały tu drewniane domki, otoczone komórkami i przybudówkami, których przeznaczenie zmieniało się każdego roku. Na początku był to składzik lub obórka, następnie przebudowywano taką szopę na mieszkanie, by wreszcie zmienić ją w sklepik lub niewielki warsztat. Niewielkie domki, kompletnie zagnieżdżone, miały niejednokrotnie po kilku lub nawet kilkunastu właścicieli i chociaż uważano ich za właścicieli nieruchomości, to jednak byli oni tak samo biedni, jak lokatorzy zamieszkujący posesje należące do nich. W tej części dzielnicy żydowskiej wyróżniały się dwa budynki - synagoga Saula Wahla przy ul. Podzamcze, której spiczasty dach widoczny jest na wielu przedwojennych fotografiach. Była to bóżnica wybudowana na przełomie XVI i XVII w. i zgodnie z miejscową legendą łączono ją z osobą Saula Wahla - Jednodniowego Króla Polski, w rzeczywistości znanego w dawnej Rzeczypospolitej kupca i bankiera króla Stefana Batorego. W okresie międzywojennym obiekt ten nazywano także Synagogą Gońców lub kuśnierzy. Chociaż nie potwierdzone zostały związki samego Saula Wahla (w rzeczywistości Saula Kacenellenbogena) z Lublinem, to jednak aż do okresu II wojny światowej w Lublinie mieszkały zarówno rody Wahlów, jak i Kacenellenbogenów, uchodzące za jednych z bogatszych przedstawicieli miejscowej społeczności żydowskiej.
Natomiast przy ul. Krawieckiej 41 znajdowała się dawna fabryka cygar i papierosów, założona w XIX w. przez Zalmana Krasuckiego. Do okresu I wojny światowej był to jeden z największych, żydowskich zakładów przemysłowych w Lublinie, zdobywający wysokie nagrody i medale za swoje wyroby na rosyjskich i międzynarodowych wystawach przemysłowych. Gdy fabryka zbankrutowała na skutek I wojny światowej, jej budynki odkupiła lubelska Gmina Żydowska z nadzieją uruchomienia tu szkoły rzemieślniczej. Niestety, szybko okazało się, że w dawnej fabryce nie można było uruchomić szkoły. Z jednej strony Gmina nie posiadała na to odpowiednich funduszów, a z drugiej, w pustych budynkach zaczęli się osiedlać najubożsi Żydzi lubelscy, których nie było stać na zapłacenie czynszu za mieszkania w kamienicach. W większości przypadków ludzie ci nie posiadali żadnej pracy, a w rubryce zawód podawali informacje: bezrobotny, żebrak, utrzymuje się z pomocy opieki społecznej, chory, przebywa w więzieniu lub pracuje przy robotach publicznych... Oprócz tego, jak informuje zachowany "Spis lokatorów" tego domu, pochodzący z 1939 r., mieściły się tu: Ognisko Związku Kobiet Żydowskich, opiekujące się 70 dzieci, Towarzystwo Dobroczynne "Pas Leorchim" i organizacja "Kibuc", licząca 50 osób. Ta ostatnia była o tyle interesująca, że jej członkowie byli młodzi ludzie pochodzący z różnych miast, przygotowujący się tu do emigracji do Palestyny. W budynkach fabrycznych, w okresie międzywojennym mieściła się bowiem tzw. hachszara - kolonia chalucowa, w ramach której młodzi Żydzi mieli uczyć się pożytecznych w Palestynie zawodów. W rzeczywistości, w Lublinie przebywali oni w tragicznych warunkach i gdyby nie pomoc ich kolegów z lubelskich organizacji syjonistycznych, prawdopodobnie przymieraliby głodem. Dom przy Krawieckiej 41, chociaż miał być wyburzony jeszcze przed wybuchem wojny, to jednak dzięki uporowi jego mieszkańców przetrwał do 1941 r. Dopiero wtedy o jego wyburzeniu zadecydowały władze niemieckie, których nie interesował los mieszkańców, którzy stracili dach nad głową. Ogółem, w 1939 r. mieszkało tu ponad 300 osób, a w okresie okupacji liczba ta zwiększyła się znacznie o tych, którzy stracili mieszkania w centrum miasta lub na prowincji. Wojnę przeżyły z tej kamienicy tylko trzy osoby.
W prawą stronę od ul. Szerokiej odchodziła ulica Jateczna, gdzie znajdowała się Wielka Synagoga, zwana także Synagogą Maharszala (Maharszalszul). Wejście na tę ulicę znajdowało się w tym miejscu, gdzie dzisiaj stoi pomnik Lwa, upamiętniający związki Lublina ze Lwowem. Przed II wojną światową tędy szło się zarówno do Maharszalszul, jak również przez Jateczną przejeżdżały kondukty żałobne na cmentarz żydowski. Jateczna od XVI w. stanowiła centrum religijne i administracyjne lubelskiej Gminy Żydowskiej. Tu właśnie, gdzie powstał kompleks synagogalny, w XVI-XVII w. funkcjonowała także słynna jesziwa, założona jednocześnie z synagogą lubelską na mocy przywileju królewskiego w 1567 r. Jesziwa przestała funkcjonować po 1655 r., gdy Miasto Żydowskie zostało kompletnie zniszczone przez wojska kozacko-moskiewskie. Pozostała natomiast Wielka Synagoga, odbudowana po zniszczeniach XVII w. Pod jej dachem mieściły się w zasadzie trzy synagogi: Wielka - Maharszalszul, służąca do odprawiania nabożeństw w wielkie święta żydowskie, Mniejsza - Maharamszul, gdzie modlono się w soboty i maleńka bóżniczka, zwana w XIX-wiecznych dokumentach Szywe Kryjem. W dawnych czasach owa bóżniczka, mieszcząca się w przedsionku Wielkiej Synagogi, mogła pełnić funkcję gminnego aresztu, w którym osadzano tych Żydów, którzy ośmielili się wystąpić przeciwko prawom Gminy i judaizmu. Później pomieszczenie to zamieniono na maleńką bóżniczkę, służącą do codziennych modlitw. W dawnych czasach, do końca XVIII w., w kompleksie synagogalnym mogły mieścić się także pomieszczenia służące za biura kahału. Tu też, jeszcze w XIX w. odbywały się najważniejsze zebrania członków Gminy. Kompleks Wielkiej Synagogi był tak olbrzymi, że zgodnie z oficjalnymi polskimi dokumentami, pochodzącymi z okresu międzywojennego, mogło się tutaj modlić około 3000 osób jednocześnie. W okresie II wojny światowej Wielka Synagoga została zamknięta dla celów religijnych i początkowo w jej pomieszczeniach mieściła się Kuchnia Ludowa dla ubogich Żydów oraz schronisko dla żydowskich uciekinierów i wysiedleńców, którzy znaleźli się w getcie lubelskim. W marcu i kwietniu 1942 r., gdy naziści likwidowali getto, synagogę zamieniono na punkt zborny dla tych Żydów, których nocami pędzono na lubelski Umschlagplatz, mieszczący się na rampie kolejowej za Rzeźnią Miejską na Tatarach. Każdej nocy odprowadzano stąd około 1500 osób, których następnie deportowano do obozu zagłady w Bełżcu.
Kompleks synagogalny przy ul. Jatecznej Niemcy zaczęli rozbierać rękami więźniów żydowskich, przyprowadzanych tu z Majdanka, jeszcze jesienią 1942 r., po ostatecznej likwidacji getta lubelskiego. Jednakże jej ruiny stały tu jeszcze po wyzwoleniu miasta w 1944 r. Ostatecznie, jej resztki rozebrano długo po wojnie, w latach sześćdziesiątych, gdy w tym miejscu zaczęto wytyczać trasę W-Z. Dzisiaj na miejscu Wielkiej Synagogi stoi pamiątkowy obelisk, wystawiony w 1987 r. oraz nowa tablica pamiątkowa, postawiona w 2001 r., ufundowana przez władze miejskie Lublina oraz Organizację Lublinian w Izraelu. Na tablicy znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca widok Synagogi Maharszala.
Przy ul. Jatecznej, oprócz Wielkiej Synagogi znajdował się jeszcze Bethamidrasz de Kahal - gminny dom nauki i modlitwy. Zgodnie z tradycją lubelską, również i ten bethamidrasz, podobnie jak wszystkie synagogi lubelskie, oprócz Maharszalszul, mieścił się na piętrze domu, którego parter zajmowały mieszkania i sklepy. Budynek ten (Jateczna 6) pochodził prawdopodobnie z XVIII w. W okresie międzywojennym posiadał bogatą bibliotekę, aczkolwiek nieco przetrzebioną przez poszukiwaczy "białych kruków", w której znajdowały się wybitne dzieła religijne, pochodzące często z XVI i XVII w.
Natomiast za budynkiem Wielkiej Synagogi mieściła się od 1862 r. Talmud-Tora - gminna szkoła religijna dla ubogich chłopców żydowskich, w której prowadzono podobny typ nauczania, jak w chederach. Teoretycznie, w okresie międzywojennym powinno się w niej było uczyć także przedmiotów świeckich, w tym języka polskiego, ale jak już było wspomniane była to jedynie teoria. To właśnie o tej szkole wspomina powyżej Marian Milsztajn.
Przy Jatecznej znajdowała się także mykwa - łaźnia rytualna lubelskiej Gminy Żydowskiej.
Ulica Jateczna, podobnie jak Krawiecka, kończyły się na tyłach wzgórza zamkowego, tworząc kompleks zabudowań otaczających Plac Krawiecki - najuboższą część Miasta Żydowskiego w Lublinie. Pomiędzy Żydami lubelskimi tę część dzielnicy nazywano "Bogobojne". Nazwa ta nie pochodziła od pobożności mieszkańców tych uliczek, ale od warunków ich życia i biedy tam panującej. Według miejscowych przekazów wzięła się ona stąd, że gdy pewien lekarz odwiedził w tych ciasnych klitkach swojego pacjenta, na panujące tam biedę i brud miał zareagować słowami: Mój Boże, ludzie, jak wy tu żyjecie?!
Od Placu Krawieckiego dochodziło się już przez Sienną na przedmieście Kalinowszczyzna, nazywane przez Żydów Wolą i na Stary Cmentarz żydowski. Do cmentarza tego prowadziła także ulica Ruska, istniejąca do dzisiaj, chociaż w nieco zmienionym kształcie i przebiegu. Przed wojną do ulicy tej dochodziły Nadstawna (zachował się jedynie niewielki fragment) i Szeroka. Ruska była dawnym traktem handlowym, prowadzącym na Ruś. Stąd też pochodzi jej nazwa. Tu też od XVI w. stoi cerkiew prawosławna p.w. Przemienienia Pańskiego, jedyny nieżydowski obiekt na tej ulicy. Przed wojną Ruska była gęsto zabudowana i zamieszkana przez niezamożnych rzemieślników i handlarzy żydowskich, utrzymujących się przede wszystkim z handlu na pobliskim Targu Żydowskim. Ich obroty handlowe wzrastały również w niedziele, gdy na nabożeństwo do cerkwi udawali się prawosławni żołnierze garnizonu lubelskiego. Po nabożeństwie byli oni głównymi klientami tutejszych sklepików i piwiarni.
Przy Ruskiej, w końcu XIX w. istniała nawet przez pewien czas niewielka jesziwa chasydzka, założona i prowadzona przez reb Barucha Kockiera. W 1905 r. przy ulicy tej powstał również bethamidrasz Towarzystwa "Bikur Cholim" - Wspomagania Biednych Chorych, przy którym prowadzono także ambulatorium dla niezamożnych Żydów. Przy tej samej ulicy, pod nr 18, do 1936 r. funkcjonowała Żydowska Szkoła Ludowa im. B. Borochowa, założona i prowadzona przez lubelski Komitet Żydowskiej Partii Socjalistycznej Bund. Uczęszczały do niej dzieci z rodzin rzemieślniczych i robotniczych, a językiem wykładowym był tu jidysz, którego na co dzień używała większość mieszkańców żydowskiego Lublina. Szkoła została zamknięta przez polskie władze oświatowe, pod zarzutem, że nauczyciele sympatyzują z komunizmem, co akurat nie było prawdą, ponieważ działacze Bundu byli bardzo ostro zwalczani przez komunistów.
Ulica Ruska, podobnie jak większa część Miasta Żydowskiego, została wyburzona w latach 1942-1943. Zniszczenia tej części dzielnicy żydowskiej dopełniły radzieckie naloty i walki o wyzwolenie Lublina w lipcu 1944 r. Jeden z ostatnich, starych domów przy ul. Ruskiej został rozebrany w latach dziewięćdziesiątych. Do dzisiaj przetrwał zaledwie jej fragment, przylegający do ul. Lubartowskiej.
Niewielki fragment Miasta Żydowskiego, ale tej części, która powstawała w końcu XVIII i w ciągu XIX w. zachował się zaledwie w obrębie ulic Kowalskiej, Furmańskiej i Cyruliczej. Wchodząc na zapuszczone podwórka przy tych ulicach można sobie wyobrazić jedynie warunki, w jakich żyli lubelscy Żydzi na Podzamczu. Ta część dawnej dzielnicy żydowskiej ulega coraz większej degradacji i samotna wycieczka w obrębie tych podwórek i kamienic, zwłaszcza wieczorem, może okazać się raczej niebezpieczna dla przygodnego turysty. Jednakże warto tu zajrzeć, a zwłaszcza na wielkie podwórko, łączące ulicę Cyruliczą z Kowalską, które było bardzo znanym miejscem wśród Żydów lubelskich. Tu mieścił się bowiem drugi sztibl chasydów lubelskich, ale tej linii, która za swojego przywódcę uważała Meira Ezriela Eigera, brata lubelskiego cadyka, odsuniętego od sukcesji w Lublinie przez Szlomo Eigera i zmuszonego do opuszczenia miasta. Tu modlili się między innymi potomkowie "Widzącego z Lublina". Owo wielkie podwórko służyło także za miejsce organizacji wieców politycznych. Bund, Poalej-Syjon Prawica i Lewica, Organizacja Syjonistyczna, w okresie kampanii wyborczych do Rady Miejskiej, Sejmu i Senatu czy Gminy Wyznaniowej Żydowskiej organizowały tu wiece przedwyborcze, podczas których działacze tych partii zachęcali do popierania ich ideałów i kandydatów. Niejednokrotnie podczas takich wieców dochodziło do gorących dyskusji, a nawet bójek pomiędzy zwolennikami poszczególnych ruchów politycznych. Istniejący, chociaż kompletnie zaniedbany, dom przy Kowalskiej 4, zamykający wylot tego podwórka, ma również swoją tragiczną historię, związaną już z wypadkami, które miały miejsce już po wyzwoleniu Lublina spod okupacji niemieckiej. Jesienią 1944 r. żołnierze AK, wykonując wyrok na konfidencie Urzędu Bezpieczeństwa Herszu Blanku, przy okazji zastrzelili Leona-Lejba Feldhendlera, jednego z przywódców powstania w obozie zagłady w Sobiborze. Jego śmierć była raczej przypadkowa i wynikała z faktu, że Feldhendler zajmował z Blankiem jedno mieszkanie w tej kamienicy.
Ulica Kowalska, a raczej jej wylot na Lubartowską, w okresie okupacji hitlerowskiej stanowiła wejście do getta lubelskiego. Tu znajdowała się główna brama do getta i tu w marcu i kwietniu 1942 r., gdy likwidowano getto na Podzamczu, odbywały się selekcje jego mieszkańców. Niestety, nie zachował się przy Kowalskiej 14 dawny dom dr Jakuba Cynberga, w którym ten zasłużony lekarz, jeszcze przed I wojną światową założył własną, prywatną bóżnicę. Mieściła się w niej pierwsza w Lublinie świecka szkółka, w której nauczano nowoczesnego języka hebrajskiego. Był to tzw. "cheder Pinesa". Tu też spotykali się pierwsi zwolennicy syjonizmu w mieście.
Nad całym Miastem Żydowskim górował od zawsze Zamek lubelski. Do XVIII w. była to siedziba starostów lubelskich, urzędników królewskich, sprawujących władzę nad miejscowymi Żydami, zgodnie z prawami dawnej Rzeczypospolitej, które mówiły, że ludność żydowska i dochody podatkowe pochodzące od niej są wyłączną domeną władzy królewskiej w dawnej Polsce. Z tego powodu, że w miastach królewskich Żydom nie wolno było osiedlać się w dzielnicach chrześcijańskich i należących do jurysdykcji miejskiej, osiedlali się oni na terenach należących do monarchy. Stąd też wynikało osadnictwo Żydów lubelskich na Podzamczu, które było terenem należącym do króla, a nie do miasta.
Od początków XIX w., gdy władze rosyjskie przebudowały Zamek na więzienie, wśród jego więźniów nie brakowało także Żydów. Byli wśród nich zarówno kryminaliści, jak również polityczni. Ci ostatni pojawili się w II połowie XIX w., a zwłaszcza w okresie rewolucji 1905 r., gdy w Lublinie bardzo aktywnie działały żydowskie partie socjalistyczne na czele z Bundem. Wielu działaczy Bundu z terenu guberni lubelskiej i chełmskiej, którzy zaangażowali się w walkę rewolucyjną, poprzez Zamek, wysyłani byli na zesłanie w tajdze syberyjskiej. W okresie międzywojennym osadzano tu także komunistów żydowskich, łudzących się, że dzięki utopijnej ideologii będą mogli zmienić położenie swoich współbraci w Polsce.
Najbardziej tragicznego wymiary lubelski Zamek nabrał w okresie okupacji hitlerowskiej. Stał się bowiem więzieniem śledczym Gestapo. Obok setek polskich więźniów, których osadzano tu od 1939 r., znaleźli się także więźniowie żydowscy. Żydów osadzano chociażby za takie "przestępstwo", jak brak opaski z gwiazdą Dawida podczas wyjścia na ulicę, nielegalny handel. Nie brakowało również tych, których posądzano o najmniejszy kontakt z podziemiem polskim, jak chociażby Bela Szpiro, przedwojenna działaczka lubelskiego Bundu i radna miejska, którą zakatowano na Zamku w 1941 r. lub na początku 1942 r., oskarżając ją o nielegalne kontakty z polskim ruchem oporu. W momencie likwidacji getta lubelskiego Zamek zapełnił się tymi Żydami, którzy nielegalnie próbowali opuścić Lublin i zostali złapani na dworcu kolejowym lub w aryjskiej części miasta. Tych rozstrzelano w masowych egzekucjach na Górkach Czechowskich w marcu i kwietniu 1942 r. Do lipca 1944 r. w więzieniu na Zamku przebywała znaczna grupa Żydów lubelskich, ściągniętych tu z getta na Podzamczu, małego getta na Majdanie Tatarskim oraz z obozu pracy przy ul. Lipowej 7. Byli to tzw. specjaliści: krawcy, kuśnierze, szewcy, jubilerzy i dentyści, pracujący na specjalne zlecenie lubelskiego Gestapo. Przebywali tu także ci więźniowie pochodzenia żydowskiego, których aresztowano jako ukrywających się na fałszywych, aryjskich papierach. Do ostatnich dni okupacji wśród więźniów tych przeprowadzano selekcje, w wyniku których część z nich odesłano do obozu koncentracyjnego na Majdanku, bezpośrednio na egzekucję. W dniu pojawienia się Armii Radzieckiej na przedmieściach Lublina, 22 lipca 1944 r., na Zamku przebywało jeszcze 150-200 żydowskich więźniów, przeważnie znanych przed wojną rzemieślników i kupców lubelskich. Wszyscy oni zostali tego dnia rozstrzelani na osobisty rozkaz SS-Obersturmführera Hermana Worthoffa, który w Gestapo lubelskim odpowiedzialny był między innymi za sprawy żydowskie i kierował akcją likwidacji getta w Lublinie w 1942 r. Opis tej ostatniej egzekucji, w której zginęła ostatnia grupa Żydów lubelskich znany jest z zeznań świadków - polskich więźniów Zamku:
Z oddziału szpitalnego wyprowadzono dentystów, techników dentystycznych i ich rodziny, między innymi lekarza dentystę Zajdensznira i widziałem, jak ich przeprowadzili przez dziedziniec zamkowy do celi zajmowanych przez rzemieślników narodowości żydowskiej, a następnie słyszeliśmy strzały. Egzekucji dokonali gestapowcy, którzy przyjechali z miasta. Z osób zamordowanych, w przeważającej ilości były osoby narodowości żydowskiej. Egzekucję przeprowadzono w celi dla rzemieślników mieszczącej się na I piętrze i oznaczonej numerem 30-tym którymś (cela nr 31 - przyp.R.K.). (Fragment zeznania Stanisława Andrzeja Bonikowskiego, więźnia Zamku lubelskiego w latach 1941-1944, Akta Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Lublinie, sygn. Ds. 25/67, Śledztwo przeciwko funkcjonariuszowi Gestapo w Lublinie Hermanowi Worthoffowi i innym.).
W czasie tej egzekucji, oprócz specjalistów żydowskich, rozstrzelano także na podstawie specjalnej listy, część więźniów-Polaków. Chociaż egzekucja ta została upamiętniona, to jednak nie podkreśla się, że w pierwszej kolejności wymierzona ona była przede wszystkim w więźniów żydowskich. Zbiorowa mogiła ofiar tego mordu znajdowała się początkowo pod Zamkiem, na wysokości dawnej ulicy Podzamcze, a następnie szczątki zamordowanych przeniesione zostały na cmentarz rzymsko-katolicki przy ul. Lipowej, gdzie ufundowany został specjalny pomnik, na którym znajdują się także nazwiska zamordowanych wtedy Żydów.
Zamek pełnił funkcję więzienia do 1954 r. Wśród jego więźniów była też niewielka grupa Żydów, zwłaszcza tych, którzy po wyzwoleniu nie chcieli pogodzić się ze zmianą ustroju. W tym samym czasie wśród funkcjonariuszy UB nie brakowało także Żydów.
Od 1954 r. Zamek pełni funkcję Muzeum Okręgowego w Lublinie. Niestety, na stałej ekspozycji do dzisiaj nie ma wydzielonej części, poświęconej judaikom, które znajdują się w zbiorach muzealnych. W galerii malarstwa można jedynie obejrzeć obraz autorstwa Jana Matejki "Przyjęcie Żydów do Polski", który nawiasem mówiąc jest odzwierciedleniem antysemickich poglądów jednego z najwybitniejszych malarzy polskich XIX w. Postaci Żydów przedstawione są zgodnie ze stereotypami epoki - brudni, niechlujni, niezorganizowani. Jednakże w zbiorach muzealnych znajdują się prace artystów żydowskich, w tym związanych z Lublinem: Symchy Binema Trachtera, Henryka Lewnesztadta czy Yehudy Razgoura, który przed wojną był uczniem chederu przy ul. Nadstawnej 20. Oprócz nich Muzeum Lubelskie posiada także prace Romana Kramsztyka, Natana Szpigla i Jana Gotarda. Niestety, są one rzadko udostępniane szerszej publiczności.
Opuszczając teren dawnej dzielnicy żydowskiej udajemy się w kierunku Kalinowszczyzny, gdzie znajduje się najcenniejszy zabytek żydowski w Lublinie, a mianowicie Stary Cmentarz żydowski. O wartości tego zabytku w ten sposób pisał specjalista i największy znawca tego obiektu, dr Andrzej Trzciński:
Stary Cmentarz żydowski w Lublinie, mimo ogromnych zniszczeń dokonanych zwłaszcza podczas II wojny światowej, jest wciąż cennym świadectwem świetności lubelskiej gminy żydowskiej. Jest to obecnie (nie licząc pozostającego niemal w ruinie budynku starego szpitala żydowskiego przy ul. Siennej - obecnie odrestaurowanego przez prywatnego właściciela - przyp. R.K) jedyny obiekt gminy, jaki zachował się z kompleksu dawnego Miasta Żydowskiego.
1. Trzciński: Wartości historyczne, religijne i artystyczne Starego Cmentarza żydowskiego w Lublinie, w: Żydzi lubelscy. Materiały z sesji poświęconej Żydom lubelskim. Lublin, 14-16 grudzień 1994 r., Lublin 1996, s. 89.
Cmentarz ten istniał już pod koniec XV w. Niestety, nie wiadomo, kiedy dokładnie został założony, ponieważ nie ma źródeł dokumentujących początki lubelskiej Gminy Żydowskiej. W XIII i XIV w. na terenie, na którym w okresie późniejszym powstał kirkut, istniał gród warowny, stąd też pochodzi nazwa tego miejsca - Grodzisko.
Obecnie najstarszym nagrobkiem, który możemy zobaczyć na tym cmentarzu, jest macewa, stojąca na grobie Jaakowa Kopelmana ben Jehudy ha-lewi, który zmarł w 1541 r. Początek epitafium, które zostało umieszczone na jego nagrobku brzmi bardzo poetycko:
Żałość i tren wypowiem, z płaczem
I ze łzami zaśpiewam nad tym, który
Tu jest pochowany, gaonem naszym nauczycielem i mistrzem, panem r.
Kopelmanem, r. Jaakowem ha-lewi.
(A.Trzciński, J.P.Woronczak: Nagrobki z XVI wieku na starym cmentarzu żydowskim w Lublinie przy ulicy Siennej, w: Żydzi w Lublinie. Materiały do dziejów społeczności żydowskiej Lublina, t. II, red. T. Radzik, Lublin 1998, s. 47.)
Nagrobek ten jest najstarszym pomnikiem żydowskim w Polsce, stojącym na swoim miejscu. Stąd też możemy z powodzeniem stwierdzić, że nekropolia ta jest najstarszym zachowanym cmentarzem żydowskim w Polsce. Jednakże z zachowanej literatury wiadomym jest, że jeszcze pod koniec XIX w. dwóm żydowskim badaczom historycznym w Lublinie udało się odnaleźć fragment zniszczonej przez czas macewy, na której odczytali datę 1489/1490.
Dzisiaj Stary Cmentarz żydowski jest bardzo zaniedbany, chociaż to właśnie tutaj przybywa najwięcej zorganizowanych grup żydowskich i nie tylko. Miejsce to, po Muzeum na Majdanku, najczęściej kojarzone jest z historią Żydów w mieście. Przybywają tu nie tylko grupy chasydów, odwiedzających miejsca pochówku swoich cadyków i rabinów, ale także bardzo często grupy, które pragną zapoznać się z przeszłością miejscowej społeczności żydowskiej. Wydaje się, że miejsce to jest ważniejsze dla odwiedzających je turystów z całego świata niż dla samych lublinian, którzy bardzo często nigdy tutaj nie byli. Mimo, że cmentarz został włączony w oficjalny "Szlak Pamięci Żydów Lubelskich" nie widać poważniejszych prób zachowania tego zabytku, który przyciąga do Lublina gości z całego świata.
Pośród porozbijanych nagrobków zachowało się jednak kilka tych, które uchodzą za najcenniejsze lub najbardziej interesujące. O macewie Jaakowa Kopelmana już wspomnieliśmy. Znajduje się ona zaraz po wejściu na wzgórze cmentarne i ostatnio otoczona została metalowym ogrodzeniem. Nieco poniżej znajdują się również XVI-wieczne nagrobki Awrahama ben Uszaja, kantora kahału lubelskiego, który zmarł w 1543 r. i Chany, zmarłej w 1552 r.
Zaraz za nimi, na niewielkim wzniesieniu znajduje się nagrobek, który na tym cmentarzu jest jednym z najmłodszych, ale w tradycji żydowskiego Lublina uchodzący za najcenniejszy. Pod gęsto okratowanym ohelem, postawionym w ostatnich czasach, skutecznie uniemożliwiającym wykonanie fotografii, znajduje się macewa Jaaakowa Icchaka Horowica - "Widzącego z Lublina", zmarłego w 1815 r. Z postacią tą związanych jest wiele przypowieści i legend chasydzkich. Corocznie do "Ojca chasydyzmu w Królestwie Polskim" pielgrzymują tłumy chasydów z całego świata. Odwiedzają go także zwykli turyści, którzy zafascynowani są żydowską przeszłością Lublina. Nic też dziwnego, że wokół jego grobu znajduje się mnóstwo niewielkich karteczek z prośbami o powodzenie w życiu, interesach, o uzdrowienie członków rodziny i dobre zamążpójście córki. Są to tradycyjne kwitlech, które pobożni Żydzi zostawiają na grobach wybitnych rabinów i cadyków, wierząc, że po śmierci obcują oni z Bogiem i mogą wszystkie te sprawy z Nim załatwić.
Nieopodal jego grobu znajdują się także resztki macewy rabina Azriela Horowica, zwanego "Żelazną Głową", zmarłego w 1818 r. Był on oficjalnym rabinem lubelskim i wielkim przeciwnikiem "Widzącego" i w ogóle chasydyzmu. Los sprawił, że po śmierci spoczęli obok siebie. Dzisiaj fragment nagrobka "Żelaznej Głowy" stoi przed inną bardzo cenną macewą ze Starego Cmentarza. Prosty nagrobek, ze specjalnie poczernionymi literami, stoi na grobie wybitnego rabina lubelskiego i ostatniego generalnego rabina Małopolski, Szaloma Szachny, jednej z najwybitniejszych postaci życia żydowskiego w Lublinie. Jego wiedzę i sławę rabinacką uznawał nawet król Polski, Zygmunt II August, który w oficjalnych dokumentach nazywał go Doctor Judaeorum Lublinensis i ze względu na jego niezwykłą uczoność obniżył należny od niego podatek królewski. Szachna był sławny również poza granicami Rzeczypospolitej, ale sława ta wprowadziła go w taką pychę, że aż król musiał go napominać. O jego sławie i zasługach dla tradycji żydowskiej świadczy fakt, że i wokół jego nagrobka znajdują się kwitlech. Obecny nagrobek jest rekonstrukcją dawnej XVI-wiecznej macewy, która już pod koniec XIX w. znajdowała się w opłakanym stanie. Walkę o prace konserwatorskie na Starym Cmentarzu podjął już pod koniec XIX w. lokalny historyk żydowski Szlomo Baruch Nissenbaum, który w 1899 r. opublikował hebrajskojęzyczną pracę poświęconą temu miejscu. Prawdopodobnie obecny pomnik jest rekonstrukcją tego, pochodzącego z XIX w., dokonaną w pierwszych latach po II wojnie światowej przez ocalałych Żydów lubelskich.
Warto wspiąć się jeszcze wyżej na wzgórze cmentarne, gdzie między drzewami znajdziemy kolejną grupę nagrobków. Wiele z nich leży powalonych, nie tyle czasem, ile na skutek braku dozoru i działalności wandali. Wejście na tę część cmentarza otwierają fragmenty nagrobka Salomona Lurii, zwanego Maharszalem, pierwszego rektora jesziwy lubelskiej, którego imieniem została nazwana Wielka Synagoga w Lublinie. Jego nagrobek, nieumiejętnie odnowiony w latach osiemdziesiątych, został ponownie rozbity. Tu też możemy znaleźć wiele kwitlech.
Między drzewami możemy znaleźć jeszcze wiele nagrobków, które pochodzą z XVII i XVIII w. Między innymi macewę Ester Pilati - kobiety, córki rabina krakowskiego, która dzięki swojej wiedzy rabinicznej zyskała sobie taką sławę, że na jej pomniku umieszczono inskrypcje i płaskorzeźby typowe dla rabina - lwy i korony, symbole wiedzy przynależnej jedynie wykształconym mężczyznom.
W momencie, gdy Gmina Żydowska w Lublinie otworzyła Nowy Cmentarz, dawna nekropolia zaczęła popadać w zniszczenie. Do okresu II wojny światowej najwięcej zniszczeń dokonywał czas. W czasie okupacji niemieckiej Stary Cmentarz stał się miejscem masowych egzekucji Polaków i Żydów - więźniów Zamku lubelskiego. Pierwsza egzekucja została dokonana tu już 23 grudnia 1939 r. Na Starym Cmentarzu rozstrzelano wtedy przedstawicieli inteligencji polskiej z terenu województwa lubelskiego. Egzekucja ta została upamiętniona tablicą pamiątkową, umieszczoną na murze cmentarnym od strony ul. Kalinowszczyzna oraz, w ostatnim czasie pomnikiem, na którym, niestety, nie znalazła się informacja o ofiarach kolejnych mordów dokonywanych na tym terenie. Poniżej cmentarza, ulicą Kalinowszczyzna, w marcu i kwietniu 1942 r. prowadzono deportowanych Żydów lubelskich na rampę za Rzeźnią Miejską, skąd transporty odchodziły do obozu zagłady w Bełżcu. W lipcu 1944 r. teren cmentarza został zamieniony w pozycje artylerii niemieckiej. To stąd miały być odpierane ataki Armii Radzieckiej na Lublin. Na obrzeżach wzgórza do dzisiaj można znaleźć okopy pozostawione tu przez Wehrmacht. Właśnie w okresie okupacji nazistowskiej nastąpiło największe zniszczenie Starego Cmentarza. Najpierw na skutek egzekucji i celowej dewastacji, a potem w wyniku walk o Lublin w lipcu 1944 r. Miary zniszczenia dopełniło zapomnienie o tym miejscu w samym Lublinie i działalność wandali oraz brak odpowiedniego dozoru, głównie ze strony czynników miejskich. Jakże podobnie można wspomnieć za prof. Majerem Bałabanem, który Stary Cmentarz odwiedzał w 1918 r.:
Obok rektorów, rabinów, starszych kahalnych itd. Na cmentarzu tym spoczywają słynni lekarze, słudzy dworu królewskiego, wielcy kupcy i wszyscy ci, którzy odegrali jakąś rolę w życiu gminy i żydostwa. Teraz ziemia skrywa ich prochy, a czasy i wichury powykrzywiały lub nawet zupełnie powywracały nagrobki. Bluszcz i zielsko oplotły je do tego stopnia, że tylko z najwyższym trudem można się do nich dostać. Stopniowo wietrzeją i zacierają się bogate ornamenty na kamieniach: lwy i leopardy, lichtarze i korony, powalone drzewa, otwarte księgi i alegoryczne postacie (końcowe winiety rozdziałów), a w większości przypadków napisy są już nieczytelne. Wydawca lubelskich epitafiów, pan Nissenbaum, razem z miejscowym badaczem, panem Szperem, podjęli nawet w gminie starania o ratowanie tego cennego historycznego zabytku, ale spotkali się z całkowitem brakiem zrozumienia. W końcu musieli zrezygnować ze swych planów. A cmentarz tymczasem zmierza ku całkowitemu upadkowi. Cóż to za ogromna strata dla przyszłych pokoleń i historii sztuki! Jakiż brak szacunku i niewdzięczność wobec wielkich, którzy tam spoczywają!
(M. Bałaban: Żydowskie Miasto w Lublinie, Lublin 1991, s. 120.)
Ze Starego Cmentarza udajemy się na Nowy Cmentarz żydowski, który znajduje się przy ul. Walecznych. Założony został w 1829 r., gdy na Starym Cmentarzu nie było już miejsca na kolejne pochówki. Nowy Cmentarz powstał na gruntach ówcześnie nazywanych Garbowszczyzną i początkowo nie cieszył się powodzeniem wśród Żydów lubelskich. Dopiero epidemia cholery w latach 1830-1831 spowodowała, że zaczęto tam dokonywać pochówków. Z czasem stał się reprezentacyjną nekropolią lubelskiej Gminy Żydowskiej. Tu chowano najwybitniejszych przedstawicieli miejscowej społeczności żydowskiej. Na początku XX w. nad macewą cadyka lubelskiego Jehudy Lejba Eigera oraz nad grobami jego syna i wnuków stanął murowany ohel. W czasie I wojny światowej wytyczono tu także osobą kwaterę wojskową, na której spoczywali Żydzi - żołnierze armii rosyjskiej, austro-węgierskiej i niemieckiej. W 1933 r. na cmentarzu tym złożono również ciało rabina Meira Szapiro, założyciela i pierwszego rektora Jesziwas Chachmej Lublin. Nad jego grobem też wybudowano ohel, który przetrwał do naszych czasów, chociaż szczątki rabina zostały zabrane w 1954 r. do Izraela i spoczywają na jerozolimskim cmentarzu Ha-Menuchot.
W okresie okupacji niemieckiej, do listopada 1942 r. dokonywano tu jeszcze rytualnych pochówków. W osobnej kwaterze spoczęło kilkuset Żydów szczecińskich, deportowanych do Lublina w lutym 1940 r. Chowano tu także żydowskich jeńców armii polskiej, przetrzymywanych w obozie pracy przy ul. Lipowej. Tu wreszcie, w masowych mogiłach, ale z zachowaniem rytuału spoczęły ofiary akcji wysiedleńczej z lubelskiego getta na Podzamczu. Były to osoby, które zastrzelono na miejscu, we własnych mieszkaniach, kryjówkach lub na ulicy, bądź też niektóre, rozstrzelane w tym czasie na Zamku lubelskim. Niestety, z powodu późniejszego zniszczenia cmentarza, nie jesteśmy w stanie ustalić dzisiaj, gdzie te mogiły znajdowały się. Prawdopodobnie lokalizowane je po drugiej stronie ul. Andersa, gdzie znajduje się tzw. okupacyjna część cmentarza. Wygląd Nowego Cmentarza w okresie okupacji z pamięci odtworzyła Helena Ziemba, ocalała z getta lubelskiego. Na cmentarzu tym bowiem spoczął jej brat, który zginął podczas nalotu na Lublin we wrześniu 1939 r.:
Zmarłych i zabitych, znajdujących się w szpitalu, nie chowano wtedy na cmentarzach (wrzesień 1939 r. - przyp. R.K.). Za szpitalem wykopany był dół i tam, złożone byle jak ciała zasypywano ziemią. Brat miał roztrzaskaną głowę. Mama nie mogła go poznać. Poznała go dopiero po koszuli i strasznie krzyczała, a ja razem z nią. Pamiętam jak pocieszał ją jakiś Niemiec, mówiąc "Schade". Dopiero później przeniesiono ciało mojego brata na cmentarz żydowski na Unicką i pochowano go na tej drugiej części (za ul. Andersa - przyp. R.K.). Mój brat miał nawet nagrobek, malowany pomnik. W czasie okupacji, dopóki mogłam, chodziłam codziennie na jego grób, dlatego pamiętam, że ten cmentarz był wtedy większy niż obecnie. Starsza część cmentarz była bardziej elegancka. Tam znajdowały się marmurowe pomniki lekarzy i inżynierów, a na tej drugiej były wytyczone alejki; osobno chowano kobiety, osobno mężczyzn, były jakieś skromne pomniki. Grób mojego brata znajdował się prawie na końcu cmentarza - teraz w tym miejscu stoją jednorodzinne domy. Gdy już po wyzwoleniu poszłam na cmentarz, nie mogłam znaleźć grobu brata. Cmentarz był zniszczony. Niemcy nie zniszczyli tylko ohelu Eigerów - cadyków. Ludzie mówili, że może bali się świętego cadyka.
(H. Ziemba: W getcie i w kryjówce w Lublinie, w: Ścieżki pamięci. Żydowskie Miasto w Lublinie - losy, miejsca, historia, red. J.J. Bojarski, T. Kranz, R. Kuwałek, Lublin-Rishon Le-Zion 2001, s. 28.)
Po likwidacji getta na Majdanie Tatarskim w listopadzie 1942 r., naziści przystąpili do niszczenia również Nowego Cmentarza żydowskiego. Nagrobki przewracano, a następnie furmankami wywożono do obozu koncentracyjnego na Majdanku i obozu pracy Flugplatz przy ul. Wrońskiej, gdzie po rozbiciu ich na drobny gruz, więźniowie żydowscy i polscy brukowali nim drogi obozowe. Dewastację tą "przeżyły" tylko nieliczne nagrobki, które jeszcze w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych można było znaleźć na terenie cmentarza. Zniszczenie trwało jeszcze wiele lat po wojnie, mimo, że niewielka społeczność żydowska, pozostała w Lublinie po wyzwoleniu, do dzisiaj wykorzystuje ten cmentarz do celów grzebalnych i do 1968 r. starała się o zachowanie tego, co zostało uchronione w czasie wojny. W 1958 r. odnowiony został ohel Eigerów, by popaść w ruinę na początku lat osiemdziesiątych. Sam teren cmentarza, poza częścią grzebalną, służył jako miejsce spacerów, zabaw i rekreacji dla okolicznych mieszkańców. Dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych, dzięki staraniom Fundacji Sary i Manfreda Frenklów przystąpiono do prac porządkowych na cmentarzu.
Porządkowanie Nowego Cmentarza, które zakończono w latach 1991 i 1993, związane było z historią ocalenia Sary Frenkel. Gdy Niemcy przystąpili do likwidacji getta na Podzamczu ona (nosiła wtedy nazwisko Bass) oraz jej siostra Lea ukrywały się właśnie na tym cmentarzu. Tu przeczekały likwidację dużego getta, a następnie udały się do Czemiernik, gdzie miejscowy proboszcz, ks. Poddębniak zaopatrzył je w fałszywe papiery aryjskie, dzięki którym mogły wyjechać jako Polki na roboty do Niemiec, gdzie przetrwały wojnę. Wiele lat po wojnie Sara, już zamężna z Manfredem Frenklem, który będąc niemieckim Żydem sam przeżył getto w Łodzi i pobyt w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, postanowili odnowić Nowy Cmentarz. Teren został uporządkowany. Na część grzebalną przeniesiono te kilka starych nagrobków, które ocalały w czasie wojny. Przy wejściu wybudowano mauzoleum, poświęcone rodzinom Bass i Frenkel, w którym jednocześnie pomieszczono niewielką synagogę. Jej wnętrze zajmuje także wystawa historyczna, prezentująca dzieje cmentarzy żydowskich w Lublinie. Obydwie części cmentarza otoczone zostały murem w kształcie specjalnie uszkodzonych macew, symbolizujących wojenne zniszczenie cmentarza. Od wewnętrznej strony tych macew znajdują się miejsca na tablice pamiątkowe dla tych osób, które chcą upamiętnić swoje rodziny, zamordowane w Lublinie w czasie Zagłady Żydów. Na drugiej części, tzw. okupacyjnej, po środku pustej przestrzeni znajduje się symboliczny pomnik - ohel, wewnątrz którego złożono urnę z prochami z byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku, gdzie zamordowano ostatnich Żydów lubelskich.
Warto zwrócić również uwagę na część grzebalną cmentarza, na której znajduje się kilka ważnych pomników upamiętniających losy społeczności żydowskiej w Lublinie. Zaraz naprzeciw furtki znajduje się pierwszy z nich. Na symbolicznym fragmencie zrekonstruowanego muru cmentarnego umieszczono dwie niewielkie tablice z napisami po polsku i hebrajsku. Informują one, że jest to zbiorowa mogiła 190 ofiar, zamordowanych w czasie likwidacji getta na Majdanie Tatarskim w dniu 9 listopada 1942 r. Ich szczątki zostały odnalezione podczas budowy nowego osiedla na terenie Majdanu w latach osiemdziesiątych i przeniesiono je na Nowy Cmentarz. Po prawej stronie od tego pomnika znajduje się kilka oryginalnych macew z tego cmentarza, które zgromadzono w tym miejscu podczas prac rekonstrukcyjnych.
Wchodząc na teren, gdzie znajdują się nowe groby, od razu widzimy duży pomnik w kształcie menory. Stoi on na miejscu masowego grobu dzieci z Ochronki żydowskiej, zamordowanych 29 marca 1942 r. Egzekucja miała miejsce na Tatarach, a szczątki dzieci i ich opiekunek przeniesiono na cmentarz w 1947 r. Z tego samego okresu pochodzi również, znajdujący się po prawej stronie pomnik, w kształcie stylizowanej macewy. Był to pierwszy pomnik upamiętniający lubelskie ofiary Holocaustu. Na nowej tablicy pamiątkowej znajduje się dodatkowa inskrypcja dotycząca Żydów - żołnierzy armii polskiej, zarówno tych, którzy jako jeńcy, po kampanii wrześniowej znaleźli się w obozie przy ul. Lipowej 7, jak również tych, którzy jako żołnierze Ludowego Wojska Polskiego polegli w latach 1944-1945 i pochowani zostali na tym cmentarzu. Na części grzebalnej znajduje się także pusty ohel po grobie rabina Szapiro. Jest to charakterystyczny, betonowy budynek, widoczny od razu po wejściu na cmentarz. W środku ohelu możemy znaleźć jeszcze jeden, przedwojenny nagrobek, pochodzący z tego cmentarza, a odnaleziony w czasie rekonstrukcji. Jest kamień nagrobny, który niegdyś stał na mogile dr Mojżesza Zajdmana, znanego lubelskiego okulisty, działacza społecznego i lidera Organizacji Syjonistycznej w Lublinie w okresie międzywojennym.
Wychodząc z części grzebalnej cmentarza możemy zauważyć także nagrobki oraz ich fragmenty, złożone przy ogrodzeniu cmentarnym. Są to macewy, które niegdyś stały na cmentarzu żydowskim na Wieniawie i w czasie okupacji, gdy Żydów z tego przedmieścia przesiedlono w 1940 r. do dzielnicy żydowskiej w Lublinie, ich domy zostały rozebrane, a na miejscu cmentarza Niemcy zaczęli budować stadion sportowy, tworząc tam żydowski obóz pracy, tzw. Sportplatz (dzisiaj jest to stadion klubu sportowego "Lublinianka"). Nagrobki z tego cmentarza zostały w czasie wojny wykorzystane do wybrukowania podwórek przy ul. Wieniawskiej i Lubomelskiej, gdzie znajdowała się niemiecka dzielnica policyjna. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych, podczas wymiany bruku, odnaleziono te macewy i przeniesiono je na Nowy Cmentarz. Nieco dalej od nich stoi jeden pomnik, wykonany z białego kamienia. Jest to jedyny zachowany kamień nagrobny pochodzący z kwatery wojskowej, urządzonej w czasie I wojny światowej na tym cmentarzu. Pomnik ten został odnaleziony w gospodarstwie, które w okresie okupacji znajdowało się na terenie obozu na Majdanku i przechowywany był przez wiele lat przez jednego z mieszkańców Lublina. Nagrobek ten stał oryginalnie na mogile żołnierza armii austro-węgierskiej, pochodzącego z Nadwórnej w Galicji.
Poza częścią grzebalną, przy samym murze cmentarnym, przylegającym do ul. Andersa, znajduje się ostatnio odbudowany ohel rodu cadyków lubelskich - Eigerów. By dostać się do niego należy wziąć klucz od strażnika, dyżurującego na cmentarzu.
Następnie, ul. Unicką, kierujemy się do pobliskiego gmachu dawnej Jesziwas Chachmej Lublin. Znajduje się on na rogu ulic Unickiej i Lubartowskiej.
Twórcą Uczelni Mędrców Lublina był rabin Meir Szapiro, jedna z najbardziej znanych postaci w środowisku ortodoksyjnych Żydów w międzywojennej Polsce, a także Europie. Rabin Szapiro był posłem na Sejm z ramienia partii tradycyjnych Żydów Agudat Israel. Jednocześnie wśród europejskich Żydów znany był jako reformator metod studiowania Tory, a także przeciwnik asymilacji. Rabin Szapiro nieprzypadkowo wybrał Lublin na miejsce lokalizacji nowej jesziwy. W tym przypadku zadecydowały dawne tradycje, sięgające jeszcze XVI-XVII w., gdy w Lublinie działała słynna w całej Europie uczelnia rabinacka, a także fakt, że żydowski Lublin słynął jako miasto o silnych wpływach ortodoksji i chasydyzmu. Nie bez powodu miasto nazywane było "Jerozolimą Królestwa Polskiego".
Gmach jesziwy lubelskiej zaczęto wznosić w 1924 r. Całe przedsięwzięcie opierało się na dobroczynności miejscowych Żydów oraz społeczności żydowskich w Polsce i na świecie. Plac pod budynek uczelni podarował przemysłowiec lubelski, a zarazem jeden z liderów Agudat Israel w mieście, Szmul Ajchenbaum. Drzewa do parku wokół budynku ofiarowane zostały przez żydowskich właścicieli ziemskich z okolic Lublina. W każdym religijnym domu żydowskim w mieście stały puszki, do których poszczególne rodziny wrzucały datki na budowę jesziwy. Sam rabin Szapiro podróżował po świecie, zbierając pieniądze na całe przedsięwzięcie. Do dzisiaj w lubelskim Archiwum Państwowym znajduje się album przygotowany przez studentów jesziwy dla rabina Szapiro, w którym umieszczono wycinki prasowe z gazet żydowskich z całego świata, prezentujące podróże rabina i jego działalność na rzecz budowy uczelni.
Uroczyste otwarcie Jesziwas Chachmej Lublin nastąpiło w 1930 r., w obecności najwybitniejszych rabinów Rzeczypospolitej, ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, miejscowych władz, a także około 50.000 Żydów miejscowych i przyjezdnych. Pierwszym rektorem jesziwy został właśnie rabin Szapiro, a oprócz niego uczelnią zarządzał specjalny komitet, w którego skład weszli najwybitniejsi przedstawiciele religijnych Żydów lubelskich (Szmul Ajchenbaum, przewodniczący Rady Gminy Wyznaniowej Szloma Halbersztadt czy cadyk lubelski Szmul Eiger), a także wybitni rabini i cadycy z terenu całej Polski. Jesziwa posiadała wspaniałą bibliotekę z wielotysięcznym księgozbiorem, a wśród książek trafiały się egzemplarze pochodzące z XVI i XVII w. Oprócz tego, w celach dydaktycznych umieszczono tu także model starożytnej świątyni jerozolimskiej. O tym, jak wyglądała nauka w jesziwie lubelskiej wspomina p. Aleksander Szrift:
W lubelskiej Jesziwas Chachmej Lublin kandydaci na studentów przy egzaminie wstępnym musieli znać na pamięć 200 stron Talmudu. Nauka odbywała się za pomocą wykładów, ale te musiały być następnie pogłębiane samodzielnie. Zalecane były samodzielne studia odbywane w parach studentów. Wynikało to z dwóch szkół Talmudu - Beth Hilel i Beth Shamay. Obydwie te szkoły zawsze prowadziły ze sobą walkę ideologiczną. Beth Hilel podawała roziwązania nieskomplikowane, natomiast Beth Shamay odwrotnie. Według Talmudu na padole ziemskim działamy zgodnie z Beth Hilel, a w niebie zgodnie z Beth Shamay.
Najbardziej uzdolnionym studentem w dziejach lubelskiej jesziwy był Josef Bojm, zwany także Izbicerem, ponieważ pochodził z Izbicy. Już w wieku 22 lat był autorem dwóch ksiąg religijnych i sam rabin Szapiro uważał, że Bojm jest najzdolniejszy. Wiecznie studiował i przy okazji był doskonałą partią dla córek religijnych bogaczy. Taki bogaty religijny Żyd przychodził do jesziwy i tam szukał dla swojej córki religijnego i przy tym uczonego kandydata na męża. To był zaszczyt dla ojca posiadać tak wykształconego zięcia. Bogaty teść, zgodnie ze zwyczajem i umową, ofiarowywał zięciowi "esn kes", czyli wliczone w posag utrzymanie. Zięć modlił się i studiował, a przez 10 lat - w zależności od zamożności mógł to być dłuższy, albo krótszy okres - teść utrzymywał go wraz z żoną i dziećmi. Pracowała zazwyczaj żona. Ale dla takiego bogacza było też wielkim zaszczytem pójść w sobotę do bóżnicy z takim zięciem, by móc się nim pochwalić. Bojm trafił na teścia, który należał do chasydów z Radzynia. Jedną z napisanych przez Bojma książek był traktat o Majmonidesie, zatytułowany "Beth Hamalchut", a trzeba było być nie lada uczonym, żeby pisać o tym żydowskim filozofie. 1. Szrift: Lublin, jaki pamiętam..., op. cit., s. 95-96.)
Wykłady w jesziwie lubelskiej prowadzone były w auli, która pełniła również rolę synagogi, do której przychodzili modlić się Żydzi mieszkający w tej części ul. Lubartowskiej. Sala ta przetrwała do naszych czasów i nadal znajduje się w niej balkon, przeznaczony dla kobiet.
Rabin Szapiro nie doczekał pierwszego rocznika absolwentów. Zmarł w 1933 r., a przed śmiercią na swojego następcę wyznaczył cadyka lubelskiego Szlomo Eigera. Pogrzeb rabina Szapiro zgromadził w Lublinie tysiące Żydów, którzy odprowadzali go na miejsce spoczynku. Przeciwko nowemu rektorowi wystąpiła grupa studentów, którzy nie byli zwolennikami tego rebego. W jesziwie wybuchł strajk, który został przerwany na skutek interwencji policji, wezwanej przez Eigera. Kilku studentów relegowano, a Eiger pełnił swoje obowiązki do 1939 r., czyli do momentu wybuchu wojny i zamknięcia uczelni.
Jesziwa została zamknięta zaraz na początku okupacji hitlerowskiej. Członków rady uczelni Niemcy brutalnie pobili i wyrzucili z gmachu, gdy próbowali uruchomić szkołę. Studenci rozproszyli się. Część z nich, przez Litwę dotarła dzięki wizom japońskim do Chin i Japonii, gdzie przeżyła wojnę. Inni znaleźli się w getcie lubelskim. Pewna grupa przebywała także w obozie pracy w Chełmie, gdzie inni Żydzi starali się otaczać ich opieką. Wyposażenie jesziwy zostało zrabowane lub zniszczone. Część księgozbioru bibliotecznego Niemcy spalili publicznie na placu targowym. Pozostałe książki przeniesiono do Biblioteki Miejskiej, gdzie doczekały wyzwolenia. Niestety, zaraz po wyzwoleniu większa część tego księgozbioru zniknęła w niewyjaśniony do dzisiaj sposób.
Sam gmach jesziwy przetrwał wojnę, ponieważ początkowo mieścił się tutaj posterunek żandarmerii, a następnie niemiecki szpital wojskowy. Obecnie budynek użytkowany jest przez lubelską Akademią Medyczną. Mieści się tutaj Colegium Maius. Na budynku znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona jesziwie. Należy przy tym zauważyć, że Jesziwas Chachmej Lublin była przed wojną drugą uczelnią wyższą w mieście. Pierwszą był Katolicki Uniwersytet Lubelski, założony w 1918 r.
Następnym budynkiem, znajdującym się, zaraz za jesziwą, jest dawny Szpital Żydowski. Wybudowany został w 1886 r. z funduszów Gminy Żydowskiej w Lublinie oraz datków zamożnych Żydów lubelskich. Szpital ten wybudowano, gdy stary obiekt tego typu, który mieścił się przy ul. Siennej, przy murach Starego Cmentarza (budynek istnieje do dzisiaj) okazał się przestarzały, za mały i zlokalizowany w niezdrowej, wilgotnej okolicy.
Przed wybuchem II wojny światowej, chociaż lubelski Szpital Żydowski zaliczał się do kategorii prowincjonalnej i przeznaczony był na 100 łóżek, to jednak został odpowiednio i nowocześnie wyposażony w sprzęt medyczny. W samym szpitalu istniała również niewielka bóżnica, do której przychodzili modlić się mieszkańcy tej części ul. Lubartowskiej.
Praktykowali tu najwybitniejsi lekarze lubelscy, jak na przykład dr Jakub Cynberg, jeden z pierwszych zwolenników syjonizmu w mieście, dr Marek Arnsztajn, mąż Franciszki Arnsztajnowej, znanej poetki lubelskiej, który sam znany był w Lublinie jako aktywny społecznik i zwolennik asymilacji Żydów w kierunku kultury polskiej czy też ostatni ordynator przed wybuchem wojny, dr Henryk Mandelbaum, którego córka, prof. Krystyna Modrzewska, już po wymuszonej emigracji z Polski w 1970 r., opisała dzieje rodziny i własne w kilku publikacjach, w tym najważniejszej pt. "Trzy razy Lublin".
W okresie okupacji hitlerowskiej, aż do końca marca 1942 r., szpital pełnił nadal funkcje głównej placówki zdrowia dla ludności żydowskiej w mieście. Już na początku okupacji hitlerowcy zrabowali częściowo wyposażenie szpitala, jednakże zarówno lekarze, jak pielęgniarki starali się pomagać chorym i rannym na wszelkie sposoby. Szczególnie tragicznie w wojennych dziejach szpitala zapisał się luty 1940 r., kiedy do Lublina przywieziono transport deportowanych ze Szczecina Żydów niemieckich. Wielu z nich trafiło do szpitala z odmrożeniami. Wymierali tu dziesiątkami, a lekarze bezskutecznie starali się pomóc ludziom, którzy bez ciepłych okryć wiezieni byli do Lublina przez kilka mroźnych dni.
W dniu 27 marca 1942 r., podczas akcji likwidacyjnej getta na Podzamczu, hitlerowcy dokonali także likwidacji Szpitala Żydowskiego. W tym czasie w szpitalu, oprócz pacjentów, przebywało wiele osób, które próbowały się ukryć na terenie szpitala. Część chorych, została wymordowana na miejscu. Większość jednak, w liczbie około 400 osób - pacjenci, zdrowi i część personelu - zostali wywiezieni pod Lublin, w okolice wsi Dys i tam, w pobliskim lesie wszyscy zostali rozstrzelani.
Po likwidacji getta obiekt ten został zamieniony na niemiecki szpital wojskowy. Po wojnie obiekt ten pełnił funkcje szpitalne - mieści się tutaj szpital ginekologiczno-położniczy. W 1987 r., na budynku szpitala umieszczono tablicę pamiątkową, informującą o istnienu tu Szpitala Żydowskiego.
Od szpitala kierujemy się ulicą Lubartowską w kierunku centrum miasta. Ulica Lubartowska, wytyczona w XIX w., stanowiła naturalne przedłużenie Miasta Żydowskiego. Większość mieszkańców przy tej ulicy do 1939 r. stanowili Żydzi. Mieszkali tutaj zarówno bogaci, jak i biedni. Tu też funkcjonowało wiele prywatnych domów modlitwy z przeważającą liczbą modlitewni chasydzkich (piszemy o nich w rozdziale poświęconym chasydyzmowi). Lubartowska była także żydowskim centrum handlowym Lublina. Stąd też przed wojną nazywano ją także lubelskimi Nalewkami, od nazwy warszawskiej ulicy, która była centrum dzielnicy żydowskiej w Warszawie. Obok groszowych sklepików, funkcjonowały tu także eleganckie sklepy, zakłady przemysłowe, począwszy od warsztatów rzemieślniczych, a na większych fabrykach skończywszy, jak chociażby zakłady skórzane "Bengal", należące do żydowskiej spółki. Mieściły się one naprzeciwko fabryki wag Wilhelma Hessa, amerykańskiego Czecha, który w II połowie XIX w. osiadł w Lublinie. O przedwojennej atmosferze ul. Lubartowskiej możemy przeczytać wiele w opublikowanych w 1987 r. wspomnieniach byłej mieszkanki tej ulicy, Róży Fiszman-Sznajdman, zatytułowanych "Mój Lublin".
Idąc lewą stroną ul. Lubartowskiej, niedaleko od Szpitala Żydowskiego, warto skręcić w ul. Czwartek, wnoszącą się pod górę. Tu, po lewej stronie znajduje się dawny budynek Żydowskiego Domu Kultury im. Icchoka Lejbusza Pereca. Obiekt ten rozpoczęto budować w latach trzydziestych, a jego oficjalne otwarcie planowano na dzień 1 września 1939 r. Inicjatorem powstania tej placówki był Komitet Lokalny socjalistycznej partii żydowskiej Bund. Gdy w 1936 r. zamknięto istniejącą przy ul. Ruskiej żydowską szkołę powszechną im. B. Borochowa, działacze Bundu postanowili wybudować całe centrum kultury, w którym można byłoby pomieścić: szkołę, dużą bibliotekę, salę teatralną i kinową. Pieniądze na budowę Domu Pereca, jak popularnie nazywano ten obiekt w mieście, zbierano podobnie, jak w przypadku jesziwy, zarówno wśród Żydów miejscowych oraz wśród tych żydowskich lublinian, którzy jeszcze przed wojną wyemigrowali z Polski.
Do oficjalnego otwarcia Domu Pereca nigdy nie doszło, ponieważ uniemożliwił to wybuch wojny. W okresie okupacji budynek ten został adaptowany na szpital epidemiczny w getcie. Jego pacjenci, podobnie jak pacjenci Szpitala Żydowskiego, zostali rozstrzelani pod Dysem w marcu 1942 r.
Dom Pereca stał się centrum życia żydowskiego w Lublinie dopiero po wyzwoleniu miasta. Już w lipcu 1944 r. zaczęli tu napływać ci Żydzi, którzy wojnę przeżyli w kryjówkach. Wtedy to budynek ten pełnił funkcję schroniska dla tych osób, które straciły w czasie wojny całe swoje mienie. Ludzie mieszkali tu w prymitywnych warunkach. W latach 1944-1947 przewinęło się przez ten dom setki ocalałych w Polsce i w ZSRR Żydów. Do 1949 r. w Domu Pereca funkcjonowała także szkoła podstawowa dla dzieci żydowskich, prowadzona przez Poalej Syjon-Lewicę. Nauka odbywała się tutaj w językach polskim i jidysz, a dzieci uczone były zarówno przez nauczycieli Żydów, jak i Polaków. W 1949 r., gdy władze komunistyczne w Polsce likwidowały niezależne życie polityczne, zamknięto również tę szkołę, a jej uczniów przeniesiono do szkół polskich. Dzisiaj w Lublinie mieszka zaledwie dwoje byłych uczniów z tej szkoły. Inni wyemigrowali stąd w latach 1956 i 1968.
Po 1949 r. Dom Pereca został przekazany lubelskiej Akademii Medycznej. Dzisiaj mieści się w nim Regionalna Kasa Chorych. Na ścianie budynku znajduje się również stosowna tablica pamiątkowa.
Wracamy na ul. Lubartowską, wciąż podążając nią w kierunku centrum miasta. W okresie okupacji hitlerowskiej lewa strona tej ulicy, patrząc od ul. Unickiej, stanowiła granicę getta w Lublinie. Getto lubelskie, w przeciwieństwie do Warszawy, Łodzi czy Krakowa, nie miało charakteru zamkniętego. Dopiero na początku 1942 r., na miesiąc przed początkiem likwidacji Żydów w Lublinie, Niemcy zaczęli ogradzać getto drutem kolczastym, właśnie od strony ul. Lubartowskiej. Jednocześnie mieszkańcom tej części ulicy nakazano pozabijać deskami wszystkie wyjścia na ulicę. Aż do 16 marca 1942 r., czyli pierwszego dnia likwidacji getta istniała jednak możliwość wychodzenia z niego i utrzymywania kontaktu z tzw. aryjską częścią miasta. Wielu Żydów lubelskich w tym czasie mieszkało jeszcze poza gettem, głównie na miejscu swojej pracy. Nie można więc mówić, że Żydzi w Lublinie w czasie wojny byli całkowicie odizolowani od świata zewnętrznego. Główna brama do getta znajdowała się u wylotu ul. Kowalskiej na Lubartowską. Tu, w czasie likwidacji getta lubelskiego w marcu i kwietniu 1942 r. odbywały się selekcje przebywających w tej części miasta Żydów. Akcja likwidacyjna getta rozpoczęła się także od lewej części ul. Lubartowskiej. W nocy z 16 na 17 marca 1942 r. Lubartowska została oświetlona lampami, mimo obowiązującego zaciemnienia i w huku strzałów i wrzasków SS-manów zaczęto wypędzać z mieszkań przerażonych Żydów. Bez żadnej selekcji popędzono ich do Synagogi Maharszala, zabijając po drodze wiele osób. Przed synagogą dokonano selekcji, podczas której wybrano około 1500 osób, które następnie popędzono na lubelski Umschlagplatz, który znajdował się przy Rzeźni Miejskiej, przy obecnej ul. Turystycznej. Po drodze przez ulice Ruską i Kalinowszczyznę również zabijano wiele osób, które opóźniały marsz. W Rzeźni znajdowała się rampa, z której odprawiano transporty deportacyjne do obozu zagłady w Bełżcu. Z tego miejsca, na śmierć wysłano z Lublina około 28.000 miejscowych Żydów. Dzisiaj znajduje się tam skromna tablica pamiątkowa, ufundowana przez Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Warszawie.
My natomiast wracamy na ul. Lubartowską. Bliżej jej końca, przed skrzyżowaniem ulic Kowalskiej, Lubartowskiej i Świętoduskiej, w domu pod nr 8, po prawej stronie Lubartowskiej, znajduje się jedyna czynna w Lublinie niewielka synagoga. Założona została w 1889 r. jako prywatny dom modlitwy, a następnie w 1905 r. została przekazana Żydowskiej Gminie Wyznaniowej w Lublinie. Od tego czasu pełniła funkcję bóżnicy bractwa pogrzebowego "Chewra Nosim". Obiekt ten tylko dlatego przetrwał wojnę, ponieważ znajdował się poza terenem getta. Zdewastowana synagoga, podobnie jak Dom Pereca, po wyzwoleniu stała się również miejscem, gdzie zbierali się ocaleni. Jeszcze do początku lat osiemdziesiątych odprawiano tutaj nabożeństwa, gdy w mieście można było zebrać jeszcze minian, czyli dziesięciu dorosłych mężczyzn-Żydów, zdolnych do modlitwy. Potem obiekt ten stał się w zasadzie jedynie miejscem spotkań nielicznej garstki osób pochodzenia żydowskiego - obecnie w Lublinie, oficjalnie do pochodzenia żydowskiego przyznaje się 22 osoby. Spotkania tej grupy organizowane są przy ul. Lubartowskiej przy okazji wielkich świąt żydowskich - Pesach, Rosz Haszana (Nowy Rok), Chanuki i Purim i w zasadzie nie mają one charakteru wybitnie religijnego. Religijne spotkania odbywają się tutaj bardzo rzadko, głównie wtedy, gdy uda się zebrać minian. Na przykład pierwsze od wielu lat prawdziwe nabożeństwo szabatowe odbyło się tu dopiero w 1999 r., gdy z okazji masowej akcji upamiętnienia "Jedna Ziemia - Dwie Świątynie", do miasta przybyła grupa Żydów warszawskich na czele z rabinem Michaelem Schudrichem. W Lublinie nie istnieje nawet samodzielna gmina żydowska. Żydzi lubelscy dzisiaj zgrupowani są w lubelskiej filii Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie. W synagodze spotykają się także członkowie lubelskiego oddziału Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce.
Synagoga pełni również funkcję Izby Pamięci Żydów lubelskich. Tu prezentowane są fotografie prezentujące żydowski Lublin przed wojną i w czasie okupacji. Zaaranżowana została także niewielka ekspozycja przedstawiająca tradycje związane z religijnym życiem żydowskim. Tu wreszcie znajduje się niewielka biblioteka, w której znajdują się książki w jidysz i po hebrajsku, w tym kilka uratowanych z Jesziwas Chachmej Lublin. Na północnej ścianie bóżnicy znajdują się dwie tablice pamiątkowe. Starsza poświęcona jest Polakom, którzy w czasie II wojny światowej ratowali Żydów. Natomiast w 2000 r. umieszczona została tu nowa tablica ku pamięci dr Symchy Wajsa, który od lat osiemdziesiątych podejmował starania, by upamiętnić wielowiekową obecność Żydów w Lublinie. Dr Wajs był między innymi pomysłodawcą zorganizowania w tej synagodze Izby Pamięci. Dla zwiedzających synagoga otwarta jest w niedziele, w godzinach 13-15 lub po uzgodnieniu z opiekunem tego miejsca p. Romanem Litmanem (nr telefonu 525-01-41).
Z ul. Lubartowskiej kierujemy się w stronę Ratusza i ul. Świętoduskiej. Nie dochodząc do Ratusza, wchodzimy na Plac Ofiar Getta, gdzie znajduje się Pomnik Ofiar Getta Lubelskiego, ufundowany i wystawiony w 1963 r., w dwudziestą rocznicę ostatecznej zagłady Żydów lubelskich. Monument, którego autorem był prof. B. Zagajewski, zaprojektowany został w formie sugestywnej macewy, na której znajduje się inskrypcja - fragment wiersza poety żydowskiego Icchaka Kacenelsona: W każdej garstce popiołu szukam swoich bliskich. U podstawy pomnika umieszczone zostały nazwy obozów zagłady i pracy, do których w okresie okupacji trafiali Żydzi lubelscy: Bełżec, Sobibór, Treblinka, Majdanek, Trawniki, Poniatowa, Budzyń i Zamość.
Samo miejsce upamiętnienia nie jest ściśle związane z gettem lubelskim. Przed wojną znajdował się tutaj tzw. Targ Polski, zlikwidowany w 1942 r. Następnie pusty plac hitlerowcy wykorzystali do wystawienia tablicy propagandowej, na której oznaczali swoje zwycięstwa na frontach. Jedynie w marcu 1941 r. zebrano tutaj grupę Żydów lubelskich, których w momencie tworzenia getta w Lublinie wysiedlono do małych miasteczek w dystrykcie lubelskim. Wysiedlono wtedy z Lublina około 14.000 żydowskich mieszkańców, pozostawiając w getcie nieco ponad 34.000 ludzi.
Lokalizacja samego pomnika jest raczej przypadkowa i wynikała ona z faktu, że w latach sześćdziesiątych władze komunistyczne nie chciały zgodzić się na lokalizację tego monumentu na Podzamczu, czyli w miejscu, gdzie znajdowało się centrum getta. Dopiero po długich i burzliwych dyskusjach, którym przewodził Izydor Sznajdman, ostatni prezes lubelskiego TSKŻ przed 1968 r. (po 1968 r. zamieszkały w Szwecji), z którego inicjatywy wystawiono ten pomnik, władze wyraziły zgodę na umiejscowienie go pomiędzy ulicami Nową i Świętoduską, gdy w tym czasie porządkowano ten teren.
W okresie przedwojennym ulica Świętoduska była w zasadzie graniczną ulicą pomiędzy zwartą dzielnicą żydowską a centrum miasta. W dzielnicy żydowskiej zamieszkiwali przeważnie tradycyjni i niezasymilowani Żydzi, stanowiący większość społeczności żydowskiej w mieście. Natomiast w centrum miasta, począwszy od Krakowskiego Przedmieścia i ul. Królewskiej, od 1862 r., gdy wprowadzono równouprawnienie Żydów, zaczęli osiedlać się zamożniejsi Żydzi oraz ci, którzy zapoczątkowali proces asymilacji. Byli to przeważnie lekarze, prawnicy i w ogóle przedstawiciele zamożnej inteligencji i kupiectwa. W okresie międzywojennym, w centrum miasta istniało nawet kilka instytucji żydowskich, jak chociażby przy ul. Królewskiej redakcja dziennika żydowskiego "Lubliner Tugblat", publikowanego w latach 1918-1939 w języku jidysz czy Gimnazjum Humanistyczne i szkoła Tarbut, funkcjonujące przy ul. Niecałej. W szkołach tych, prowadzonych przez Organizację Syjonistyczną, drugim językiem wykładowym obok polskiego był hebrajski. Poza dzielnicą żydowską, przy ul. Zamojskiej funkcjonowało do lat trzydziestych prywatne Gimnazjum Szperów, gdzie uczono także języka jidysz. W centrum miasta funkcjonowało także kilka prywatnych domów modlitwy, w tym dwa większe - założony w 1879 r. przez Lejzora Roszgolda przy ul. Kapucyńskiej i Nuty Włostowicera przy ul. Staszica, istniejący od końca XIX w. W tym ostatnim mogło się modlić kilkaset osób. Przy głównych ulicach miasta znajdowały się również bardziej eleganckie sklepy i firmy żydowskie.
Z ul. Lubartowskiej skręcamy na Stare Miasto i wchodzimy na ul. Noworybną. Tu na rogu Noworybnej i Rybnej znajduje się kamienica, w której od sierpnia 1944 r. do stycznia 1945 r. znajdowała się siedziba Centralnego Komitetu Żydów w Polsce oraz Wojewódzkiego Komitetu Żydów w Lublinie. Pierwsza instytucja działała w mieście do momentu wyzwolenia Warszawy, natomiast Wojewódzki Komitet funkcjonował do 1949 r.
Zaraz po wyzwoleniu miasta, do Lublina zaczęli napływać ocaleni z Zagłady. W sierpniu 1944 r. zarejestrowano około 400 ocalałych Żydów, którzy znaleźli się w Lublinie, a wojnę przeżyli w ukryciu. Wśród nich było zaledwie 30-40 osób pochodzących z samego Lublina. Do stycznia 1945 r. liczba ludności żydowskiej w mieście wzrosła do 3000. Były to już osoby, które powracały w większości z ZSRR. W Lublinie usiłowano reaktywować żydowskie życie: uruchomiono szkołę, zaczęto wydawać gazetę żydowską, zbierano relacje ocalałych i zajmowano się opieką nad nimi. Nie obywało się bez trudności, ponieważ nowe władze nie chciały oddać wielu obiektów należących przed wojną do organizacji żydowskich. Po wyzwoleniu Warszawy i zachodnich terenów Polski, wielu ocalałych przeniosło się właśnie tam. W Lublinie pozostało jednak jeszcze nieco ponad 1000 Żydów. Po pogromie kieleckim w 1946 r., a także ze względu na napięte stosunki polsko-żydowskie na samej Lubelszczyźnie (w 1945 r. doszło do lokalnego pogromu w Parczewie, podczas którego zginęło kilkunastu Żydów, a zabójstwa na osobach pochodzenia żydowskiego dokonywane były także w samym Lublinie), znaczna grupa ludności żydowskiej zdecydowała się na emigrację nie tylko z Lublina, ale w ogóle z Polski. Główna fala emigracji prowadziła wtedy do Izraela, jednakże wiele osób wyjechało także do innych krajów. Społeczność żydowska w mieście stopniała do kilkuset osób. Jeszcze w 1947 r. w Lublinie odbył się zjazd żydowskich lublinian, zorganizowany przez założone Ziomkostwo Lubelskie. W 1948 r. w Lublinie mieszkało już zaledwie 500 Żydów.
Aktywne życie żydowskie trwało w mieście jeszcze do 1968 r. Jednakże większość publikacji dotyczących przeszłości Żydów w Lublinie ukazywała się już poza granicami Polski. W 1952 r., w Paryżu opublikowana została w języku jidysz Księga Pamiątkowa Lublina - "Dos Buch fun Lublin". Względy cenzuralne nie pozwoliłyby na publikację jej w Polsce. Po wojnie powstało na świecie kilka ośrodków, które skupiały dawnych lublinian. W Paryżu, Tel-Avivie, Nowym Jorku i Los Angeles założono komitety lubelskie. Do dzisiaj najbardziej aktywny jest ten w Tel-Avivie, a ostatnio założono przy nim grupę tzw. Drugiej Generacji lublinian. Są to dzieci tych osób, które pochodziły z Lublina.
W samym Lublinie kolejna fala emigracji nastąpiła po 1956 r., po liberalizacji stosunków politycznych w Polsce. Do 1968 r. zamieszkiwało tutaj jeszcze około 200 osób pochodzenia żydowskiego. Oprócz synagogi przy Lubartowskiej 8, działał klub TSKŻ, mieszczący się dawniej przy Krakowskim Przedmieściu. Kampania antysemicka z marca 1968 r. doprowadziła w zasadzie do zamarcia życia żydowskiego w mieście. Większość pozostałych Żydów lubelskich wyjechało wtedy z Polski. Pozostały jedynie jednostki, które nie mogły lub nie chciały zdecydować na opuszczenie kraju. Renesans zainteresowania przeszłością Żydów lubelskich nastąpił dopiero w końcu lat osiemdziesiątych, gdy następowały powolne zmiany polityczne w Polsce. W 1989 r. powstało Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Izraelskiej oraz Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej. Od początku lat dziewięćdziesiątych tematykę żydowską podjął Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN, a w 1999 r. przy UMCS powstał w końcu Zakład Historii i Kultury Żydów. Inicjatywę przywracania pamięci o żydowskich mieszkańcach Lublina podjęli tym razem Polacy.
Z ul. Rybnej przechodzimy przez Bramę Rybną na Rynek Starego Miasta. Chociaż historycznie jest to chrześcijańska część miasta, to jednak jest ona związana także z obecnością Żydów w Lublinie. Po środku Rynku stoi gmach dawnego Trybunału Koronnego, głównego sądu szlacheckiego dla Małopolski i Rusi. Tu w okresie XVI-XVIII w. odbywały się także sądy w sprawach o rzekomy mord rytualny. Niejednokrotnie kończyły się one wyrokami skazującymi Żydów na śmierć, chociaż kwestia używania chrześcijańskiej krwi do macy była i jest całkowicie niezgodna z zasadami judaizmu.
Od XIX w. Rynek był mieszaną narodowościowo częścią Starego Miasta. Mieszkali tu zarówno Polacy, jak i Żydzi. Od 1901 do 1941 r., w kamienicy Rynek 8, zwanej także kamienicą Lubomelskich, mieściła się siedziba oficjalnego rabinatu lubelskiego i Zarządu Żydowskiej Gminy Wyznaniowej. Kamienicę tę w końcu XIX w. na rzecz Gminy Żydowskiej przekazali Brengurowie, zamożna rodzina żydowska. Zaraz za tą kamienicą znajduje się dom przy ul. Złotej 2, gdzie w okresie międzywojennym mieszkało malżeństwo dr Marek i Franciszka Arnsztajnowa, obydwoje zasymilowani Żydzi, o których już tutaj wspominaliśmy. Franciszka Arnsztajnowa prowadziła w swoim mieszkaniu salon literacki. Na kamienicy, w której mieszkała znajduje się stosowna tablica pamiątkowa.
Z Rynku wchodzimy na ul. Grodzką, która od 1862 r. aż po czasy II wojny światowej nabrała charakteru ulicy żydowskiej, przedłużenia Miasta Żydowskiego na Podzamczu. Żydzi mogli osiedlać się tu od 1862 r. i szybko ulica ta nabrała typowo żydowskiego charakteru. Przy Grodzkiej 11 ulokowano Żydowski Dom Sierot tzw. "Ochronkę", która założona została w 1857 r. z prywatnego funduszu Berka Cwajga, niezamożnego szewca żydowskiego, który oszczędności całego życia przekazał na założenie tej instytucji. Na Grodzką, do budynku dawnej Kanonii, przeniosła się ona w 1867 r. Przy "Ochronce" istniała także szkoła podstawowa dla dzieci żydowskich, a cała instytucja utrzymywała się głównie z ofiarności Żydów lubelskich. Z ulicy Szerokiej, do tego samego budynku przeniosły się także w tym okresie biura Żydowskiej Gminy Wyznaniowej, głównie Rady Gminy. Obydwie instytucje istniały tu do 1942 r., z tym że od 1939 r. nazwę Gmina Wyznaniowa zamieniono na Rada Żydowska - Judenrat.
W dniu 31 marca 1942 r., podczas trwania akcji likwidacyjnej getta na Podzamczu, blisko 400 dzieci z "Ochronki" zostało wyprowadzonych nad ranem w samych koszulach z budynku i SS załadowało je na ciężarówki. Razem z nimi poszły dobrowolnie wychowawczynie - młode dziewczęta, które teoretycznie mogły się uratować, ponieważ były zatrudnione przez Judenrat. Dzieci oraz nauczycielki zostały wywiezione na łąki, na przedmieściu Tatary i tam rozstrzelane.
Miejsce przed budynkiem Judenratu miało również swoją tragiczną historię. Na Placu Po Farze, w trakcie akcji likwidacyjnej odbywały się nocne selekcje mieszkańców tej części getta. Jak one wyglądały wspominali ocaleni z getta lubelskiego Rachmil Gartenkraut i inż. Henryk Goldwag:
Koło Gminy Żydowskiej na ulicy Grodzkiej ustawiono dwa wielkie reflektory i każdej nocy musieli wszyscy mieszkańcy dzielnicy żydowskiej przejść tamtędy. Kontrolowano ich czy mają pieczątki w dokumentach i segregowano ich; wielu naturalnie ukrywało się na strychach i piwnicach.
(Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, Relacje i zeznania, sygn. 301/2784, Relacja Rachmila Gartenkrauta)
Ludzie zebrani (na Placu Po Farze - przyp. R.K.) musieli przykucnąć, żeby Sturm mógł wszystkich widzieć. Jeśli ktoś podniósł się, nie mogąc w tej pozycji dłużej pozostać, strzelał go na miejscu. (...) Na placu zaś kontrolował zaświadczenia pracy. Jeśli mu się wydawało, że zaświadczenie nie jest dobre, darł je, a właściciela wysyłał. Ludzi zabranych koncentrowano w synagodze, gdzie przebywali cały dzień (była to słynna Synagoga Maharszala), a w nocy wywożono na bocznicę kolejową obok młyna Krausego, skąd w zamkniętych wagonach wysyłano, nikt nie wiedział dokąd i nikt z nich nigdy już nie powrócił. (...) Łapanki takie odbywały się codziennie, nieraz dwa razy dziennie, rano i wieczorem, gdy ludzie wracali z pracy.
(Archiwum ŻIH, Relacje i zeznania, sygn. 301/1290, Relacja Henryka Goldwaga)
Po zakończeniu wojny, mimo że społeczność żydowska w Lublinie upominała się o zwrot budynku przy ul. Grodzkiej, w celu, by zorganizować tam kolejne schronisko dla ocalałych, władze nie zgodziły się na zwrot tej nieruchomości. Obecnie mieści się tutaj Młodzieżowy Dom Kultury, a na ścianie budynku umieszczono w 1987 r. tablicę upamiętniającą "Ochronkę" żydowską.
Warto zauważyć, że przy ul. Grodzkiej 15, dwie kamienice dalej w stronę Bramy Grodzkiej, pod koniec XIX w. powstał pierwszy, nielegalny jeszcze w tym czasie, lokal zwolenników syjonizmu w Lublinie. Mieścił się on na zapleczu księgarni, należącej do znanego żydowskiego publicysty i badacza dziejów żydowskich w mieście, Szlomo Barucha Nissenbauma, autora pierwszej pracy o Starym Cmentarzu żydowskim w Lublinie, opublikowanej w 1899 r. w Petersburgu.
W okresie okupacji hitlerowskiej ta część ulicy Grodzkiej należała do getta A, części uprzywilejowanej, przeznaczonej dla urzędników Judenratu oraz Żydów zatrudnionych jako specjaliści w firmach niemieckich. Aż do akcji likwidacji getta na Podzamczu, ta część dzielnicy żydowskiej nie była otoczona drutem kolczastym.
Nasz spacer po pozostałościach Miasta Żydowskiego w Lublinie kończymy w Bramie Grodzkiej, do 1939 r. zwanej również Bramą Żydowską. Od XVI w. była to naturalna granica pomiędzy Miastem Żydowskim, dolnym, a Miastem Chrześcijańskim, górnym. To właśnie tu zaczynał się dla wielu lublinian (mowa oczywiście o chrześcijanach) obcy świat, którego w zasadzie nigdy nie poznali. Nasze poszukiwania śladów żydowskiego Lublina możemy z powodzeniem rozpocząć również od tego miejsca.
Dzisiaj w Bramie Grodzkiej znajduje się siedziba Ośrodka Teatru NN - Brama Grodzka, który oprócz działań o charakterze teatralnym zajął się kwestią upamiętnienia obecności Żydów w Lublinie i przywrócenia ich do zbiorowej pamięci. Zwiedzającym udostępnia się wystawę multimedialną prezentującą Stare Miasto oraz dzielnicę żydowską w Lublinie przed 1939 r. Oprócz fotografii, które prowadzą nas ulicami do nieistniejącego już centrum Miasta Żydowskiego, jest tu także makieta, odwzorowująca wygląd przestrzenny tej części Lublina. Jest to doskonały moment, by zwiedzający mogli sobie uświadomić jak wielką część miasta utracił Lublin w wyniku II wojny światowej. Oglądając stare fotografie możemy także wysłuchać fragmentów wspomnień starszych lublinian na temat Polaków i Żydów do 1939 r., a nawet wyłapać zrekonstruowane odgłosy dawnego miasta. W Ośrodku znajduje się także pokaźne archiwum fotograficzne oraz zbiory relacji lublinian na temat stosunków polsko-żydowskich w Lublinie czy samego miasta przed wojną. Ośrodek podejmuje także działania edukacyjne mające na celu przypomnienie i przywrócenie pamięci o wielokulturowej przeszłości nie tylko samego miasta, ale także regionu.
Odwiedzenie Ośrodka przed zwiedzaniem samego miasta może dać pewne wyobrażenie o Lublinie polskim i żydowskim do 1939 r. Natomiast wizyta po zwiedzaniu zakątków żydowskich może być również dobrym podsumowaniem wiedzy na temat ludności żydowskiej w Lublinie.
Oczywiście, poza samym Starym Miastem i pozostałościami Miasta Żydowskiego w Lublinie, w mieście znajdują się także inne obiekty, związane z dziejami Żydów. Przede wszystkim są to miejsca, bardzo często nie upamiętnione, których historia spleciona jest z okresem Zagłady. Już w samym centrum miasta, przy ul. Spokojnej znajduje się obecny budynek Collegium Anatomicum, należący obecnie do Akademii Medycznej. Przed II wojną światową było to słynne Gimnazjum im. Stefana Batorego, skądinąd uważane przez Żydów za szkołę antysemicką, której uczniowie pozostawali pod silnym wpływem haseł antyżydowskich, propagowanych przez Stronnictwo Narodowe. W okresie okupacji hitlerowskiej budynek został zajęty od końca 1941 r. na Sztab Akcji "Reinhard", w którym rezydował Szef SS i Policji w dystrykcie lubelskim, SS-Gruppenführer Odilo Globocnik, który także kierował samą Akcją "Reinhard". Tu zapadały decyzje o budowie obozów zagłady w Bełżcu, Sobiborze i Treblince oraz o budowie obozu koncentracyjnego na Majdanku. Tu także decydowano o przygotowaniu likwidacji gett w Generalnym Gubernatorstwie, planując te akcje z detalami. Do dzisiaj nie ma na tym budynku żadnej tablicy pamiątkowej, która mówiłaby o przeznaczeniu tego miejsca w czasach Zagłady. Sam budynek znajdował się już w centrum okupacyjnej dzielnicy niemieckiej, gdzie większość domów zajęta została przez Niemców na potrzeby instytucji okupacyjnych.
Niedaleko od ul. Spokojnej, już przy ul. Leszczyńskiego znajdowało się przedwojenne żydowsko-polskie przedmieście Wieniawa, założone jako osobne miasteczko jeszcze na początku XVII w. Aż do okresu II wojny światowej większością mieszkańców byli tutaj Żydzi, przeważnie ubodzy handlarze i rzemieślnicy (ludność żydowska przed 1939 r. stanowiła tutaj około 70% ogółu). Jedynym obiektem o charakterze religijnym aż do 1939 r. była tutaj synagoga, istniejąca już w II połowie XVIII w. To właśnie z tego przedmieścia, w 1940 r., Niemcy wysiedlili Żydów do dzielnicy żydowskiej. Żydowskie domki zostały zburzone, łącznie z synagogą i cmentarzem żydowskim (resztki nagrobków z tego cmentarza znajdują się dzisiaj na Nowym Cmentarzu żydowskim przy ul. Walecznych - była o tym mowa powyżej), a na miejscu części cmentarza i Rynku Wieniawskiego w okresie wojny Niemcy zaczęli budować stadion sportowy dla SS. Obiekt ten, należący dzisiaj do Klubu Sportowego "Lublinianka", budowany był rękoma więźniów żydowskich, najpierw przyprowadzanych tu z getta, a następnie z obozu na Majdanku. Obóz ten nazywany był popularnie Sportplatz. W jego pobliżu znajdował się mniejszy obóz, przy ul. Ogródkowej, w dawnej fabryce kosmetycznej inż. Romana Keindla, lubelskiego Żyda. W obozie tym przetwarzano kosmetyki oraz lekarstwa odebrane Żydom deportowanym do obozów zagłady na Lubelszczyźnie. Obydwa obozy zostały zlikwidowane w dniu 3 listopada 1943 r., w ramach Akcji "Erntefest", a ich więźniów rozstrzelano na Majdanku.
Również w centrum miasta, przy ul. Lipowej 7, na placu przylegającym do cmentarza ewangelickiego, w latach 1940-1943 funkcjonował kolejny żydowski obóz pracy. Przetrzymywano tutaj około 2.500 jeńców armii polskiej - Żydów oraz grupę fachowców z getta lubelskiego, którzy pracowali w warsztatach obozowych, w ramach przedsiębiorstwa Deutsche Ausrüstungs Werke. Również więźniowie tego obozu zostali zamordowani na Majdanku w dniu 3 listopada 1943 r. Do lipca 1944 r. obóz ten stanowił filię obozu koncentracyjnego na Majdanku Jeszcze na początku lat 90-tych stały tutaj dwa dawne baraki poobozowe. To miejsce również do dzisiaj pozostaje nie upamiętnione, chociaż istnieją plany budowy tutaj potężnego centrum konferencyjno-handlowego, należącego do polsko-izraelskiej spółki.
Już poza samym centrum Lublina znajdują się jeszcze dwa miejsce, związane z Zagładą Żydów. Jedno mieści się na terenie nieczynnych dzisiaj Zakładów Mięsnych. W okresie marca-kwietnia 1942 r., za budynkiem przedwojennej Rzeźni Miejskiej znajdował się lubelski Umschlagplatz. Była tutaj rampa kolejowa, przed wojną służąca do celów przemysłowych. To właśnie stąd, w okresie likwidacji getta na Podzamczu, odprawiono około 28.000 Żydów lubelskich do obozu zagłady w Bełżcu. W 2000 r., staraniem Gminy Żydowskiej Wyznaniowej w Warszawie umieszczono tutaj skromną tablicę pamiątkową. Na teren rampy można dostać się poprzez główną bramę dawnych Zakładów Mięsnych. Zachował się tam fragment dawnych torów kolejowych wraz z rampą.
Po drodze do byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku, przy ul. Wrońskiej, będącej boczną ulicą od Drogi Męczenników Majdanka, znajdują się zabudowania dawnej fabryki lotniczej, należącej do spółki Plage-Laśkiewicz. Od 1940 r. funkcjonował tu żydowski obóz pracy. Gdy hitlerowcy rozpoczęli realizację Akcji "Reinhard", obóz ten nabrał szczególnego charakteru. Oprócz tego, że znajdowała się tu rampa kolejowa, na którą przybywały transporty z Żydami, kierowanymi następnie na Majdanek, to w pomieszczeniach dawnych zakładów lotniczych pomieszczono potężne sortownie, gdzie selekcjonowano rzeczy po zamordowanych ofiarach Bełżca, Sobiboru, Treblinki i Majdanka. Stąd odsyłano do Niemiec transporty z mieniem należącym do ofiar Akcji "Reinhard". Miejsce to, porównując je ze znanymi magazynami znajdującymi się w obozie w Oświęcimiu-Brzezince, można z powodzeniem nazwać lubelską "Kanadą". Obóz ten w niemieckiej nomenklaturze nazywany był Flugplatz. Tutaj też, na rampie, dokonywano wstępnych selekcji osób deportowanych do Lublina. Żydowscy więźniowie tego obzou zginęli także podczas "Dożynek" na Majdanku. Z Flugplatzem, w okresie od kwietnia do 9 listopada 1942 r. sąsiadowało getto szczątkowe na Majdanie Tatarskim, przez które przeszło około 9.000 ostatnich Żydów lubelskich. Obydwa te miejsca również dotąd nie doczekały się upamiętnienia.
Robert Kuwałek
