Kośminek i Dziesiąta
Z Strona o Żydach lubelskich
Te dwie dzielnice, a raczej dawne przedmieścia, swój rozwój zawdzięczają, podobnie jak Piaski, Bronowice, czy Tatary, wytyczeniu linii kolejowej. Do połowy XIX w. były to tereny wiejskie. Zwłaszcza Dziesiąta stanowiła starą, królewską wieś. Istniała już w XIV w., kiedy to Kazimierz Wielki nadał ją lubelskiemu archidiakonatowi. Zamieszkiwali ją wtedy królewscy sokolnicy. W XVI w. właścicielem Dziesiątej był przyjaciel i bohater jednej z fraszek Jana Kochanowskiego, lubelski doktor i archidiakon Jakub Montana. Zarówno Dziesiąta, jak i Kośminek jeszcze pod koniec XIX w. nie wchodziły w skład Lublina. Stąd też stały się dogodnym ze względów finansowych miejscem do inwestycji przemysłowych. Dotyczyło to zwłaszcza Kośminka. Już w 1861 r., przy dzisiejszej ul. Garbarskiej, Michał Kośmiński wybudował pierwszy w Lublinie młyn parowy. Prawdopodobnie od nazwiska Kośmińskiego powstała również cała nazwa dla tej dzielnicy. Ulica Garbarska pod koniec XIX w. stała się swoistym ośrodkiem przemysłowym w tej części miasta. W krótkim czasie wybudowano tutaj garbarnię Luchta i Rubinsztajna oraz suszarnię cykorii Frajtaga. W 1901 r. zamożny przemysłowiec żydowski, Sender Zylber wybudował przy sąsiedniej ulicy, Mostowej, Fabrykę Wódek i Likierów "Kośminek". W tym nowoczesnym i zelektryfikowanym zakładzie produkowano koszerną wódkę, tzw. pejsachówkę. Na zbyt swojego produktu Zylberowie nie narzekali. Wszak w Lublinie nie brakowało żydowskich restauracji i zajazdów. Fortunę starego Sendera Zylbera pomnożył jego syn Hersz Jojna, który stał się m.in. właścicielem browaru przy ul. Kunickiego, nazywanego wtedy browarem "Jeleń" od imienia właściciela /Hersz oznacza w j. jidysz własnie słowo "jeleń"/. Główną arterią Dziesiątej, która rozwijała się równocześnie z Kośminkiem, stała się pod koniec XIX w. ul. Bychawska /dzisiejsza ul. Kunickiego/. Sukcesywnie zabudowywana była czynszowymi kamienicami, zamieszkanymi głównie przez rodziny robotnicze. Do dzisiaj boczne uliczki starej części Dziesiątej świadczą o niezamożnych mieszkańcach tej dzielnicy. W latach 30. XX w. Dziesiąta zaczęła rozbudowywać się w stronę Abramowic, ale już jako dzielnica podmiejska o charakterze willowym. Przed wybuchem II wojny światowej wybudowano tu kolonię domków jednorodzinnych przeznaczonych dla rodzin kolejarskich, pocztowych i bankowych. Domki te, wybudowane według jednego wzoru, jeszcze w latach 80. stanowiły o uroku tej dzielnicy. Dzisiaj zostały rozbudowane w wille, a nawet wręcz w swoiste "kamienice". Do niedawna ozdobą tej części Dziesiątej był drewniany kościółek pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, wybudowany w 1936 r., stanowiący tradycyjną parafię kolejarską w Lublinie. Jej pierwszym proboszczem był ks. Żyszkiewicz, udzialający się w czasie wojny w PCK i pomagający więźniom Majdanka. W latach 80., gdy budowano nowy kościół, stary, drewniany kościółek, w którym znajdowały się dość interesujące malowidła wzorowane na styl bizantyjski, został przeniesiony do jednej z wsi pod Piaskami. Mieszkańcy Dziesiątej w czasie okupacji niejednokrotnie dawali dowody swojego patriotyzmu. Na miejscu dzisiejszej restauracji "Przystań" funkcjonowała wtedy cegielnia, w której zatrudniano również więźniów Majdanka. Im to właśnie pomagano w szczególny sposób. W domkach na Dziesiątej przechowywano także zbiegłych Żydów, co kończyło się w momencie wykrycia takiego faktu tragicznie zarówno dla ukrywanych, jak również dla ukrywających. Wielu mieszkańców Dziesiątej zaangażowanych było jednocześnie w działalność konspiracyjną. Po wyzwoleniu Lublina przez Armię Czerwoną, w domu dr Litwiniukowej, NKWD wykryło radiostację lubelskiego Okręgu AK. Osoby obsługujące ją zostały w efekcie tego następstwa deportowane na Syberię. Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednej, dziś już zapomnianej atrakcji Dziesiątej, a mianowicie o wyścigach konnych. Pamiątką po miejscu ich organizacji pozostała nazwa ulicy - Wyścigowa.
Robert Kuwałek
