Józefów Biłgorajski - zapomniane miasteczko

Z Strona o Żydach lubelskich

Kilkanaście kilometrów na południowy-wschód od singerowskiego Biłgoraja znajduje się niewielkie miasteczko - Józefów Ordynacki, zwany także Biłgorajskim. Na Lubelszczyźnie znany jest przede wszystkim z przepięknych, roztoczańskich okolic oraz z Festiwalu Ekologicznego, który co roku jest tutaj organizowany w sierpniu. Okolice Józefowa to istny raj dla turystów - ciche, spokojne, pełne lasów. Mało kto jednak w Polsce wie, że tenże sam uroczy Józefów zasłynął przed kilkoma laty w literaturze światowej dotyczącej Holocaustu. W dniu 13 lipca 1942 r. 101 Batalion Policji niemieckiej dokonał w podjózefowskich lasach masowej egzekucji, mordując w ciągu jednego dnia około 1500 Żydów mieszkających wtedy w Józefowie. W ramach likwidacji żydowskiego Józefowa, jego mieszkańców mordowano wtedy także na ulicach i w domach. Pamiętna egzekucja, dokonana na Winiarczykowej Górze opisana została w dwóch wstrząsających publikacjach książkowych, z których jedna doczekała się nawet tłumaczenia na język polski. Pierwszym autorem, który opisał rzeź w Józefowie był Christopher R. Browning z USA. Jest on autorem głośnej na Zachodzie Europy książki pt. "Ordinary Men. Reserve Police Battalion 101 and the Final Solution in Poland". Książka ta, wydana po raz pierwszy w 1988 r., doczekała się już kilku wydań po angielsku i niemiecku. Znaleźć w niej można nie tylko informacje dotyczące Józefowa, ale także innych miejscowości na Lubelszczyźnie, gdzie działał wspomniany batalion. Jest ona o tyle interesująca, że zagładę Żydów poznajemy w niej nie na podstawie relacji ofiar, ale oprawców. Podstawą źródłową są bowiem zeznania niemieckich policjantów, którzy dokonywali egzekucji na Żydach. Fragmenty tej książki w tłumaczeniu polskim możemy znaleźć w mocno dyskusyjnej książce Daniela Jonaha Goldhagena pt. "Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust", Warszawa 1999. Właśnie tu możemy zapoznać się z przetłumaczonymi na język polski zeznaniami Niemców dotyczącymi egzekucji w Józefowie, a także w Łomazach na Podlasiu. Książka Goldhagena wywołała ogromną dyskusję w Niemczech, a niektórzy nawet starali się podwarzyć jej wiarogodność, stwierdzając, że Józefowów w Polsce jest wiele i w zasadzie nie wiadomo, o który autorowi chodzi. Obydwaj autorzy nie pomylili się. Egzekucja odbyła się w Józefowie Biłgorajskim. Upamiętnia ją stosowny pomnik, znajdujący się na skraju lasu, przy szosie z Józefowa do Biłgoraja. Jaki był żydowski Józefów? Zostało po nim nieco domków w Rynku, murowana synagoga z XIX w. na południe od Rynku, w której dzisiaj mieści się biblioteka i niewielki hotelik (zamknięty na cztery spusty, gdy byłem tam w maju tego roku) oraz interesujący, ale zarastający cmentarz żydowski na wzgórzu pod miastem. Żydzi w Józefowie osiedlili się zaraz po założeniu miasta w 1715 r. przez V Ordynata, Tomasza Józefa Zamoyskiego. Powstała wtedy też obok parafii katolickiej, gmina żydowska z własną synagogą, początkowo drewnianą, która wielokrotnie paliła się wraz z pożarami miasta, aż wreszcie w XIX w. wybudowano ją jako murowaną. Od początku istnienia miasta ludność żydowska stanowiła w nim większość mieszkańców. Zamieszkiwali oni przeważnie Rynek, ulicę Sitarską (główną ulicę miasteczka) i drogę prowadzącą do niej. W latach 80. XVIII w. na 120 domów w Józefowie 80 należało do Żydów. Na przykład w Rynku były tylko dwa domy chrześcijańskie. Dzięki obecności Żydów, po I rozbiorze, gdy tereny te przypadły Austrii, Józefów nie utracił statusu miasta. Władze austriackie orzekły bowiem, że o tym, że dana miejscowość jest miastem decydują właśnie Żydzi, którzy mieli być prawdziwymi mieszczanami, zajmującymi się handlem i rzemiosłem. Miasteczka bez Żydów "przestałyby istnieć... Oni są ostatecznie nerwem ich życia". W 1830 r. na 1162 mieszkańców Józefowa Żydów było 849 (73%), w 1840 r. stanowili 60%, w 1860 - 70%, w 1905 r. - 72%. Było to więc miasteczko o jednym z największych odsetku ludności żydowskiej na Lubelszczyźnie. Jak w każdym typowym sztetl Żydzi zajmowali się głównie drobnym handlem, rzemiosłem i do II połowy XIX w. produkcją i wyszynkiem alkoholu. Jednakże w I połowie XIX w. żydowski Józefów zasłynął w Europie środkowo-Wschodniej z hebrajskiej drukarni. W 1820 r. Szaja Wax, w oparciu o funkcjonującą tu papiernię założył "drukarnię ksiąg hebrajskich, chaldejskich i żydowsko-niemieckich". Drukarnia Waxa skutecznie konkurowała z najbardziej znanymi drukarniami żydowskimi w Królestwie Polskim, które funkcjonowały w Warszawie, Lublinie i Hrubieszowie. Książki z józefowskiej oficyny rozprowadzano nie tylko w Królestwie, ale eksportowano je do Rosji, Wołoszczyzny (dzisiejsza Rumunia i Mołdawia), a nawet do Turcji, gdzie tamtejsza społeczność żydowska zamówiła specjalnie "Sefer le-Abraham" ("Księgę Abrahama"). Dzięki funkcjonowaniu drukarni wielu józefowskich Żydów zatrudnionych było przy produkcji i zbycie książek. W latach 40. XIX w. zatrudniała ona 111 osób, a więc było to jedno z największych przedsiębiorstw przemysłowych na Lubelszczyźnie w tym czasie. Drukarnia Waxa została zamknięta na skutek działalności warszawskiej Cenzury Ksiąg Hebrajskich, która zakwestionowała 5 tytułów. Można przypuszczać, że na wyrok cenzury mogła też mieć wpływ konkurencja innych żydowskich drukarni, zwłaszcza stołecznych. Jeszcze w latach 1851-1860 próbowano wznowić działalność drukarni w Józefowie, ale ostatecznie wykończyła ją konkurencja nowoczesnych drukarni żydowskich w Wilnie na Litwie i w Żytomierzu na Ukrainie. Nieco dłużej funkcjonowała papiernia. Ostatnimi jej właścicielami byli Żydzi z pobliskiego Tarnogrodu, Goldman i Gerympter, a potem rodzina Ulrychów. Kres jej działalności położył pożar w 1883 r. W ten sposób na wiele lat upadło znaczenie żydowskiego Józefowa. Miasteczko znane było również ze znacznej ilości żydowskich szynków, nie tylko legalnych, ale i potajemnych. Na tle handlu wódką dochodziło w Józefowie niejednokrotnie do konfliktów z ludnością chrześcijańską. Szlacheccy rządcy Ordynacji, którzy mieli prawo do propinacji skarżyli się na józefowskich Żydów, że są zbyt dużą dla nich konkurencją i rozpijają okolicznych chłopów. Żydzi potrafili także szmuglować alkohol bez wiedzy ordynatów, czym narażali się na konflikty ze strażnikami ordynackimi, ale w większości przypadków codzienność wymuszała spokojne współżycie dwóch grup - Polaków i Żydów. Już w I połowie XIX w. józefowscy Żydzi zgodzili się na posyłanie swoich dzieci do miejskiej szkoły, założonej przez ordynata Stanisława Zamoyskiego. Religijni i tradycyjni Żydzi z Józefowa sami podobno chcieli, by ich dzieci uczyły się języka polskiego. Gmina żydowska w Józefowie mogła też liczyć na pomoc ordynatów. W 1827 r. tenże Stanisław Zamoyski pomógł finansowo w odbudowie synagogi, która utraciła dach podczas burzy. W 1850 r. po pożarze synagogi Ordynacja pomagała przy jej odbudowie. Murowana synagoga powstała w miasteczku dopiero w latach 70. XIX w. W okresie międzywojennym Józefów nadal pozostawał ubogim miasteczkiem, pozostającym na uboczu szlaków handlowych. Lepsze sklepy (oczywiście, na miarę Józefowa) znajdowały się w rynku. Poza tym przeważały stragany, kioski, budki, wielu Żydów prowadziło także handel obnośny. Szkolnictwo żydowskie opierało się na dwóch chederach, które prowadzili Józef Majmon i Naftula Sztern. Ale oprócz przejawów tradycyjnego życia, w okresie międzywojennym pojawiły się także nowoczesne żydowskie partie polityczne, z których najsilniejszymi wydawały się być te, które skłaniały się ku syjonizmowi. Kres bogatemu życiu żydowskiemu w Józefowie położyła, jak wszędzie II wojna światowa. Jeszcze do 1941 r. Żydzi funkcjonowali tu w miarę spokojnie, chociaż we znaki dawała się bieda, pogłębiona w 1940 r. deportacją wysiedlonych z Konina. W tym czasie funkcjonowały jeszcze żydowskie sklepiki, ale już zaczynały się łapanki do robót przymusowych przy budowie dróg i wyrębie lasów. Z biedą pojawił się głód. Jak wspominali ocaleli z likwidacji otwartego getta, "chleb i ziemniaki były luksusem" (T. Richmond, Konin. A Quest, London1996, s. 348). Fatalne warunki, w których bytowali miejscowi Żydzi oraz wielu deportowanych oraz głód, spowdowały, że w mieście, już w lecie 1941 r. zaczęły pojawiać się choroby epidemiczne, przede wszystkim tyfus plamisty. Epidemia tyfusu dotknęła przede wszystkim Żydów deportowanych tu z Konina, którzy przybyli do Józefowa bez podstawowych środków do życia. Z powodu braku odpowiedniego szpitala w miasteczku, chorych wysyłano do szpitala w Szczebrzeszynie, gdzie szybko powstał specjalny oddział epidemiczny. (Z. Klukowski, Dziennik z lat okupacji, Lublin 1959, s. 197.). Pierwsze egzekucje nastąpiły jednak dopiero w maju 1942 r. W dniu 11 maja tego roku rozstrzelano w miasteczku stu kilkudziesięciu Żydów. Dokonało tego tylko trzech gestapowców, którzy urządzili sobie swoiste polowanie na józefowskich Żydów. To, co działo się wtedy na ulicach miasteczka, było tak wstrząsające, że zaszokowani byli nawet cywilni Niemcy, którzy przebywali w Józefowie. Notował o tym wspomniany już dr Zygmunt Klukowski w swoim "Dzienniku z lat okupacji" pod datą 13 maja 1942 r.: W poniedziałek 11 V, po południu 3 gestapowców urządziło straszliwy pogrom Żydów w Józefowie Ordynackim, zabijając sto kilkadziesiąt osób. Nawet Niemiec Becker, trauhender "Alwy", który przypadkowo znalazł się wówczas w Józefowie, opowiadał potem w biurze, że to było coś potwornego, coś, czego nie da się opisać i nie mógł ochłonąć z wrażenia, pomimo że zawsze pienił się na Żydów i mówił, że należałoby ich wszystkich wytępić. (Z. Klukowski, op. cit., s. 261.) Warto tu nadmienić, że kilka dni wcześniej, dokładnie 8 maja 1942 r. sam dr Klukowski był świadkiem pogromu Żydów w Szczebrzeszynie, dokonanego przez "paru uzbrojonych gestapowców z Zamościa". Zamordowano wtedy kilkadziesiąt osób. (Z. Klukowski, op. cit., s. 259-260.) Horror nastąpił jednak dopiero 13 lipca 1942 r., a kresem żydowskiego Józefowa stała się Winiarczykowa Góra. Nieliczni Żydzi józefowscy przeżyli wojnę, uciekając jeszcze we wrześniu 1939 r. do Rosji, wraz z wycofującą się stąd Armią Czerwoną oraz kilka osób, które przechowali Polacy. Opis likwidacji getta w Józefowie zawarty jest zarówno w książce Browninga, jak także w pracy Goldhagena, ale myślę, że warto go w tym miejscu przypomnieć. Poniżej posługuję się cytatem z książki D. J. Goldhagena: Kiedy nadszedł świt, Niemcy zaczęli gromadzić Żydów z getta w Józefowie. Przeczesywali getto małymi grupkami, najczęściej po dwóch, po trzech, wyciągając Żydów z domów. Ludzie z trzeciej kompanii, podobnie jak wszyscy inni, otrzymali bezpośrednio od dowódcy kompanii te same instrukcje, by "w czasie ewakuacji rozstrzeliwać na miejscu starców, chorych, niemowlęta, małe dzieci i wszystkich Żydów, którzy stawiali opór". Niemcy zachowywali się niezmiernie brutalnie, wypełniając z nawiązką rozkazy, nie bawiąc się w transportowanie wielu ludzi do punktu zbornego na rynku, lecz rozstrzeliwując ich na miejscu. Widziałem trupy chyba sześciu Żydów, których moi koledzy zastrzelili, zgodnie, tam gdzie ich znaleźli. Między innymi widziałem kobietę, która leżała zabita w łóżku". Kiedy Niemcy skończyli swoją robotę, zwłoki Żydów poniewierały się po całym getcie. Jak określił to jeden z policjantów, "leżały wszędzie. Przed domami, na progach, na ulicach, aż do rynku". Członek trzeciej kompanii tak opisuje to dzieło: "Wiem także, że rozkaz został wykonany, gdyż idąc przez dzielnicę żydowską w czasie ewakuacji, widziałem martwych starych ludzi i niemowlęta. Wiem także, że podczas ewakuacji, żołnierze przeczesujący tę dzielnicę zabili wszystkich pacjentów żydowskiego szpitala." (D.J., Goldhagen, Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust, Warszawa 1999, s. 199). Nie wiadomo, jak wielu ludzi zginęło wtedy we własnych domach i na ulicach. Z pewnością były ich dziesiątki. Niestety, zdarzało się także, że znaleźli się w Józefowie Polacy, którzy wskazywali hitlerowcom ukrywających się Żydów, ale byli też i tacy, którzy Żydów ostrzegali przed niebezpieczeństwem, co umożliwiło niektórym ucieczkę przed egzekucją. Wspominali o tych przypadkach D.J., Goldhagen oraz T. Richmond. W czasie wypędzania Żydów na rynek, w swoim własnym łóżku został zastrzelony ostatni rabin Konina, Jakub Lipszyc (T. Richmond, op. cit., s. 354.) Jego ojciec, Hillel Arie Lipszyc, pół wieku wcześniej piastował urząd rabina w Lublinie. Wypędzonych z domów Żydów zebrano na rynku, a oficerowie niemieccy byli niezadowoleni z faktu, że cała operacja trwała zbyt długo. Była to jednak pierwsza "akcja" 101 batalionu policji, więc hitlerowcy dopiero mieli nabrać wprawy. Po wstępnej selekcji, gdzie z grupy blisko 2000 ludzi zgromadzonych na rynku, wybrano około 400 osób zdolnych do pracy (przeważnie mężczyzn). Następnie ciężarówkami wysłano ich do obozu w Lublinie - prawdopodobnie na Majdanek. Dopiero po selekcji zaczęła się zasadnicza faza egzekucji. Najpierw batalionowy lekarz, dr Schoenfelder udzielił instrukcji, w które miejsce należy celować, by jak najszybciej zabić człowieka. Następnie Żydów ładowano grupami na ciężarówki i wywożono na obrzeża Józefowa do lasu. Egzekucja odbywała się po obydwu stronach drogi prowadzącej do Aleksandrowa i dalej do Biłgoraja, około 1,5-2 km. od Józefowa. Każdy z Niemców miał sobie wybrać ofiarę i wprowadzał ją do lasu. Odwołajmy się po raz kolejny do Goldhagena: Sama kaźń była przerażającym doświadczeniem. Po spacerze przez las każdy z Niemców musiał przystawić pistolet do potylicy klęczącej teraz na ziemi ofiary, która jeszcze przed chwilą szła obok niego, pociągnąć za spust i patrzeć, jak ofiarą, czasami małą dziewczynką, wstrząsają konwulsje, by za chwilę zastygnąć w bezruchu. Niemcy musieli uodpornić się na krzyki ofiar, na płacz kobiet i pisk dzieci. Stojąc tak blisko mordowanych, często byli spryskiwani ich krwią. Jak opowiadał jeden z nich, "dodatkowy strzał uderzył w czaszkę z taką siłą, że oderwana została cała jej tylna część, a krew, kawałki kości i strzępy mózgu opryskiwały strzelających." Sierżant Anton Bentheim utrzymuje, że nie był to epizod, ale raczej zjawisko stałe: "Ludzie z oddziałów egzekucyjnych byli stale poplamieni krwią, kawałkami kości i mózgu. Przylgnęły do ich mundurów." (D.J., Goldhagen, op. cit., s. 202). Godlhagen przytacza zeznanie jednego z niemieckich policjantów, który uczestniczył w tej makabrycznej egzekucji: Żydów tych przyprowadzono do lasu z polecenia sierżanta Steinmetza. My szliśmy z Żydami. Po przejściu dwustu metrów Steinmetz zarządził, by Żydzi położyli się rzędem obok siebie na ziemi. Chciałbym wspomnieć teraz, że były tam jedynie kobiety i dzieci. Dzieci miały mniej więcej po dwanaście lat... Musiałem zastrzelić starą, ponad sześćdziesięcioletnią kobietę. Pamiętam, jak powiedziała mi coś o tym, bym zrobił to szybko... Obok mnie był policjant Koch... Musiał zastrzelić małego chłopca w wieku około dwunastu lat. Powiedziano nam wyraźnie, by trzymać lufę pistoletu dwadzieścia centymetrów od głowy. Najwyraźniej Koch tak nie zrobił, gdyż zanim opuściliśmy miejsce egzekucji, inni koledzy śmiali się ze mnie, ponieważ kawałki mózgu dziecka zabrudziły mi rękaw i nadal tam były. Kiedy zapytałem, dlaczego się śmieje, Koch odparł, wskazując na mózg na moim rękawie: "To mózg mojego Żydka". Mówił to z wyraźną dumą... (D.J., Goldhagen, op. cit., s. 203.) Relacje te są o tyle wstrząsające, że pochodzą z ust oprawców. Masowa egzekucja w Józefowie była pierwszą, której dokonali policjanci ze 101 batalionu. Następne, w Łomazach, Łukowie czy Międzyrzecu Podlaskim wykonywane były z dużo większą wprawą i z jeszcze większym bestialstwem. Razem z Żydami z Józefowa zginęli wtedy deportowani Żydzi z Konina oraz pewna grupa Żydów austriackich. Likwidacja józefowskich Żydów stała się szokiem dla całej okolicy. Wspominał o niej nawet dr Zygmunt Klukowski ze Szczebrzeszyna w swoim "Dzienniku z lat okupacji". Pod datą 17 lipca 1942 r. zanotował: Przed kilkoma dniami Niemcy urządzili straszliwy pogrom Żydów w Józefowie. Miało tam zginąć przeszło 1500 osób, głównie kobiet i dzieci. Mężczyzn wywieźli. (Z. Klukowski, Dziennik z lat okupacji, Lublin 1959, s. 274.) Po likwidacji Żydów kolej przyszła na Polaków. Już w listopadzie 1942 r. nastąpiły wysiedlenia ludności polskiej z okolicznych wsi. W latach 1943-1944 miasteczko kontrolowane było przez polską partyzantkę, a to znowóż spowodowało, że Niemcy urządzali akcje pacyfikacyjne w tym rejonie. W 1944 r. Józefów był całkowicie wypalony i wyludniony, a rynek porastała trawa. Z ponad 3000 mieszkańców sprzed wojny w 1951 r. mieszkało tu zaledwie 953 osoby. Starty wojenne w liczbie ludności miasteczko nadrobiło dopiero w 1989 r., gdy okazało się, że było tu 3050 mieszkańców. Dzisiaj w Józefowie można zwiedzić stosunkowo dobrze zachowane żydowskie ślady. W centrum miasteczka znajduje się odrestaurowany budynek synagogi, w którym mieści się biblioteka, a na piętrze niewielki hotel. Wspominałem już o tym na początku artykułu. sam budynek synagogi, wewnątrz zatracił dawne jej cechy. Widoczne jest jedynie miejsce po Aron ha-Kodesz, natomiast salę modlitewną przecinają półki z książkami i nadbudowane piętra. Na południe od miasta, na stoku niewielkiego wzniesienia zlokalizowany jest cmentarz żydowski, jeden z chyba najlepiej zachowanych tego typu obiektów na Lubelszczyźnie. Przeprowadzone tam w sierpniu 1999 r. prace, mające na celu oczyszczenie jego fragmentu z gęsto rosnących tu krzewów tarniny i olszyny, pozwoliły na odkrycie zaledwie niewielkiego fragmentu tego kirkutu, ale z wyraźnie zachowanymi liniami rzędów grobów kobiet i mężczyzn. Na nagrobkach bardzo czytelna jest symbolika - księgi, świeczniki, złamane świece czy obłamane drzewa. Wydaje się, że odpowiednia opieka nad tym cmentarzem mogłaby doprowadzić do odkrycia większej liczby macew i uczynić z Józefowa miejsce odpowiednie do badań nad żydowską sztuką cmentarną i symboliką związaną ze śmiercią. Na miejscu egzekucji józefowskich Żydów, przy drodze prowadzącej do Aleksandrowa i Biłgoraja, za niewielkim jeziorkiem znajduje się natomiast kamień pamiątkowy ku czci zamordowanych tu 13 lipca 1942 r. Żydów. Kamień ten widoczny jest z szosy, a po wejściu do lasu można zauważyć zarysy masowych mogił. Robert Kuwałek Opracowano na podstawie: Ch. R. Browning, Ordinary Men. Reserve Police Battalion 101 and the Final Solution in Poland, New York 1998. W. Ćwik, Dzieje Józefowa, Lublin 1992. D. J. Goldhagen, Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust, Warszawa 1999. Z. Klukowski, Dziennik z lat okupacji, Lublin 1959. T. Richmond, Konin. A Quest, London 1996.