Dawid Mekler
Z Strona o Żydach lubelskich
1. W zamojskim getcie
Cała żydowska społeczność Zamościa, miasta położonego około 80 km. Od Lublina, w wyniku całego ciągu niemieckich zarządzeń, została doprowadzona do stanu zupełnego upadku. W dystrykcie lubelskim, w którym zamieszkiwała duża ilość Żydów, akcja masakr i deportacji zaczęła się wcześniej niż gdzie indziej w Polsce. Oczywistym jest, że zapoczątkowany tu ten ponury proces, pomyślany został jako przykład nieustających i masowych morderstw. Opowieść ta była by zbyt długa gdyby narrator chciał opowiedzieć wszystko co zdarzyło się w getcie naszego miasta. Ograniczę się jedynie do losów mojej rodziny i moich. Nasz los nie był tragicznym wyjątkiem. Tysiące żydowskich rodzin cierpiały te same męczarnie.
Obecnie mam 20 lat, kiedy wybuchła wojna miałem lat 14, a w czasie masakr w 1942 roku " 17. Ojciec był szewcem a matka krawcową,. Nie byliśmy bogatą rodziną. Wcześnie nauczyłem się handlu, jestem z zawodu hydraulikiem. Już na początku okupacji, pomimo mojego młodego wieku, zostałem zmuszony do ciężkiej pracy u boku ojca. Niemcy podjęli się regulacji koryta rzeki, Żydzi musieli harować przy tej pracy od świtu do zmierzchu. W lecie w palącym słońcu, w zimie w śniegu i błocie. Nigdy nie mieliśmy dość jedzenia by zaspokoić nasz głód. Nasz kierownik, Polak " Leon Szymanowski (który nosił tytuł "Vorarbeiter"), wespół ze swymi pomocnikami tłukł nas bezlitośnie. Wielu ludzi zmarło z głodu i złego traktowania w tym ciężkim obozie.
2. Mord 11 kwietnia 1942 roku.
W sobotę, 11 kwietnia 1942 r., SS i SD (ludzie z Gestapo) oraz "Reiter Polizei Abteilung" jak horda barbarzyńców wtargnęła do żydowskiej dzielnicy Zamościa. To było całkowite zaskoczenie. Bandyci na koniach szerzyli panikę. Przejeżdżając przez ulice, wykrzykiwali przekleństwa i rozdzielali cisy na wszystkie strony. Sterroryzowani ludzie sądzili że ta napaść będzie taka sama jak wszystkie uprzednie, i chodzi w niej tylko o rabunek. Ale nie, mordercy spragnieni byli krwi. Nasza społeczność w tym czasie liczyła 10 tysięcy ludzi. W mgnieniu oka, nie zdawszy sobie nawet sprawy z tego co się stało, 3 tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci, przypadkowo wziętych z ulicy, z domu, popędzono prosto na stację kolejową na rampę kolejową i wysłano ku nieznanemu przeznaczeniu. Latem 1942 roku, aż do listopada miały miejsce cztery kolejne akcje w getcie, jedna krwawsza od poprzedniej. Obraz getta po każdej z tych akcji, wprawiał tych co przeżyli w szok i doprowadzał do szaleństwa. Trupy leżały wszędzie, na ulicach, placach, wewnątrz domów; małe dzieci wyrzucane z okien drugiego, trzeciego piętra leżały zmasakrowane na chodnikach... Sami Żydzi musieli zbierać i grzebać martwych..., a potem czekać na własną kolej po śmierć...długie składy załadowanych wagonów pojechały do Bełżca, najbliższego obozu zagłady, gdzie codziennie uśmiercano 10 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci.
Po piątym i ostatnim wysiedleniu Zamość ogłoszono "Judenrein", wolnym od Żydów. Ostatni z nich zostali poprowadzeni do Izbicy koło Zamościa, do zbiorczego obozu dla Żydów z licznych pobliskich wiosek. Wszystkich ich w końcu także wysłano do komór gazowych Bełżca. W Zamościu pozostało jeszcze 70 Żydów. SS wykorzystywała ich do porządkowania getta. Najlepsze meble i ubrania, które tam pozostały, odesłano z Zamościa prawdopodobnie do Niemiec. Rzeczy stare zostały złożone w "Werterfasung" na żydowskim cmentarzu. Polacy i Folksdojcze przychodzili i tanio je kupowali. SS robiło pieniądze. Pieniądz nie śmierdzi.
W tych strasznych masakrach straciłem ojca, matkę, dwie młodsze siostry Sonię i Helę i małego braciszka Hirsza. Samotny i wypalony i zdruzgotany uniknąłem śmierci w piątej akcji, w ostatniej chwili uciekłem i schroniłem się w zakamarku starego, pustego domu. Głodowałem. Dołączyłem do grupy 70 Żydów. Oni mnie ukryli. Jakub Meizel przezywany "Zapałka" (po polsku w oryginale) z powodu wyprostowanej, sztywnej postawy oraz inni, pomogli mi bardzo. Kilkunastu ludzi wyszło z ukryć. Niektórzy wrócili z lasu. Zbliżała się zima, a trzeba było być milionerem żeby móc znaleźć schronienie po stronie aryjskiej. Grupa 70 Żydów wkrótce powiększyła się do 500 " set ludzi. SS w końcu odkryło że jest nas za dużo. Przyszli i zabrali 300 ludzi. Zabrali ich do Łabuń (12 km. od Zamościa), do byłego tartaku. Trochę czeskich Żydów, którzy pracowali tu od pewnego czasu, budowało baraki. Ale świeżo przybyli nie zatrzymali się tam. Naszymi nadzorcami byli SS mani, oficerowie Landkaempfer, Kolb i Eisleben. Ci właśnie zwyrodnialcy przybyli do Łabuń wraz z grupą 300 " stu. "Oddajcie kosztowności i wszystko co macie przy sobie, wtedy będziecie mieli łagodną śmierć, ale jeśli nie..."
Nikt się nie poruszył ani nic nie powiedział. Wtedy oficerowie rozkazali żołnierzom rozpocząć przeszukiwania. Żołnierze SS ruszyli ku Żydom, zrzywali z palców obrączki, kobietom wyrywali kolczyki, przeszukiwali ubrania w nadziei na znalezienie złotych monet lub banknotów. Polakowi który był w pobliżu z parą obcęgów, kazali wyrywać złote zęby, jeśli je ktoś miał. W końcu mordercy zabrali grupę Żydów, prosto do szerokiego, płytkiego rowu, tuż obok tartaku. To miał być ich grób. Polscy świadek opowiadał że każdy z zamordowanych mężnie, bez płaczu, bez krzyków. Mąż i żona trzymali się za ręce, całowali się i spokojnie stali przed lufami karabinów maszynowych. Martwych ułożono w szeregu, jeden przy drugim, w warstwy. Mordercy rzucili na nich kilka łopat ziemi i odeszli, zabierając ze sobą kosztowności i złote zęby, które znaleźli.
3. Ostatni Żydzi Zamościa.
Ostatnich 300 zamojskich Żydów, zabrano do ciężkiego obozu pracy w fabryce amunicji (prochu). Jedynie Żydzi i jeńcy sowieccy pracowali w tym piekle. 40 procent z nas zmarło w pierwszych kilku tygodniach pobytu w obozie z powodu głodu, chłodu i wyczerpującej pracy. Komendantem obozu był SS " man Reepert. Każdego dnia z kilkoma innymi SS " manami zwykł zabijać 30 " 40 więźniów, tych których uznał za "niezdolnych do pracy". SS " man Landkaempfer odkrył w obozie ukrywającego się12 letniego żydowskiego chłopca. Przyprowadził go do swojego biura i krzyknął: "Kładź się na ziemię, będziesz zastrzelony".
"Nie", odpowiedział chłopiec, "Nie położę się, zabij mnie tak jak stoję z głową podniesioną, strzelaj w serce". Rozwścieczony SS " man powalił chłopca na ziemię i wyjął rewolwer. Czy morderca ten będzie odnaleziony i ukarany.? Czy uda mu się uniknąć kary.? Czy można się spodziewać że wszyscy ci mordercy, z obozów, z gett zostaną odnalezieni.? Było ich tak wielu.
4. Partyzantka
Nie byłem jedynym żydowskim chłopakiem, który chciał przyłączyć się partyzantów, była to jedyna droga zemsty na mordercach mojej rodziny. Gdyby Polacy nam w tym pomogli, moglibyśmy utworzyć bitne oddziały partyzanckie, zapełnić nimi lasy, zaszyć się w niedostępnych, bagnistych ostępach. W jaki sposób Polacy nam "pomogli", za chwilę opiszę. Będę relacjonował jedynie moje osobiste doświadczenia Było nas dziesięciu, wszyscy straciliśmy rodziny, przewodził nam energiczny Motel Strigler. Wszyscy razem postanowiliśmy uciec z obozu i storzyć w lesie mały, działający na własną rękę oddział partyzancki.
Po całym szeregu niebezpiecznych i ryzykownych starań udało nam się wejść w kontakt w polskim chłopem. W końcu obiecał on nam za sumę 30 tysięcy złotych że pokaże nam w lesie dogodne miejsca do ukrycia oraz dostarczy kilka karabinów. Część pieniędzy zrabowaliśmy, w końcu złożyliśmy się i wymaganą kwotę dostarczyliśmy chłopu. Pewnej nocy, po przekupieniu straży, wydostaliśmy się z obozu. Chłop, to prawda, dostarczył nam karabiny, ale po przybyciu do lasu zdaliśmy sobie sprawę że nie są one wiele warte, amunicja nie pasowała. W nocy zostaliśmy w lesie napadnięci przez bandę chłopów, prawdopodobnie nasłaną na nas przez naszego "dostawcę", który doskonale znał miejsce naszego ukrycia. Chłopi pobili nas, zabrali nam pieniądze, ubrania, cudem udało nam się ujść z życiem. Oczywiście zabrali także karabiny, niewątpliwie żeby "sprzedać" je innym Głodni i zdruzgotani błąkaliśmy się cały dzień po lesie, zdając sobie sprawę z tego że na każdym kroku czyha na nas śmierć. Niemcy rozdzielili nieco broni pomiędzy niektórych Polaków. Ci przemierzali z nią kraj poszukując ukrywających się Żydów. Żydom.
Nie pozostawało nam nic innego jak tylko próbować wrócić z powrotem do naszego obozu. Mieliśmy jeszcze tyle szczęścia, że udało nam się wrócić z powrotem pomiędzy druty. Dzięki przyjaciołom " współwięźniom, zdołaliśmy przekupić niemieckiego urzędnika w obozowej kancelarii, i wróciliśmy z powrotem na nasze uprzednie niewolnicze stanowisko. Nie zbrakło nam zapału do walki z Niemcami, ale nasze obrzezanie zadecydowało inaczej.
5. Na Majdanku
Dnia pierwszego czerwca 1943 roku, razem z 400 innymi Żydami zostałem wysłany na Majdanek. (...)
Po tkwiących wciąż w pamięci masakrach na ulicach Zamościa, po torturach i chłostach w ciężkim obozie pracy, wydawało mi się że widziałem już wszystko. Nie doświadczyłem wtedy jeszcze piekła Majdanka.
Zaraz po przybyciu zostaliśmy szczegółowo przeszukani, potem nas ostrzyżono i ogolono i zakwaterowano w baraku nr. 19. Gdy tam weszliśmy, SS wieszało właśnie kilku więźniów. Wyglądem przypominali oni szkielety i byli i tak już prawie trupami. Następnego dnia przeżyłem nowe doświadczenie. Elegancki oficer SS " Reichmann przeprowadzał selekcję. Z wyjątkowym spokojem (nigdy nie otwierał ust), przed każdym więźniem robił znak skierowanym do góry kciukiem "na prawo", "na lewo"; co oznaczało "na śmierć", albo "jeszcze nie". Tym razem skierował mnie na prawo, ale nie miałem wątpliwości jaki los mnie czeka. Nieustannie uświadamiał mi to czarny dym, unoszący się z wysokiego komina krematorium. Było jasne że tu zginę. Tajemnicą był jedynie jak?. Czy będę powieszony przez kapo Wyderko?, czy uduszony przez "Dusiciela", utopiony, czy też zastrzelony podczas wykonywania forsownych ćwiczeń, czy zaraz po nich rozszarpany przez wściekłe psy. Sposobów aby zginąć było wiele, żadnej natomiast drogi ucieczki. Nie było sposobu przedrzeć się przez kordon wartowników, morderców z SS, przejść przez kolczaste, naelektryzowane morderczym prądem druty.
W czerwcu 1943 roku, z obozu w Skarżysku przyjechała grupa SS " manów wybrać 1000 więźniów, wykwalifikowanych specjalistów do swego obozu Zapewniali oni że będą oni tam wolni, dostaną dobre jedzenie i zapłatę, itd. Oczywiście nikt w to nie wierzył, ale wszyscy chcieli wyrwać się z Majdanka. Miałem szczęście i znalazłem się w tym tysiącu. Żyłem w raju Skarżyska i Buchenwaldu. Ci wszyscy, krórzy przeżyli te obozy będą po kolei opowiadać swoje własne cierpienia, ja natomiast uważam że obowiązkiem każdego z nich jest świadczyć przeciwko hitlerowskim mordercom, spod których ręki uszli z życiem. Ja tak zrobiłem relacjonując zbrodnie dokonane w naszym mieście Zamościu. Z pośród 10 tysięcy żydowskich jego mieszkańców jak dotąd nie spotkałem nikogo kto ocalał.
Obecnie Niemcy są pokonane. Masakry i okropieństwa wojny mają się ku końcu, lecz nie dla Żydów. Jeszcze dziesięć lat przed wybuchem wojny Hitler wypowiedział ją Żydom. Ciemiężył nas, mordował, wyrzynał, a świat który wszystko widział, milczał. I ciągle zachowuje to milczenie. Wielu ludzi na nowo odzyskało wolność, tysiące Francuzów, Holendrów, Rosjan, którzy tak ja my byli więźniami niemieckich obozów, wracają do domu, my zaś nie. My którym cudem udało się ujść z życiem z masakr w Polsce nie mamy gdzie iść.
Polska zawsze była dla nas nieżyczliwą macochą, wiele wody upłynie zanim okaże nam matczyną życzliwość. Ale my jesteśmy w ruchu. Nie mamy czasu czekać. My także chcemy żyć jak ludzie. Czy nie zasłużyliśmy na to po tylu cierpie Z zezwoleniem, lub bez niego pojadę do Palestyny. A gdy tylko tam przybędę zapytam: "Gdzie jest Irgun, wasza zbrojna organizacja, nauczcie mnie jak najszybciej posługiwać się bronią". A jeśli tym razem to nie Niemcy czy Polacy przyjdą nas mordować, ale Brytyjczycy czy Arabowie, każdy z nas pójdzie i umrze jak powstańcy warszawskiego getta, "stojąc i z bronią w ręku".
Dawid Mekler
Lat 20, mechanik
