Chasydyzm i chasydzi w Lublinie
Z Strona o Żydach lubelskich
Początków chasydyzmu w Lublinie należy doszukiwać się w okresie, gdy do miasta przybył Jakub Icchak Horowitz-Szternfeld, zwany "Widzącym z Lublina" lub "Lublinerem". Nastąpiło to w II połowie XVIII w. Jednakże prawdopodobnie już wcześniej do miasta docierały wieści o tym nowym ruchu mistycznym, który do centralnej Polski przeszczepiony został z Ukrainy przez Galicję. Już w połowie XVIII w. pewne grupy chasydzkie działały na Lubelszczyźnie, a przed Lublinem znanymi ośrodkami tego ruchu były Żelechów i położony zaledwie 25 kilometrów od Lublina Lubartów. Z pewnością więc i w samym mieście mogli zamieszkiwać jacyś chasydzi, albowiem należałoby przyjąć, że "Widzący", chcąc się tutaj osiedlić, musiał wiedzieć, że znajdzie w Lublinie lub jego okolicach zwolenników, którzy popieraliby go nawet w momentach konfliktu z mitnagdim - przeciwnikami chasydów, rekrutującymi się spośród tradycyjnych Żydów. Do takich należał chociażby największy przeciwnik chasydyzmu, a Horowitza w Lublinie w szczególności, miejscowy rabin Azriel Horowitz, zwany "Żelazną Głową". Przydomek ten uzyskał właśnie z powodu swojego oporu wobec chasydyzmu, który dla miejscowych Żydów był wtedy niezwykłą nowiną. Ten mistyczny ruch, którego założycielem był Baal Szem Tow - Pan Dobrego Imienia, niósł ze sobą nadzieję przede wszystkim dla wszystkich uboższych i niewykształconych Żydów, że mogą być oni godni obcowania z Bogiem, nie posiadając przy tym wiedzy wyniesionej ze świętych ksiąg. Jednocześnie mogą chwalić Pana w każdym momencie i czynić to we własny sposób, nie patrząc na uszanowane wiekami tradycje synagogalnej liturgii, do której dopuszczano jedynie najbardziej zasłużonych, bogatych i wykształconych. Oczywiście, jednocześnie w życiu prywatnym bardzo ściśle przestrzegano wszystkich zasad judaizmu, a w późniejszym okresie właśnie grupa chasydów stała się tym czynnikiem, który stał na straży odwiecznych tradycji, których nie powinno zmieniać się nawet w najmniejszym stopniu, ponieważ groziło to odejściu od judaizmu. Ważną zmianą w liturgii chasydzkiej był również fakt, że Imię Pana chwalono radoście, śpiewając i tańcząc, a nie odprawiając jedynie traycyjne modły w synagodze. Wracając do samego "Widzącego". Do Lublina przybył już otoczony sławą ucznia Elimelecha z Leżajska, który odkrył w nim nie tylko dar cadykizmu, ale także dar jasnowidzenia. Stąd też jego przydomek - "Widzący" (w jidysz "Zeer fun Lublin", po hebrajsku "Choze mi Lublin"). Sam pochodził z rabinackiej rodziny. Urodził się w 1745 r. w Józefowie Biłgorajskim, gdzie jego ojciec przewodził miejscowej gminie, chociaż niketórzy biografowie wskazują na wieś Łukową koło Józefowa, co raczej wydaje się mało prawdopodobne, ponieważ nie istniała tam osobna gmina żydowska. Nauki pobierał na dworze Elimelecha z Leżajska, jednego z najsłynniejszych cadyków chasydzkich, dzięki któremu chasydyzm rozwinął się w XVIII w. w Galicji i w centralnej Polsce. Wystarczy wspomnieć, że jego uczniami byli późniejsi, najznamienitsi cadycy na ziemiach polskich. Stamtąd Jakub Icchak Horowitz dotarł do Lublina, ocierając się po drodze o Kazimierz Dolny. Początkowo osiedlił się nie w samym mieście, a w pobliskiej Wieniawie (dzisiaj jest to część samego Lublina, położona bardzo blisko centrum miasta). Kiedy to dokładnie nastąpiło, tego nie wiadomo. Natomiast z powodu, że pierwszy dwór "Widzącego" mieścił się właśnie w Wieniawie, miasteczko to przeżyło swoje tzw. "pięć minut w historii" - stało się po prostu centrum chasydyzmu na Lubelszczyźnie. Docierali tu nie tylko lubelscy zwolennicy "Chozego", co zresztą czynili mniej lub bardziej potajemnie z obawy przed reakcją oficjalnego rabina lubelskiego. Szybko na dwór "Lublinera" przybyli także uczniowie, rekrutujący się spośród rzesz żydowskich całej Polski, Galicji, a nawet Wołynia. Sława jego cudów, na których zresztą opierał swoją działalność dotarła praktycznie wszędzie. Przez pewien czas sam żydowski Lublin zamknięty był przed nim jako miejsce osiedlenia z powodu bardzo silnej opozycji rabina "Żelaznej Głowy" i tradycyjnych urzędników z miejscowego kahału. Jednakże, gdy okazało się, że Horowitz posiada zwolenników również w grupie miejscowych bogaczy i gdy jeden ze znanych kupców lubelskich zaproponował mu przeniesienie się w obręb Żydowskiego Miasta na Podzamczu, nawet kahalnicy musieli ulec. Jakub Icchak Horowitz przeniósł dwór w samo centrum dzielnicy żydowskiej w Lublinie. Jego siedzibą stała się kamienica przy ul. Szerokiej 28, głównej ulicy żydowskiej w mieście. Na tyłach tego domu stanęła także chasydzka bóżnica, której otwarcie nastąpiło w 1794 r. Prawdopodobnie była to pierwsza oficjalnie działająca modlitewnia należąca do chasydów w centralnej Polsce. Już na początku XIX w. jej część pozostawała pod administracją miejscowej gminy żydowskiej. Bardzo szybko jego dom zapełnił się rzeszami miejscowych i przyjezdnych zwolenników. Chociaż nie brakowało wśród nich i takich, którzy po pewnym czasie odchodzili od niego zrażeni jego nauką "praktycznego cadykizmu". Idea ta opierała się na zasadzie, że cadyk może wszystko dzięki modlitwie i cudom, ale wykształcenia nie musi posiadać. Oczywiście, należy założyć, że "Lubliner" posiadał wykształcenie religijne, ale z pewnością bardziej polegał na swoim darze jasnowidzenia, który musiał być widomym znakiem łaski Boga dla jego zwolenników. Jego uczniów porywała także żarliwa modlitwa i ekstaza, dzięki której pozostawał z bezpośrednim kontakcie z Bogiem. Tłumy chasydów przybywały do Lublina szczególnie pod koniec tygodnia, gdy zaczynał się szabat. Spędzali oni to najważniejsze święto w judaiźmie wraz ze swoim cadykiem. świętowano je radośnie, tańcząc i śpiewając, jak nakazywała tradycja chasydzka. Niejednokrotnie też przy tym w stan ekstazy wprowadzając się za pomocą alkoholu, co znowóż ściągało na nich potępienie ze strony mitnagdim, którzy oskarżali chasydów nie tylko o to, że fascynują się tanimi sztuczkami, branymi za cuda, ale także, że poprzez swoje radosne i alkoholowe świętowanie demoralizują młodzież. Oskarżenia te powielane będą przez cały XIX w., a powtarzać je będą nie tylko mitnagdim, ale także, a może nawet przede wszystkim asymilujący się maskilim - zwolennicy Haskali, czyli żydowskiego Oświecenia. "Lubliner" był nie tylko cudotwórcą, ale także nauczycielem. Jego uczniami byli praktycznie wszyscy najbardziej znani założyciele wielkich dynastii chasydzkich na ziemiach polskich. Według chasydzkiej tradycji, reb Jakub Icchak posiadał dar odkrywania cadykizmu w swoich uczniach. Jego odkryciem byli między innymi cadycy-założyciele takich znanych dynastii, jak: Alterów z Góry Kalwarii, Rokeachów z Bełza czy Taubów z Kazimierza Dolnego. Przez pewien czas wśród uczniów "Lublinera" można było spotkać założyciela dynastii z Kocka, reb Menachema Mendla Morgenszterna i pierwszego cadyka z dynastii Izbica-Radzyń, reb Mordechaja Josefa Leinera. Ci dwaj ostatni odeszli od "Widzącego", ponieważ nie godzili się z jego "praktycznym cadykizmem". Największy rozgłos przyniosły "Lublinerowi" czasy napoleońskie. Według tradycji chasydzkiej, gdy wojska napoleońskie wkroczyły w 1806 r. na ziemie polskie, Napoleon Bonaparte wysłał do najważniejszych rabinów i cadyków listy z zapytaniem, czy Żydzi polscy poprą jego armię. Wtedy właśnie w Lublinie, przy Szerokiej 28 odbyło się spotkanie trzech najważniejszych przywódców chasydzkich - "Lublinera", świętego Juda z Przysuchy i Magid z Kozienic " Izrael Hapstein. Podczas tego zjazdu trzej cadycy, pod wpływem przepowiedni "Widzącego", który stwierdził, że Napoleon poniesie w niedługim czasie klęskę w Rosji, postanowili, że Żydzi powinni wstrzymać się od jakichkolwiek deklaracji w stosunku do Francuzów. Pomijając sam fakt przepowiedni, bardzo ważną rolę w tej postawie miał także wpływ ideologii Rewolucji Francuskiej, która co prawda niosła ze sobą hasła równouprawnienia dla wszystkich, ale także znosiła tym samym wszelkie odrębności, w tym także religijne i obyczajowe, a to już było wbrew tradycji żydowskiej. Ważniejszy był jednak wymiar metafizyczny tego problemu. "Widzący" stwierdził, że Napoleon jest uosobieniem Armiliusza - symbolu największego Zła w judaiźmie. Jego kampanię rosyjską scharakteryzował jako walkę Dobra ze Złem. Oczywiście, nie chodziło tu bynajmniej o fakt, że car Aleksander I miał być uosobieniem dobra. Ważniejszą kwestią było mianowicie to, że wraz z klęską Napoleona w Rosji rozpocznie się wiek mesjański, czyli wyzwolenie Żydów. By tego dokonać, należało wspólnie uprosić Niebo, by zesłało Mesjasza. Podjęli się tego właśnie owi trzej cadycy. Niestety, to Niebo chce decydować, kiedy przyjdzie Mesjasz i srogo ukarało śmiałków za takie przepowiednie i działania. W 1813 r. zmarli święty Jud i Magid z Kozienic. W następnym roku kara dosięgnęła "Widzącego". Złożony niemocą, pozostawał w swoim pokoju, w domu przy Szerokiej 28. Pewnego ranka jego ciało znaleziono, wyrzucone przez okno, na ulicy. Nikt z domowników nie słyszał żadnego hałasu. Wszyscy stwierdzali, że żadna ludzka siła nie mogła wyrzucić cadyka przez wąskie okna jego pokoju. Musiały to uczynić zatem duchy lub anioły zesłane przez Boga, który pragnął ukarać zuchwałego rebe. Do dzisiaj chasydzi opowiadają o tym wydarzeniu jako o realnym fakcie. Według oponentów "Lublinera" śmierć miała nastąpić w bardziej prosty sposób. Opowiadali oni, że musiał być tego wieczoru zamroczony alkoholem, od którego nie stronił i sam wypadł przez okno. Zmarł w 1815 roku - roku klęski Napoleona. Spoczął na lubelskim Starym Cmentarzu żydowskim, a jego grób do dzisiaj jest miejscem, do którego ściągają pielgrzymki chasydów z całego świata. Jakub Icchak Horowitz nie założył własnej dynastii. Żaden z jego synów nie posiadał ani daru jasnowidzenia, ani przewodzenia masom chasydzkim. Jeden z nich, Izrael, pełnił funkcję rabina w Tarczynie, ale nigdy nie zyskał takiej sławy jak ojciec. Inny był za to znanym kupcem lubelskim i rodzina Horowitzów-Szternfeldów zamieszkiwała w Lublinie aż do okresu II wojny światowej. Część tego rodu rozproszyła się po Polsce i poszczególni członkowie korzystali ze sławy imienia swojego pradziada - ważne to było chociażby w przypadku zawierania małżeństw. Niektórzy z nich byli rabinami, ale nie cadykami, chociaż chcieli za takich uchodzić. W połowie XIX w. na lubelskim przedmieściu Piaski funkcję rabina pełnił Zysie Szternfeld, który był prawnukiem "Widzącego". Natomiast w okresie międzywojennym, w nieodległym od Lublina Zamościu działał także rabin Horowitz-Szternfeld, który nawet pretendował do roli zamojskiego "Widzącego".
Następne generacje. Przez długi czas po śmierci "Widzącego" w Lublinie nie było innego przywódcy chasydzkiego, chociaż miasto uchodziło za centrum chasydyzmu i największe skupisko tego ruchu w tej części Polski. Dawni zwolennicy Jakuba Icchaka Horowitza rozdzielili się pomiędzy zwolenników jego uczniów. Największe wpływy w Mieście Żydowskim posiadali Kocker rebe, Menachem Mendel Morgensztern, rezydujący w pobliskim Kocku oraz Mordechaj Josef Leiner z Izbicy. Wtedy też zaczęły powstawać w Lublinie osobne chasydzkie domy modlitwy - sztiblech (izdebki), w których zbierali się na modlitwę zwolennicy róznych cadyków. W połowie XIX w. w mieście można było spotkać następujące grupy chasydzkie: lubelska, kocka, izbicka, turzyska (Turzysk na Wołyniu), kozienicka, kazimierska i grupa zwolenników cadyka z Góry Kalwarii. Każda modliła się w osobnej modlitewni, zorganizowanej najczęściej w prywatnym mieszkaniu któregoś ze zwolenników poszczególnych cadyków. Niejednokrotnie grupy te były ze sobą skłócone i nie do pomyślenia był fakt, żeby mogły modlić się razem. Jedynie lubelscy chasydzi pozostali przy bóżnicy założonej jeszcze przez "Widzącego" przy Szerokiej 28, ale i tam trwały kłótnie pomiędzy spadkobiercami tego budynku. Kolejny cadyk, który pojawił się w Lublinie, pochodził z zachodu Polski i jednocześnie mógł się poszczycić znamienitymi przodkami. W 1857 r., w domu przy Szerokiej 40 osiadł Jehuda Lejb Eiger, wnuk Akiby Eigera, Gaona z Poznania i syn Salomona, rabina w Kaliszu. Pochodził z rodziny przeciwników chasydyzmu, ale pod wpływem chasydzkiej atmosfery w Lublinie, do którego przeniósł się, ponieważ stąd pochodziła jego żona oraz studiów u Mordechaja Josefa w Izbicy, sam stał się zwolennikiem tego ruchu, a za namaszczeniem izbickiego cadyka przejął zwierzchnictwo nad chasydami lubelskimi. Po śmierci swojego nauczyciela stał się także przywódcą części chasydów izbickich. Nazywany był "Płaczącym Cadykiem", a to z powodu swojej ideologii umartwiania się i ascezy. Szybko zdobył sobie rzesze zwolenników nie tylko w mieście. Jego sława była nieco inna niż "Lublinera". Nie był już tylko "praktycznym cadykiem", czyniącym cuda. Znany z powodu uczoności, sam piszący traktaty religijne, zyskał sobie uznanie nie tylko wśród chasydów, ale także otaczali go szacunkiem również mitnagdim oraz grupa asymilującej się inteligencji, oficjalnie odcinającej się od "zabobonnych i ciemnych chasydów". Reb Jehuda Lejb miał znajomych nawet wśród chrześcijan. Jego pozycja była tak znaczna, że nie tylko był oficjalnym członkiem sądu rabinackiego w Lublinie, ale zaproszono go także do uczestnictwa w pracach żydowskiego Komitetu Szkolnego, którego zadaniem była reforma tradycyjnego szkolnictwa religijnego. Jehuda Lejb Eiger był założycielem lubelskiej dynastii chasydzkiej, która przewodziła miejscowym chasydom aż do wybuchu II wojny światowej. Po jego śmierci w 1888 r. zaszczyt cadyka lubelskiego przejął jego syn Abraham, wcześniej posiadający swój niewielki dwór w Kraśniku. O nim lubelscy Żydzi opowiadali, że był także wielkim mędrcem i ostanim wielkim cadykiem w Lublinie. Po jego śmierci, w 1914 r. dynastia zdegenerowała się. Doszło do konfliktu pomiędzy dwoma synami Abrahama - Azrielem-Meirem i Szlomo. Obydwaj chcieli przewodzić chasydom lubelskim. Szlomo jako młodszy dokonał swoistego zamachu stanu, zmuszając starszego brata do wyjazdu z Lublina. Osiadł w Pilawie, po drodze z Lublina do Warszawy. Za nim poszła część jego lubelskich zwolenników, którzy w Lublinie założyli odrębny sztibl. Mieścił się on przy ul. Kowalskiej i modliły się tutaj te osoby, które uważały się za bezpośrednich spadkobierców najczystszej linii chasydyzmu lubelskiego. Wśród nich był jeden z ostatnich potomków "Widzącego", Kopel Horowitz-Szternfeld. Szlomo Eiger pozostał w rodzinnym domu przy Szerokiej 40 i tu przybywały rzesze chasydów z miasta i prowincji: Cadyk Szlomo Eiger (jak wspomina Aleksander Szrift, lublinianin, żyjący dzisiaj w Izraelu) posiadał duże wpływy w Lublinie i na prowincji. W każdą sobotę przybywali do niego jego chasydzi. Większość tych osób była niezamożna. W szabat zostawiali swoje rodziny i przyjeżdżali do Eigera, by zasiąść przy jednym stole ze swoim rebe. Mówiono, że przychodzą łapać szirajim " pozostałości jedzenia, które pomiędzy swoich zwolenników dzielił rebe. Główne dania dzielono przede wszystkim pomiędzy najbogatszych, którzy mieli zaszczyt zasiadania najbliżej osoby cadyka. Oczywiście związane to było z pieniędzmi, które Eiger otrzymywał od nich, o czym będzie za chwilę. Natomiast chasydzka hołota, pospólstwo, siedziało dalej i właśnie szirajim zostawiano dla nich. Chasydzi w ogóle przypisywali pieniądzowi moc oczyszczającą. Głoszono wśród nich zasadę, że "pieniądze oczyszczają z różnych grzechów". Każda porada u rebego kosztowała, każde popełnione przewinienie można było odkupić odpowiednio wysokim datkiem, który szedł do kasy cadyka. (...) Nic więc dziwnego, że cadycy w Polsce byli bardzo bogaci. Jak mówi polskie przysłowie: "Za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze lud się podli". (...) Dzieci Eigera chodziły bardzo elegancko i już całkiem po europejsku ubrane. (...) Na święta żydowskie, gdy przyjeżdżało do niego szczególnie dużo chasydów, zwłaszcza z prowincji, cała Szeroka robiła się czarna od chasydzkich kapot. Ale Eiger, mimo silnej pozycji, nie miał aż tak wielkiego wpływu na lubelskich Żydów. Naprzeciwko jego okien, po drugiej stronie Szerokiej, pewna Żydówka miała sklep i otwierała go, ku zgrozie rebego i jego chasydów w soboty. Nie pomagały żadne klątwy i moralne perswazje, bo kobieta ta nie znała nawet w ogólnym pojęciu słowa moralność. Obecnie w Jerozolimie ten numer nie przeszedłby i musiałaby zamknąć sklep w sobotę. (Wspomnienia Aleksandra Szrifta, w zbiorach autora) Fakt, że Szlomo Eiger został cadykiem lubelskim w atmosferze pewnego skandalu wcale nie przeszkadzał, że cieszył się on wielkim uznaniem, nie tylko wśród chasydów, ale także rabinów. To właśnie jego wyznaczył rabin Meir Szapiro, założyciel i pierwszy rektor Jesziwas Chachmej Lublin, na swojego następcę. Kandydatura ta wzbudziła jednak wiele kontrowersji wśród części studentów jesziwy. Mimo ich strajku, Szlomo Eiger był kolejnym rektorem uczelni rabinackiej. Poparły go na tym stanowisku polskie władze państwowe. W momencie wybuchu II wojny światowej wygasły konflikty pomiędzy braćmi. Obydwaj znaleźli się w getcie warszawskim i tu zmarli, jeszcze przed jego likwidacją. Na nich zakończyła swoje istnienie dynastia lubelska. Pozostałością po Eigerach w Lublinie jest ich rodzinny ohel, znajdujący się na Nowym Cmentarzu żydowskim przy ul. Walecznych. Spoczywają tu Jehuda Lejb oraz jego synowie Azriel i Abraham. Obecny budynek jest nowy. Stary budynek ohelu został zdewastowany dwukrotnie - raz w czasie II wojny światowej i odbudowano go w 1958 r. Po raz drugi dewastacja i zniszczenie nastąpiły w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Oprócz miejscowych linii chasydzkich, w okresie międzywojennym w Lublinie osiedli przedstawiciele innych wielkich dynastii. Po I wojnie światowej przy ul. Lubartowskiej 30 mieszkał reb Rabinowicz, syn cadyka z Białej Podlaskiej. Była to niewielka, ale ciesząca się uznaniem, zwłaszcza wśród zamożnych chasydów, dynastia. Jej sława nieco przygasła w czasie rewolucji 1905 r., gdy okazało się, że jeden z synów Bialer rebe był członkiem socjalistycznego, antyreligijnego Bundu. Przy tej samej ulicy, ale pod nr 38, gdzie od XIX w. znajdował się sztibl humańskich chasydów, po 1917 r., gdy granice z Rosją Radziecką zostały zamknięte, modlitewnia ta stała się ogólnopolskim centrum tej grupy chasydzkiej, nazywanej także di Tojte Chassidim ("Martwi Chasydzi"). Ich przywódca, słynne cadyk Nachman z Bracławia, działający jeszcze w XVIII w. w Humaniu, nie pozostawił po sobie następców. Stąd zbierali się oni bez przywódcy, chwaląc imię swojego założyciela. Polscy chasydzi z Humania przybywali na rocznicę śmierci sojego mistrza właśnie do Lublina. W Lublinie osiadł także reb Mosze Twerski, syn cadyka z Turzyska oraz Mosze Sznejerson, syn cadyka z Lubawicz. Ten ostatni nauczał w synagodze na Piaskach, gdzie wspólnie modlili się chasydzi i ich przeciwnicy. Wszyscy z nich wymienieni, w okresie II wojny światowej znaleźli się w lubelskim getcie. Część z nich ginęła w obozie zagłady w Bełżcu, inni w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Wiadomo jest, że Mosze Twerski został rozstrzelany wraz z rodziną w lesie krępieckim w kwietniu 1942 r. Rodzina Twerskich z Lublina nie dostała pozwolenia na zamieszkanie w getcie szczątkowym na Majdanie Tatarskim i podczas selekcji jego mieszkańców trafiła do obozu na Majdanku, a stąd tego samego dnia odwieziono ich do Krępca, na egzekucję, wraz z około 2000 innych Żydów lubelskich.
Robert Kuwałek
