Aniela Rolnik

Z Strona o Żydach lubelskich

Aniela Rolnik, ur. 15. 10. 1926 r. w Izbicy, zamieszkała - Izbica, ul. Lubelska 59.

Przed wojną i w czasie wojny mieszkałam w Izbicy, w odległości 500-600 metrów od cmentarza żydowskiego. Moja mama pochodziła z Izbicy. Przed wojną w Izbicy mieszkało tylko kilka polskich rodzin - Bazylkowie, Zamlowie, Królikowscy i koło garbarni Kuszykowie. Reszta to byli sami Żydzi. Było trochę bogatych Żydów, na przykład Altmanowie, do których należała garbarnia i prowadzili handel z okolicznymi dworami. Ci mieli dużo pieniędzy. Zamożni byli żydowscy rzeźnicy. Był też Icek - handlarz krów - nazwiska jego dzisiaj nie pamiętam. Na Podcieniu Jankiel prowadził zamożniejszy sklep łokciowy, a Auty miał skład apteczny w Rynku. Mieścił się na przeciwko dzisiejszej apteki. Auty wystawił też w Izbicy dużą kamienicę i do dzisiaj ludzie mówią na nią "Auty kamienica". Większość jednak izbickich Żydów to była biedota, która mieszkała w małych i zapuszczonych domkach. Domki stawiali jeden obok drugiego, wykorzystując ściany sąsiednich domów, tak że wystarczyło tylko dobudowac przednią i tylną ścianę oraz dach. To była straszna biedota, a cała Izbica była brudna, biedna i śmierdząca. Biedni prowadzili małe sklepiki, w których było wszystko - koszyki na kartofle, nafta, sól i olej. Biedni żydowscy szklarze brali ramki ze szkłem na ramiona i chodzili po wsiach szklić okna za parę groszy. Ale wszyscy byli między sobą bardzo zgodni i nie było takiej sytuacji, żeby jeden drugiemu odmówił postawienia obok siebie domu. Ja mieszkam teraz w takim domu, którego dwie ściany należą do sąsiednich domów. Przed wojną mieszkał tu krawiec Waserman, u którego moja mama zamawiała ubrania. Po wojnie dom stał pusty. Wprowadził się tu Polak, od którego odkupiliśmy ten dom. Mieszkanie to było strasznie zapuszczone. Nasi izbiccy Żydzi byli bardzo brudni i niechlujni. Przy ul. Lubelskiej, na przeciwko obecnego mojego domu mieściła się synagoga. Był to duży budynek, wybudowany z białego kamienia. Przy synagodze mieszkał rabin. W czasie wojny Niemcy kazali rozebrać synagogę, ale po wojnie jeszcze stała tu ruina. Potem kupił ten plac i tę ruinę niezbyt bogaty ogrodnik, który przyjechał tu z jakiejś wsi. Jak budował swój dom, to chyba musiał znaleźć w tych ruinach jakiś skarb, bo szybko się wzbogacił. Teraz na miejscu synagogi stoją jego szklarnie. Jak wyglądała w środku ta synagoga, nie wiem, bo kiedyś dzieci tak nie interesowały się wszystkim, jak teraz. O rabinie nasi ludzie mówili (tj. Polacy - przyp. RK), że każdego tygodnia chodził na Rynek i dyktował Żydom ceny, ale ja nawet dokładnie nie pamiętam, który to był rabin w Izbicy. W Izbicy kościoła nie było - była tylko synagoga, a Polacy do kościoła chodzili do Tarnogóry i tak jest do dzisiaj. Sama Izbica, jako osada w czasie wojny nie była zniszczona, ale po wojnie częśc tych drewnianych, walących się domów ludzie rozebrali, bo nie dawało się w nich mieszkać. Inne wyremontowano i przebudowano i pewnie dlatego wydaje się, że w Izbicy jest tyle nowych domów. W czasie wojny dla izbickich Żydów nie było getta. Mieszkali normalnie w całej osadzie. Getto Niemcy zrobili tylko dla Żydów przywożonych tutaj z Czech, Łodzi, czy Niemiec. Mieściło się ono w budynku straży pożarnej, za torami. Całe getto to był tylko ten budynek, otoczony drutem kolczastym. Jak jechały transporty do Bełżca, to zatrzymywały się w Izbicy i Niemcy wybierali z nich młodych i zdrowych. Odprowadzali ich do getta, a reszta jechała od razu do Bełżca, do krematoriów. Najczęsciej przyjeżdżali w pociągach towarowych, gdzie wagony, posypane wapnem pełne były na wpół żywych ludzi. Długo ich pewnie wieźli, więc często przyjeżdżały tu takie transporty, w których bardzo wiele osób już nie żyło. Ale zawsze wybierano z nich jeszcze zdorwszych ludzi. Czescy Żydzi nie chcieli nic mieć do czynienia z naszymi Żydami. Mówili o nich, że to brudasy i wszarze. Brzydzili się nawet wziąść od nich wody. Za to Polacy przerzucali chleb do getta. Jedni to robili za darmo, inni za jakieś pieniądze. W Izbicy był taki gestapowiec Engels - prawdziwy diabeł. Strzelał do ludzi na ulicach. Raz przyjechal do naszych izbickich Żydów i zażądał od nich dużo złota - jakąś figurkę ze złota. Oni się zebrali i mu dali, bo obiecał im, że ich nie wysiedlą. Gdy wziął, to powiedział, że wysiedlenia nie będzie. Jak oni się wtedy cieszyli! Za tydzień Engels był znowu w Izbicy i znów zażądał złota, a Żydzi mu dali. Aż w końcu było wysiedlenie. Zagoniono ich z całej osady na plac, gdzie był i jest do dzisiaj targ i poprowadzili ich do transportu, który stał na stacji. Szli, jak niebożątka. Ale nie wszystkich wtedy wywieziono. Części pozwolono zostać, inni się pochowali. Potem Niemcy i nasi volksdeutsche robili obławy w całej osadzie. Naszym chłopcom kazali kopać doły na cmentarzu żydowskim. Do kopania dołów pognali też część Żydów. Potem poprowadzili ich na cmentarz i tam zaczęli rozdzielać - osobno dzieci, osobno dorośli. Straszny był tam jęk, płacz i lament. Słyszałam to i pamiętam. Osobno też wszystkich rozstrzelano. Mogiła dziecinna jest w pobliżu, gdzie teraz jest pomnik księdza Pawłowskiego. Dzieci leżą w nogach tego pomnika. W ogóle na kirkucie jest kilka takich zbiorowych dołów - leży tam kilka tysięcy ludzi - z Izbicy, Zamościa, Lublina i ci czescy i niemieccy Żydzi też. Jak gonili wtedy Żydów na cmentarz, to jeszcze szukali takich, którzy próbowali uciekać i ukrywać się. Pamiętam, jak szłam wtedy ulicą - strasznie się bałam, że i mnie zabiją - patrzę, a tu ucieka stara, biedna Żydówka, która założyła na głowę chustkę tak, jak to robiły polskie kobiety. Niemiec zamierzył się do niej z karabinu, ale ja poprosiłam go, żeby jej nie zabijał, bo ona jest biedna. On ją puścił i powiedział - "Niech ucieka i tak ją zaraz inny zastrzeli". Po egzekucji Niemcy kazali naszym chłopcom zakopać te doły. Nie byłam tam, ale słyszałam jak ludzie mówili, że wiele osób leżało tam rannych i takich żywych trzeba było ich zakopać. Muszę powiedzieć, że Polacy to chytry naród. Niektórzy zaraz po wojnie zaczęli rozkopywać te groby i sprawdzać, czy w butach nie ma złota. Sama widziałam taki rozkopany dół i podarte buty, porozrywane obcasy. Niedawno nawet próbowali rozkopywać grób dziecinny. Przyjechały tu dwie Żydówki, chyba z Ameryki i one zakopywały potem ten dół. Sama im pożyczałam łopatę. Część Żydów próbowała się ukrywać. Na przykład Blatt z Izbicy. Ukrywał się ze znajomymi pod Izbicą u Bojarskich. Bojarski zastrzelił tych dwóch znajomych Blatta, a jego tylko postrzelił. Po wojnie Bojarski ze strachu uciekł do Szczecina i tam zmienił nazwisko. Ale znaleźli go tam i zastrzelili. Rodziny nie ruszyli, tylko jego. Ale z Bojarskich nikt nie wrócił na ojcowiznę. Wszystko tam stoi ugorem i jedna wielka ruina. W okolicznych wsiach znaleźli się też tacy, co wydawali Niemcom ukrywających się Żydów. Byli tu też volksdetsche - przed wojną Polacy, co to poczuli się w czasie okupacji Niemcami. Ci pomagali Niemcom zabijać. Pamiętam jak raz mój brat przyjechał z robót z Niemiec. Dostał urlop. To było albo w 1943, albo w 1944 r. Siedział wtedy na strychu i zobaczył jak Niemiec wyprowadził z kryjówki znajomą rodzinę żydowską - dwoje dziadków, ojciec i troje dzieci. Matka ich już nie żyła - zginęła w czasie nalotu w 1939 r. Ten Niemiec wyprowadził ich na taki mostek. Kazał się im położyć twarzą do ziemi i po kolei wszystkich zastrzelił, strzelając w tył głowy. Mój brat z przerażenia załatwił się pod siebie. Gdy siedział w Niemczech, wysyłaliśmy mu listy i czasami pisaliśmy mu, co się robi z Żydami w Izbicy. On to czytał swojemu niemieckiemu bauerowi, u którego pracował, a ten Niemiec mu nie wierzył. Mówił, że to niemożliwe, żeby Niemcy robili coś takiego. Po wojnie do Izbicy nie wrócił żaden Żyd. Nie mieli tu po co wracać, bo już nikogo tutaj z ich ludzi nie było. Jeszcze w czasie wojny zaczęli się tu sprowadzać Polacy z różnych wsi - dalszych i bliższych. Najczęściej przyjeżdżali tacy, którzy sami pochodzili ze zniszczonych wsi, a tutaj domy stały. Część domów wzięła gmina, a część przyjezdni kupowali. Burzyli stare, drewniane domki, a na ich miejsce stawiali nowe. Częśc domów wyremontowano. Teraz Żydzi przyjeżdżają tu tylko na kirkut, którym się opiekuję. Przyjeżdżają najczęściej rabini, bo tu jest grób znanych rabinów. Nawet im taki domek postawili (ohel - przyp. RK). Sprzątam ten domek, żeby tam czysto było. Na cmentarz przyjeżdżają też Niemcy, to ich oprowadzam i opowiadam, co tu się działo. Relację spisał Robert Kuwałek