Żydzi Łęczyńscy w latach 60 - tych XIX w. W świetle akt notarialnych
Z Strona o Żydach lubelskich
Kapitalnym materiałem źródłowym do badań nad zamożnością i kulturą materialną jednostek, rodzin i całych społeczności lokalnych stanowią akta notarialne. Znajdujące się w nich testamenty, akta kupna-sprzedaży, umowy handlowe, intercyzy przedślubne czy też inwentarze pośmiertne zawierają wiele cennych informacji na temat minionej codzienności, których próżno by szukać w podręcznikach historii czy pamiętnikach. Dotyczy to również mieszkańców Łęcznej, miasta żyjącego jeszcze 100 lat temu głównie z jarmarków i chociaż już w XIX w. mocno podupadłego gospodarczo, to jednak stanowiącego liczący się w skali guberni ośrodek handlowy. Liczna społeczność żydowska w Łęcznej, skupiająca w swoich rękach miejscowy handel i rzemiosło, niewiele pozostawiła po sobie śladów kultury materialnej. Na podstawie zachowanych do dzisiaj w mieście obiektów trudno jest odtworzyć życie codzienne łęczyńskich Żydów. Na szczęście z pomocą przychodzą nam właśnie wspomniane akta notarialne, głównie księgi notariuszy miasta Lubartowa, gdzie łęczyńscy starozakonni w XIX w. Załatwiali od strony urzędowo-prawnej swoje interesy. Księgi te obecnie znajdują się w zasobie Archiwum Państwowego w Lublinie. Zadałem sobie trud, by wyrywkowo przeszukać lubartowskie księgi notarialne z lat 60-tych XIX w. i wyłowić z nich kilka przykładów dokumentów majątkowych, obrazujących zamożność łęczyńskich Żydów. Znalazłem kilka intercyz (umów majątkowych) przedślubnych, trzy testamenty i trzy inwentarze pośmiertne. Już przy wstępnej kwerendzie nasuwa się myśl, że Żydzi łęczyńscy w XIX w. nie byli zamożną społecznością - niewiele pozostało po nich zapisów notarialnych, przynajmniej tych dokonywanych w Lubartowie. Już sam fakt, że w księgach z lat 1855-1867 odnalazłem tylko kilka ich przykładów, świadczy o tym, że w zasadzie miejscowi Żydzi musieli być tak ubodzy, że po prostu nie mieli co zapisywać w swoich testamentach. Intercyza przedślubna zawierana była zazwyczaj między osobami, które mogły się podzielić ze sobą jakimkolwiek majątkiem. W jeszcze większym stopniu dotyczy to osób spisujących testamenty oraz takich, po których spisywano inwentarze pośmiertne. Gdy studiujemy tego typu dokumenty odnosimy wrażenie, że sporządzone one były przez ludzi należących do zamożniejszej grupy społeczeństwa, a ta w Łęcznej nie była zbyt liczna. Stąd też niezbyt wiele zachowało się takich akt. W księgach za lata 1862-1867 natrafiłem na tylko dwie intercyzy przedślubne. O ich zawarciu informowano zazwyczaj przy spisywaniu aktu ślubu. Obydwie pochodziły z 1867 r. Trzy inwentarze pośmiertne pochodzą z lat 1860-1865 (w tym dwa z 1860 r.), a trzy testamenty z lat 1855-1863. Zaznaczam, że moja kwerenda nie była dokładna i być może, dokonując dodatkowych poszukiwań, nawet w księgach notariuszy lubelskich, znalazłoby się więcej informacji o łęczyńskich Żydach. O tym, że Żydzi w Łęcznej w XIX w. stanowili społeczność w swojej masie ubogą, świadczy nie tylko skąpa liczba zapisów notarialnych. Częste pożary miasta i ogólna sytuacja ekonomiczna Królestwa Polskiego w I połowie XIX w. bardzo mocno nadwyrężyły zasoby majątkowe miejscowych Żydów. Już w 1830 r. miejscowy Dozór Bóżniczny narzekał w piśmie do władz państwowych, że w mieście nie było żadnego Żyda, który nie mógłby dać chociaż kilkanaście złotych na składkę przeznaczoną na utrzymanie obiektów gminnych. Po pożarach miasta w latach 1846 i 1848 łęczyńscy Żydzi byli tak ubodzy, że nie stać ich było na odbudowę spalonej bóżnicy i łaźni. Nic więc dziwnego, że badacz usiłujący dzisiaj zrekonstruować stan zamożności, czy też obraz życia codziennego miejscowych Żydów, ma do dyspozycji niewielką ilość materiału źródłowego o charakterze majątkowym. Jednakże to, co pozostało daje nam pewien obraz społeczności żydowskiej miasta. Przyjrzyjmy się więc jak on wyglądał w latach 60-tych XIX w. Jeden z testamentów, na który natrafiłem, zachował się w formie w miarę dokładnego odpisu w aktach Centralnych Władz Wyznaniowych Królestwa Polskiego, znajdujących się w zasobie warszawskiego Archiwum Głównego Akt Dawnych. Pochodzi on z 1862 r. i spisał go Hersz Rejchstein, z zawodu furman, ale w rzeczywistości człowiek jak na warunki łęczyńskie bardzo zamożny. Testament ten dotyczył głównie zapisu na rzecz Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Łęcznej. Hersz Rejchstein ofiarował bowiem dochody ze swojego sklepu na rzecz ubogich, miejscowych Żydów, modlących się za duszę jego oraz jego żony Rywki Rudy z Geldmanów. Nabożeństwa te miały się odprawiać w gminnej bóżnicy, a wykonawcami testamentu wyznaczono rabina oraz miejscowy Dozór Bóżniczny, któremu powierzono administrację nad sklepem donatora. Z dalszej treści legatu wynika, że Hersz Rejchstein był bardziej zamożnym kupcem, niż furmanem. Posiadał trzy sklepy oraz dom w Łęcznej i drugi dom na Kalinowszczyźnie w Lublinie. Żona Rejchsteina, wspomniana Rywka Ruda otrzymała 5 tysięcy złotych polskich gotówką, czyli 2500 rubli srebrem - sumę jak na owe czasy niebagatelną (ok.1150 rubli kosztował wtedy obszerny dom w Łęcznej) - ponadto ławkę w bóżnicy i trzy czwarte całości majątku po spłaceniu długów męża. Dzieci z ich małżeństwa testamentalnie miały zapewnione dożywocie. Hersza Rejchsteina z pewnością,można było zaliczyć do najzamożniejszych mieszkańców Łęcznej. Nieco mniej informacji wnoszą intercyzy przedślubne. Mowa jest w nich zazwyczaj o darowanych sumach pieniędzy, czy też kosztownościach. Te, dotyczące Żydów łęczyńskich, pochodzące z 1867 r., zachowały się w aktach notariusza miasta Lubartowa, Gracjana Wereżyńskiego. Pierwszą z nich zawarli Abraham Uszer Fiszman, rybak z Łęcznej, wdowiec ze swoją drugą żoną, Hencią Wajtzman, panną lat 17, zamieszkałą w Nadrybiu. Przyszła panna młoda wniosła Fiszmanowi jako posag sumę 300 rubli srebrem w gotówce oraz garderobę, bieliznę, pościel i "inne rzeczy" - jakie, w dokumencie nie podano. Obydwoje pochodzili z pewnością z prostych rodzin, bowiem żadne z nich nie potrafiło podpisać się pod dokumentem nawet w jidisz. Druga intercyza dostarcza nam o wiele więcej informacji i jest o tyle ciekawa, że nie dotyczy ona posagu panny młodej, a wiana, jakim obdarowywał swoją wybrankę przyszły pan młody. Oto Łaja Segal, lat 19, córka łęczyńskiego handlarza Lewka Icka Segala, wychodziła za mąż za drobnego kupca z Lublina (w dokumencie jego zawód podano jako "spekulant") Izraela Goldfedera. Sama nie posiadała żadnej gotówki, a jedynie "odpowiednią garderobę, bieliznę i pościel", przeto pan młody, "powodowany ku niej miłością" zapisał jej z własnego majątku 300 rubli gotówką oraz biżuterię: kolczyki z diamentami wartości 200 rubli, cztery pierścionki z diamentami kosztujące 75 rubli oraz diamentową broszkę za 40 rubli. W akcie znalazła się jednocześnie uwaga, że Łaja Segal, nawet gdyby doszło do rozwodu, mogła to wszystko zachować dla siebie, jednakże z zastrzeżeniem, że jeśliby zmarła bezpotomnie, jej rodzina nie mogła rościć sobie żadnych praw do tego wiana. Można więc stwierdzić, że Łaję Segal postrzegano z pewnością w Łęcznej jako osobę, która zrobiła dobrą partię w Lublinie. Sama Łaja Segal zaliczała się także prawdopodobnie do osób wykształconych, skoro własnoręcznie podpisała się pod aktem ślubu po polsku. Inny charakter mają natomiast inwentarze pośmiertne, spisywane zazwyczaj przez rodziny zmarłych osób, które nie zdążyły przed śmiercią sporządzić testamentu. Inwentarze te wnoszą zazwyczaj najwięcej informacji, nie tylko o zamożności danej rodziny, ale również o wyglądzie domu, w którym zmarły żył i pozostawił swój majątek. Przy takiej bowiem okazji spisywano cały dobytek zmarłego, znajdujący się w jego mieszkaniu. W aktach wspomnianego już notariusza lubartowskiego, Gracjana Wereżyńskiego zachował się jeden taki inwentarz pośmiertny, sporządzony w 1865 r. przez rodzinę zmarłego w podróży i pochowanego w Chełmie w 1861 r. rabina łęczyńskiego, Chila Edelsberga. Postać tego rabina nie figuruje w oficjalnych aktach, dotyczących organizacji Gminy Żydowskiej w Łęcznej. Być może był on nieformalnie działającym duchownym w mieście, ale z drugiej strony w całym inwentarzu nazywano go tytułem rabina łęczyńskiego, a nie duchownego. Zastanawiający jest również fakt, że rodzina wystąpiła dopiero w cztery lata po śmierci męża i ojca o spisanie i podział majątku. W dokumencie występują bowiem wdowa po rabinie i jego dzieci. Na pierwszym miejscu wymieniona została żona rabina, Perla Edelsbergowa z Kupfersztajnów, będąca jednocześnie "głową Rady Familijnej" i opiekunką nieletniego wtedy jeszcze, najmłodszego syna rabina Edelsberga, Abrama Jakuba. Ona również administrowała majątkiem pozostałym po mężu. Oprócz niej i najmłodszego syna, o schedę po ojcu ubiegały się jego pełnoletnie córki: Hinda Gilta Rubinsztajnowa, żona kupca z Łęcznej i Chawa Brucha Lubelska, mieszkająca również w Łęcznej. W akcie spisano cały majątek nieruchomy i ruchomy. Zacznijmy więc od nieruchomości. Do Chila Edelsberga należał w Łęcznej dom, częściowo murowany, oznaczony numerami policyjnymi 253 i 240. Pod jednym dachem, oprócz części mieszkalnej, znajdowały się także zabudowania gospodarcze i stajnia. Całość nieruchomości oszacowano na 1140 rubli srebrem. Następnie przystąpiono do spisywania osobistej garderoby, bielizny i pościeli po zmarłym rabinie. Okazało się jednak, że garderoby i bielizny nie było żadnej, ponieważ "takowe stosownie do objawianych za życia spadkodawcy życzeń jego rozdane zostały biednym". Jednak w tym przypadku możemy posłużyć się podobnym inwentarzem zmarłego w 1867 r. rabina lubelskiego, Joszuy Heszla Aszkenazego, który pozostawił po sobie osobistą garderobę i bieliznę. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że rabin lubelski był zazwyczaj zamożniejszy od łęczyńskiego, zapewne więc jego garderoba była bardziej elegancka i kosztowniejsza. Składały się na nią: atłasowa kapota, tułub atłasowy z futrem królików, tułub dymowy z futrem, chałat atłasowy, szlafrok podbijany futrem, czapka sobolowa i bobrowa, jedwabny kapelusz i wełniany tałes oraz dwa szlafroki - fioletowy i orzechowy. Z powodzeniem możemy przyjąć, że rabin Edelsberg mógł mieć o połowę mniej rzeczy, chociaż z pewnością posiadał futrzaną czapkę i atłasową kapotę, podbijany futrem szlafrok i tałes. Na pościel - w domach żydowskich trzymano jej zazwyczaj sporo - składały się: dwie poduszki, stary piernat, cztery powłoczki, cztery stare prześcieradła, które zabrał ze sobą Abram Jakub Edelsberg, uczący się w Chełmie. W domu pozostały jedynie dwie stare, watowane kołdry. Cała pościel oszacowana została na 10 rubli i 35 kopiejek. Następnie spisano wyposażenie domu rabina, czyli meble. Jak na osobę pełniącą zaszczytny i jakby nie było, w miarę dochodowy urząd, mieszkanie rabina Edelsberga było raczej skromne. W skład jego umeblowania wchodziły proste i jak zaznaczono w dokumencie, stare sprzęty: wyściełana kanapa jesionowa, również jesionowa, politurowana serwantka, komoda, stary fotel sosnowy. Wiele mebli pochodziło z różnych kompletów, jak na przykład sześć starych krzeseł "rozmaitego kształtu". W domu tym znajdowały się także dwa stare jesionowe łóżka, dwie szafy. Nie brakowało również prostych ław i stołów. Te pierwsze mogły z pewnością pełnić także funkcję miejsc do spania. W zasadzie jedynym chyba zbytkownym meblem był okrągły, politurowany stolik. Rodzina Edelsbergów posiadała spotykaną często w mniej zamożnych domach skrzynię, nazywaną tutaj "paką" ze skoblem. Trzymano w niej zapewne ubrania i bieliznę. W skład umeblowania zaliczono także dwie stare beczki. Jak z powyższego widać, nie było to wyposażenie bardzo bogate. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że dom Edelsbergów umeblowany był skromnie. Znów sięgnijmy dla porównania do inwentarza po lubelskim rabinie Aszkenazym. Dom Joszuy Heszla Aszkenazego można na tle domu rabina łęczyńskiego uznać za bardzo zamożny, skoro w spisie jego wyposażenia znajdujemy mahoniowe biurko i stolik, dwa zegary jeden wiszący, szafkowy, a drugi stołowy, na mahoniowym postumencie. W domu Aszkenazego był nawet ochrowy stolik do gry w karty, a na ścianach wisiały portrety dwóch rabinów, prawdopodobnie jego ojca Meszullama Zalmana i kuzyna Berisza Aszkenazych, również nadrabinów lubelskich. Było także "staroświeckie" lustro. Zamożność tego domu widoczna była gołym okiem, zaś mieszkanie Edelsbergów, w porównaniu z mieszkaniem lubelskiego nadrabina wydawało się być bardzo siermiężne i skromne. Bardzo interesującą pozycją w inwentarzu łęczyńskiego rabina był spis zatytułowany "Srebra i kosztowności". Dominowały w nim i miały największą wartość przedmioty o charakterze liturgicznym. Niestety, dokument nie podaje ich dokładnego opisu, a jedynie wagę, próbę kruszcu z jakiego zostały wykonane oraz wartość ogólną przedmiotu. Najcenniejszym przedmiotem, który posiadał rabin Chil Edelsberg, była srebrna korona na rodał - wyceniono ją na 39 rubli. W następnej kolejności można wyliczyć srebrną lampę chanukową, posiadającą osiem lichtarzy kosztującą 37 rubli i 50 kopiejek. Oprócz korony, Tora posiadała również i inne zdobienia - była nim srebrna blacha z łańcuszkiem. Ze srebrnych przedmiotów liturgicznych wymieniono również: dwa srebrne lichtarze, dwie srebrne rączki, czyli jady wskazówki do czytania Tory, "hudeseł do zapachu srebrne", czyli balsaminkę. Do balsaminki należała też srebrna "flaszeczka do hudeseł". Oprócz tego w spisie figurują stare łyżki, trzy łyżeczki do kawy, klingi do noży, również trzy, takoż trzy widelce, solniczka, większy kubek i dwa kieliszki do wina, wszystko wykonane ze srebra. Przedmioty ze srebra lub oprawne w srebro znajdowały się również pośród osobistych rzeczy rabina. Były to: srebrna pieczątka z krwawnikiem, okucie do laski, piankowa fajka ze srebrnym i okuciem i dwie drewniane fajki ze srebrną oprawą. Wynika z tego, że rabin Edelsberg mógł być palaczem fajki. Jedyny złoty przedmiot, .który został wymieniony w inwentarzu, to stary, zepsuty zegarek kieszonkowy, wykonany ze "złota francuskiego" - jego wartość oszacowano na 3 ruble. Całość sreber i kosztowności rabinowskich wyceniono na 151 rubli i 67 kopiejek. Nie była to więc oszałamiająca suma pieniędzy, a i przedmioty znajdujące się w domu Edelsbergów nie mogły też być zaliczone do bardzo drogich. Znów posłużmy się przykładem inwentarza lubelskiego rabina. Same tylko lichtarze: dwa stołowe i dwa większe oszacowano tam na 90 rubli. Do tego można dodać srebrny "pająk o sześciu świecznikach", czyli kandelabr wiszący u sufitu, wartości 64 rubli. Inny lubelski bogacz, Majlech Seidenweis w swoim testamencie zapisał dla lubelskich synagog pięć par srebrnych lichtarzy, każda para po 60 rubli. Była tu więc nieporównywalna skala zamożności w stosunku do Łęcznej. Nadal należy nie zapominać, że rabin w małym miasteczku uchodził jednak za osobę zamożną. Wróćmy jednak do domu rabina Edelsberga. Następną grupą przedmiotów, wymienioną w jego inwentarzu są "miedź, mosiądz, cyna i żelazo", czyli po prostu zwykłe naczynia kuchenne. Wśród nich można znaleźć miedzianą tackę do lichtarzy, sześć miedzianych rondli, blachę do pieczenia placków, stary miedziany czajnik. Z mosiądzu wykonane były dwa samowary - większy, wartości 9 rubli figurował w spisie jako zastawiony, co wskazywałoby na to, że rodzina Edelsbergów mogła mieć jakieś kłopoty finansowe. Pod sufitem wisiały mosiężne kandelabry; takież były również lichtarze, służące zapewne do codziennego użytku, w przeciwieństwie do lichtarzy srebrnych, używanych tylko podczas szabatu i świąt. Wśród wyposażenia kuchenno-stołowego wymieniono też cynowe i fajansowe talerze. W domu Edelsbergów nie było więc w ogóle szkła, które przeważnie znajdowało się w posiadaniu zamożnych rodzin. Najcenniejszą i największą pozycją inwentarza pośmiertnego po rabinie Chilu Edelsbergu była jego biblioteka. Wszak rabin był przede wszystkim żydowskim uczonym, szanowanym przez swoich współwyznawców za wiedzę, a nie za zamożność. Ze spisu tytułów, znajdujących się w księgozbiorze łęczyńskiego rabina wynika również konkluzja, że był on człowiekiem reprezentującym typ konserwatywnego, religijnego Żydów. W bibliotece nie było żadnej książki o charakterze świeckim - wszystkie to dzieła religijne. Rozszyfrowanie ich tytułów bez znajomości języka hebrajskiego i żydowskiej literatury religijnej nastręcza obecnie wiele problemów. Do tego należy dodać fakt, że z pewnością wiele z nich podano z błędami, wynikającymi z fonetycznego zapisu. Najkosztowniejszą pozycję w bibliotece łęczyńskiego rabina stanowiła "Bawla" w 25 księgach. Był to Talmud w opracowaniu babilońskim, uchodzący za najbardziej autorytatywny - czyli komentarze do Miszny, źródła tradycji halachicznej, kodeksu postępowania według zasad religii mojżeszowej. "Bawla" w domu Edelsbergów wyceniona została na 30 rubli. W bibliotece znajdowały się także takie księgi, jak "Sznajs" w 6 tomach "Zoje" w trzech tomach (może to była "Księga Zohar", podstawa literatury kabalistycznej?), "Hamuszem wielkie" i "małe" "Esewarber" - wszystkie te pozycje sprawiają dzisiaj trudność z rozszyfrowaniem ich tytułów, ale można założyć, że były one chyba komentarzami rabinicznymi do Tory, pozycjami niezbędnymi w domu rabina. Nie brakowało także "Tanachu", czyli naszego Pięcioksiągu. Cała biblioteka zawierała 74 pozycje, ale niektóre dzieła były nawet w kilku, a nawet w kilkunastu tomach, jak chociażby wspomniana "Bawla", czy "Hamuszem", którego łącznie było 10 tomów. W 5 tomach przechowywane były midrasze, zapisane tutaj jako "Medruszem" - również komentarze biblijne, zawierające także przypowieści oparte na tekście Biblii. Jak przystało na pobożnego Żydów, rabin Edelsberg posiadał "Machsojrem" w pięciu księgach, czyli po prostu machzor - modlitewnik używany w czasie świąt. Obok niego zapisano zwykły modlitewnik, służący do modlitw podczas nabożeństw synagogalnych i modlitw domowych - sidur, w dokumencie określony jako "Sedire szabes". Pozostałe książki były zapewne dziełami autorstwa poszczególnych rabinów. Stanowiły one specjalistyczną literaturę rabiniczną. Wśród nich występują takie tytuły jak: "Kidiszesłajwe", "Gewires", "Targem ab Josef", "Maaschie", "Simchasjontew" (prawdopodbnie można ten tytuł dosłownie przetłumaczyć jako "Radość święta"), "Marszał", "Maramszif" (te zapewne były autorstwa lubelskich rabinów z XVI w.) "Humesz" (również Pięcioksiąg) "Semichas chachumem" i inne, które niewiele mówią współczesnemu polskiemu czytelnikowi. W bibliotece znaleziono także manuskrypt w trzech tomach zatytułowany "Ecechaje". Czyżby świadczyło to, że i sam Chil Edelsberg był autorem religijnym?. W osobnej szafce przy bibliotece znajdowały się natomiast dwie oprawne Tory. Tylko one same miały wartość 150 rubli. Prawdopodobnie rabin Edelsberg prowadził w domu niewielką modlitewnię, do której przychodziło kilka osób. Stąd też zaimprowizowany z szafy Aron ha-Kodesz w którym przechowywano Torę. Całą bibliotekę oszacowano, wliczając w nią dwie wspomniane Tory, na łączną sumę 236 rubli i 55 kopiejek. Była ona więc o wiele cenniejsza niż srebro i kosztowności. Po podliczeniu całości majątku okazało się, że został on oszacowany łącznie z nieruchomościami na ogólną sumę 1679 rubli i 39 kopiejek. Nie stanowiło to jak widać zawrotnej sumy, więc i rodzina nie rościła sobie zbytniej pretensji do całości majątku. Zgodnie z postanowieniem córek rabina, opiekę i administracją nad domem oraz dobytkiem przekazano matce. Jak widać z powyższego, dom rabina nie był wzorem zamożności i prawdopodobnie nie odbiegał od przeciętnego, średniozamożnego domu. Wyróżniała go biblioteka, chociaż jak to się jeszcze okaże, księgozbiory w żydowskich domach wcale nie były taką rzadkością w Łęcznej. Bez wątpienia w Łęcznej żyli także zamożniejsi Żydzi od rabina Edelsberga. Takim przykładem był chociażby łęczyński kupiec Szyja Finkelsztein, który w 1863 r. spisał swój testament przed lubartowskm notariuszem, Konstantym Szaniawskim. W dokumencie tym znajduje się informacja, że wspomniany Finkelsztein posiadał w Łęcznej trzy murowane sklepy - jeden położony w Rynku II Żydowskim, na nieruchomości oznaczonej numerem policyjnym 214, drugi od północnej strony Rynku, a trzeci od południowej strony przy ul. Sklepowej. Do Finkelszteina należało również pół sklepu na nieruchomości Berka Boltera, położonej również w Rynku II Żydowskim. Sklepy te nie były chyba jednak zbyt duże, skoro łącznie sam donator oszacował je na 700 rubli. Były też jeszcze mniejsze sklepiki, jak na przykład sklep Rywki Ruchli Barbanel, która w 1855 r. zapisała go swojemu synowi jako prezent ślubny w wypadku ślubu syna z Rywką Bajlą Wertheim. Sklepik ten, położony przy ul. Kramarskiej miał według aktu wartość 75 rubli. Jeden z łęczyńskich inwentarzy pośmiertnych, spisany w 1860 r., również w Lubartowie, przed notariuszem Stanisławem Krasnodębskim-Gałczyńskim, przynosi nam informacją o tym, czym handlowano wtedy w Łęcznej w żydowskim sklepie. Inwentarz taki spisano po śmierci kupcowej bławatnej Sury z Hochbergów Szrejberowej. Do schedy po niej, zresztą niezbyt wielkiej (większość majątku zamrożona była w udzielonych przez zmarłą pożyczkach) pretendowały jej dzieci: Toka Morgenszternowa, żona kupca korzennego w Łęcznej, Moszka Morgenszterna, Ejdla Nirenbergowa, żona kupca bławatnego Pinkwasa Nirenberga, Srul Dawid Szrejber, "handel bławatny utrzymujący", Matys Szrejber, również kupiec oraz wnuki po zmarłym jej synu Lejbusiu: Chil Zyskind i Jochweta, żyjące przy matce, zamężnej po raz wtóry, mieszkające w Izbicy. Najcenniejszą rzeczą, jaką posiadała Sura Szrejberowa, były oczywiście nieruchomości: sklep, komórka nad nim, piwnica oraz "dwie stancje " oznaczone nr 214, wychodzące z jedne strony na Rynek, a z drugiej na ul. Rynkową. Nieruchomość tę posiadała jeszcze po swoim ojcu, Mosze Hochbergu. Warta była ona 1200 rubli. I na tym jednak nie kończyły się własności nieruchome Szrejberowej. Należało do niej pięć dziewiątych nieruchomości znajdującej się przy Końskim Targowisku. Dom ten był własnością Hochbergów od 1776 r., co świadczy, jak bardzo zasiedziałą rodziną musieli być w Łęcznej. Tę własność oszacowano na 900 rubli. Sura Szrejberowa miała także jeszcze jeden sklep muirowany, którego położenie określono w inwentarzu następująco: znajdował się on w Rynku, pomiędzy sklepami Icka Frima i Mośka Zajdrnana. Sklepu tego nie zaliczono jednak do ogólnej masy spadkowej, ponieważ był on już wtedy własnością wnuków Sury Szrejberowej, dzieci jej zmarłego syna, Lejbusia Szrejbera. W poczet nieruchomości wpisano także ławki męską i żeńską w synagodze oraz ławkę męską w domu modlitwy. Prawdopodobnie męskie ławki należały niegdyś do jej męża, a że były w każdej gminie żydowskiej wartością dziedziczną, przypadły samej Szrejberowej. Tu warto zaznaczyć, że na luksus posiadania własnej ławki w synagodze mogły pozwolić sobie jedynie osoby zamożne. Przejdźmy jednak do opisu sklepu, a dokładniej towaru, który się w nim znajdował. Cały towar oszacowano na niewielką sumę 26 rubli i 65 kopiejek, ale nie były to eleganckie materiały o dużej wartości, nie było ich też tak wiele. W sklepie znaleziono 15 łokci bawełnianej flanelki w kwiatki, która kosztowała 1 rubla i 68 kopiejek, 14 łokci flanelki w czerwoną i zieloną kratkę za 1 rubla i 20 kopiejek, 20 łokci barchanu w kwiaty, tyleż samo perkaliku w kwiatki oraz "dymki" szaraczkowego koloru. Były też: korcik bawełniany - 13 łokci, czarny perkal -17 łokci, a oprócz tego: biały karton, bawełniane chustki na głowę, chustki do nosa, skarpetki, materiał sztuczkowy na kamizelki i rogowe guziki. Wielkiego wyboru więc nie było, a i wymienione towary, niskiej raczej jakości, przeznaczone były dla niezamożnych klientów łęczyńskich i okolicznych. Studiując ten inwentarz można odnieść wrażenie, że sklep Sury Szrejberowej był jednym z wielu niewielkich sklepików, jakie często spotykało się w małych miasteczkach. Skromne było również wyposażenie jej mieszkania - sosnowe, proste meble: stół, skrzynia, ławy, łóżka oraz komódka malowana na czerwono. Jedynymi przedmiotami zbytku mogły być lustro w "oknowych ramach politurowanych" i zepsuty, drewniany zegar ścienny. Jednakże Sura Szrejberowa pochodziła z bogatej rodziny i niegdyś musiała być zamożną kobietą, o czym przekonamy się poniżej. Już sam fakt, że utrzymywała w domu służącą - wspomniana jest ona w inwentarzu: Rywka Wajs, która obecna była przy śmierci swojej pani - świadczy o tym, że kupcowa musiała mieć na tyle odpowiednie zasoby finansowe, by móc utrzymywać ową pomoc domową. Poza tym na zamożność Szrejberowej wskazuje ta część inwentarza, która mówi o jej pieniądzach ulokowanych w długach, a były to niebagatelne sumy, na warunki Łęcznej nawet bardzo wysokie. Sura Szrejberowa była z pewnością bardzo troskliwą matką, teściową i babką. Swojemu zięciowi, Michlowi Morgenszternowi pożyczyła bowiem 825 rubli na założenie w Łęcznej sklepu. Odpowiednio wyposażyła również swoją wnuczkę, Złatę Morgenszternównę - rodzicom jej pożyczyła na ten cel 360 rubli. Dwaj wnukowie, Ajzyk i Szulim Morgenszternowie także pożyczali od niej pieniądze - pierwszy 175 rubli, a drugi 75 rubli. Szrejberowa opłacała również zakupy biżuterii córki i zięcia. Toka Morgenszternowa pożyczyła od matki 350 rubli, które wydała na kupno bindy wysadzanej perłami i brylantami, zaś Michel Morgensztern wziął od teściowej 80 rubli na brylantowy sygnet. Druga jej córka, Ejdla Łaja Nirenbergowa otrzymała od matki 300 rubli, przez naocznych na posag. Odpowiednie sumy pieniędzy dostali synowie: nieżyjący w tym czasie Lejbuś - 550 rubli, Srul Dawid - 250 rubli i Ma-tys -100 rubli. Jedyne obce osoby, które jako dłużnicy figurują w inwentarzu, to Abrahem Waxbaum i Szymon Wolman; obydwaj winni byli Szrejberowej 300 rubli. Można powątpiewać, czy córki, zięciowie i wnuki czuli się zobowiązani do tego, by matce przed jej śmiercią zwrócić pieniądze. Wszak wszystko pozostawało w rodzinie. Sura Szrejberowa posiadała utopione w długach łącznie 4302 ruble - jak na Łęczną w owym czasie była to astronomiczna suma. Sama zresztą też była zadłużona. Na zakup ozdób brylantowych dla siebie, a być może dla córek (ozdoby te nie figurują w inwentarzu) oraz na kupno książek religijnych (też nie zachował się ich wykaz) pożyczyła od różnych osób 1124 ruble - sumę, za którą w Łęcznej w owym czasie można było kupić dużą nieruchomość. Ciekawym faktem obyczajowym jest, że posagi córek i wnuczek wliczono do masy spadkowej i zaliczono je jako długi dzieci wobec matki. W obecnych czasach wydatki weselne rodziców traktowane są jako rzecz oczywista, przynależna dzieciom. Być może w ten sposób chciano podkreślić również to, że dzieci i wnuki Sury Szrejberowej nie powinny zbyt mocno ubiegać się o schedę po matce i babce. Niestety, nie zachowały się akta podziału majątku po zmarłych osobach, o których wspominam w tym artykule. Nie możemy więc prześledzić, jak on przebiegał i na ile dzieci poczuwały się do obowiązku sprawiedliwego jego podziału po śmierci rodziców. Miała Łęczna również i swoich bogaczy, żyjących ponad przeciętność małego miasteczka. Był nim niewątpliwie Beniamin Dawid Goldman, zmarły podobnie jak Szrejberowa w 1860 r. w Łęcznej. Pozostał po nim obszerny inwentarz pośmiertny. Dokument ten został spisany również przez Stanisława Krasnodębskiego - Gałczyńskiego, notariusza lubartowskiego. Beniamin Dawid Goldman dożył sędziwego wieku. Był dwukrotnie żonaty. Z pierwszego małżeństwa, z Chają z Goldbergów, która zmarła na ponad 40 lat przed śmiercią Goldmana, miał dwie córki - Złatę Kratką, mieszkającą w Warszawie i Relę Kirszenberg, żyjącą w Lubartowie. Z dokumentu wynika, że ok.1820 r. Beniamin Goldman ożenił się po raz drugi, z Małką z Rotgoldów, która urodziła mu troje dzieci: córkę, Hindę Perlę Tytelman, żyjącą podobnie jak jej przyrodnia siostra Złata, w Warszawie oraz dwóch synów - Josefa Chaima Goldmana mieszkającego na stałe w Staszowie, w ówczesnej guberni radomskiej i Elę Goldmana, kupca w Lublinie. Przez kilkadziesiąt lat swojego życia Beniamin Goldman zgromadził znaczny majątek. To, co z niego pozostało, robiło imponujące wrażenie, jeśli nawet zważy się, że musiał częściowo wyposażyć dzieci. Dokument nie podaje dokładnej informacji, czym trudnił się za życia, ale pośrednio wynika z niego, że musiał mieć do czynienia z handlem, mógł też pełnić rolę faktora - pośrednika handlowego lub też prywatnego bankiera. Nie posiadał własnego sklepu. Inwentarz wymienia tylko jedną nieruchomość należącą do Goldmana. Był to murowany parterowy dom mieszkalny, położony przy Startym Rynku i oznaczony numerem policyjnym 177. Oszacowano go na znaczną sumę 1330 rubli. Za to wyposażenie tego domu świadczyło już o tym, że spotykamy się tutaj z osobą nieprzeciętną, tak pod względem majątkowym, jak i pod względem wykształcenia. Oprócz normalnego umeblowania na które składały się: brzozowa, czarna komoda i druga jesionowa, biurko z dwoma szafkami u góry, pełniące niewątpliwie rolę miejsca do pracy, dwa łóżka, czerwony okrągły stolik, stół sosnowy, blaszane pudło na rodały, sosnowa kanapa, stół przed kanapą, dwa fotele, w tym jeden skórzany, siedem krzeseł wyściełanych słomą i sosnowa paka na towar. W mieszkaniu tym znajdowało się również mnóstwo przedmiotów, które można zaliczyć do bibelotów. Warto tu dodać, że oprócz nich w domu Goldmana znajdowało się także sporo świeczników i lichtarzy - tych ostatnich, mosiężnych było sześć, w tym trzy wyższe. Były również trzy duże świeczniki mosiężne, każdy posiadający po pięć lichtarzy oraz cztery pojedyncze, mniejsze lichtarze. Na ścianie wisiał zegar z porcelanowym cyferblatem. Drugi zegar stał na stole - w dokumencie określono go jako duży. Jeżeli chodzi o wspomniane bibeloty, to w inwentarzu wymieniono cztery tabakierki - dwie rogowe i dwie papierowe. Na biurku znajdowały się, służące jako przyciski do papieru, muszla morska - rzecz prawdopodobnie bardzo rzadko spotykana w Łęcznej w XIX w., przynajmniej w żydowskim domu - oraz marmurowy kamień. Goldman musiał też być amatorem orzechów, skoro posiadał drewnianego dziadka do orzechów. O znacznej zamożności rodziny Goldmanów świadczyła również obecność w ich domu szkła i porcelany. W poprzednich inwentanech, rabina Edelsberga i Szrejberowej nie ma w ogóle o nich wzmianki. Goldmanowie mieli natomiast trzy szklanki, pięć kieliszków złoconych, wykonanych ze szlifowanego szkła i stojących na okrągłej tacy oraz karafkę do wódki. W porcelanie podawano u Goldmanów herbatę - w inwentarzu jest informacja o sześciu porcelanowych filiżankach, dwóch porcelanowych czajniczkach i dwóch porcelanowych imbrykach. Z mniej wartościowego fajansu wykonana była waza. W Łęcznej z pewnością szkło i porcelana uchodziły za przedmioty zbytku, jak w każdym małym miasteczku. Wymienionych w inwentanu sreber nie było zbyt wiele. Składały się na nie: dwie blachy do rodału i kawałek innej blachy, srebrny łańcuszek oraz srebrny kubek. Do kosztowności zaliczono również żelazny medal z podobizną króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Niestety, nie znajdziemy w inwentarzu informacji, z jakiego okresu pochodził ów medal i dlaczego znalazł się w posiadaniu Goldmana. Czy była to pamiątka rodzinną, czy też nagroda za jakieś zasługi? O tym, że Goldman był także człowiekiem eleganckim na miarę swojej zamożności, której bynajmniej nie krył, świadczą znalezione w jego rzeczach jarmułki obszywane złotem oraz "srebrne i złote szychy do pacierzy". Posiadał także tułub obszywany lisami i sukienne kapoty. Nawet na rodały przeznaczono u Goldmanów jedwabne nakrycia. Było ich sześć. Pod koniec spisywania inwentarza Ela Goldnian, syn zmarłego dodał jeszcze kilka srebrnych przedmiotów należących do ojca, a które znalazły się w jego posiadaniu. Wśród tych sreber spisano: cztery stołowe łyżki, trzy srebrne widelce, tyleż srebrnych trzonków do noży, dwie łyżeczki do kawy, zegarek kieszonkowy repetier w srebrnej kopercie wartości 15 rubli oraz rodał w srebrnej oprawie i ze srebrną koroną. Sam ten rodał wart był 90 rubli. Największe jednak wrażenie robi biblioteka. Obok książek religijnych Goldman posiadał wiele pozycji z zakresu literatury świeckiej - rzadkość u religijnego Żydów w małym miasteczku, a już tym większy musiał wzbudzać podziw i szacunek wśród swoich współwyznawców ze względu na swoją uczoność, skoro w jego domowej bibliotece znajdowały się nie tylko książki polskie, ale również niemieckie i rosyjskie. W przypadku książek, oprócz ich tytułów i nazwisk autorów, w dokumencie podano także miejsce i rok wydania. Książki religijne, a było ich 32, wszystkie w języku hebrajskim, pochodziły z najsławniejszych żydowskich oficyn wydawniczych. Z drukarni Waxa w Józefowie wydano w 1845 r. "Cene-Urene" - kolejne wydanie jednej z pierwszych w ogóle książek napisanych w jidisz. Był to zbiór przepisów religijnych dla żydowskich kobiet, opracowany jeszcze w XVI w. i by mógł być łatwiej przyswajalny przez nie znające hebrajskiego żydowskie niewiasty, napisano go w jidisz. Goldman posiadał również modlitewniki, jeden wydany w 1833 r. w Ostrogu na Wołyniu, drugi w Żółkwi koło Lwowa, wydawnictwa warszawskie i książki pochodzące ze Sławuty na Wołyniu. Nie mogło oczywiście zabraknąć Pięcioksiągu i dwóch rodałów. Jednakże współczesnego czytelnika z pewnością zainteresują bardziej książki świeckie. Oprócz książek służących Beniaminowi Goldmanowi do codziennej pracy, jak np. "Rocznik Urzędowy" z 1855 r., czy "Spis Szlachty Królestwa Polskiego" z 1851 r., w spisanej bibliotece znajdowały się także dzieła religijne, dotyczące judaizmu, ale wydane po polsku. Były to : "Kwiaty wschodnie" Buchnera, czyli różne sentencje, wybrane z Talmudu, "Krótki wykład psalmów Dawidowych", wydany w 1806 r., "Modlitwy Izraelitów". Goldman niewątpliwie interesował się również ogólną sytuacją społeczno-polityczną Królestwa Polskiego, a zwłaszcza położeniem Żydów w kraju. Mógł też piastować wysokie stanowisko w łęczyńskiej Gminie Żydowskiej, stąd jego zainteresowanie polityką i obecność w bibliotece takich książek, jak: "Obrona Izraelitów przez Tugenholda" z 1831 r., czy niewiadomego autora "Co powstrzymuje reformę Żydów w kraju naszym i co ją przyspieszyć powinno?", wydane w Warszawie w 1820 r. Jednakże najbardziej zaskakującymi dziełami, wręcz zazwyczaj niespotykanymi w bibliotece pobożnego Żydów, były polskie i niemieckie tłumaczenia dramatów teatralnych: "Maria Stuart - ein Trauerspiel" - w inwentarzu napisano, że nie rozszyfrowano autora tego dzieła, polskie wydanie romansu Waltera Scotta oraz dramat "Machabeusze, czyli wzięcie Jerozolimy". Goldman był niewątpliwie człowiekiem ciekawym świata, a przy tym gruntownie wykształconym. Posiadał bowiem także i rosyjskie książki, jak np. "Kratkaja rossijskaja istorija". Nie sądzę, by Beniamin Goldman był lokalnym zwolennikieln asymilacji, chociaż ze swoją zamożnością mógł sobie na to pozwolić. Na pewno był zaś wykształcony i obyty w świecie. Jego interesy wykraczały również poza granice Łęcznej. W bibliotece znajdowała się bowiem austriacka księga adresowa "Handlungs Gremien und Fabriken. Adressen Buch" wydana w Wiedniu w 1811 r. Czyżby świadczyło to o tym, że Goldman prowadził jakieś interesy handlowe w Austrii lub utrzymywał kontakty z kupcami austriackimi? O tym, że jego interesy wykraczały poza Łęczną przekonamy się z zachowanych w domu Goldmana dokumentów handlowych, ale wracając do spisu książek, należy stwierdzić, że ich zestaw był dość nietypowy jak na Żydów, nawet zamożnego, ale pochodzącego z małego miasteczka. Można byłoby również założyć, że świeckie książki mogły należeć do żony Goldmana lub do którejś z jego córek, ale wtedy byłoby to chyba zaznaczone w inwentarzu. W każdym razie można z powodzeniem stwierdzić, że Beniamin Dawid Goldman był chyba jednym z lepiej wykształconych mieszkańców Łęcznej. Przejdźmy więc do jego interesów. Niektóre z nich ciągnęły się od początku XIX w. Beniamin Goldman musiał dość często służyć pożyczkami wielu osobom, w inwentarzu znalazł się bowiem dość obszerny spis dokumentów i weksli - można rzec, że było to prawdziwe archiwum, nie tylko o charakterze finansowym. Z 1823 r. pochodziły dwa niespłacone długi - były to udzielone przez Goldmana pożyczki - jedna proboszczowi Łęcznej, ks. Machlarskiemu, liczona jeszcze w złotych polskich na sumę 128 zł.p., a druga mieszkańcowi Krasnegostawu, Beniaminowi Jakubowi Wolkamienowi na sumę 287 zł.p. Pieniądze od Goldmana pożyczali również Rosjanie, a dokładniej rosyjscy oficerowie. W 1834 r.150 rubli pożyczył i nie oddał ich aż do śmierci Goldmana praporszczyk (chorąży) wojsk rosyjskich z Petersburga, Arkadiusz Bołgarski. Beniamin Goldman pisał nawet listy w tej sprawie do dowódcy Bołgarskiego, gen. Wikińskiego, do Petersburga. Nie wiadomo, czy dług ten zaciągnięty został w Łęcznej, czy też Goldman bywał w samym Petersburgu? Najwięcej jednak pożyczek zaciągali u Goldmana łęczyńscy Żydzi: Boruch Rywen Edelsztejn był mu winien od 1846 r. 60 rubli, Lewi Icek Lewit od 1847 r.15 rubli, Chaim Kupfersżmidt 45 rubli, Szmul Szabsa Fein aż 180 rubli. Głównym jednakże dłużnikiem był rodzony syn, Josef Goldman. W 1857 r. jego ojciec spłacił na 100 rubli byłą żonę Josefa, Esterkę fiusztejn, w momencie ich rozwodu. Na powtórny ożenek syna Beniamin Goldman wyłożył aż 750 rubli. W dokumentach pozostałych po Beniaminie Goldmanie, oprócz pokwitowań pożyczek znaleziono również i inne papiery, świadczące o tym, że mógł być on wziętym faktorem łęczyńskim i jednocześnie osobą piastującą wysokie stanowisko w Gminie Żydowskiej. W domowym archiwum znajdowały się bowiem akta sukcesorów Zelika Mandelsburga, którym Fryderyk Wilhelm hrabia Kalckreuth, syn właściciela dóbr i miasta Łęcznej był winien 1350 rubli. Goldman pośredniczył również i w innej sprawie dotyczącej hrabiego Kalckreutha, o czym świadczą znalezione wyciągi z kontraktu sprzedaży sklepu. Kontrakt ten zawarty został pomiędzy Adamem Schibilla, pełnomocnikiem hrabiego, a Fajgą Surą Manipulantową. Goldman pośredniczył także i w lubelskich sprawach. W jego papierach znajdował się kontrakt sprzedaży sklepu w Lublinie, podpisany przez Mojżesza i Rochmana Manasiewiczów. Oprócz tego, wśród rozlicznych drobniejszych spraw, znajdowały się także kopie pozwów sądowych dotyczących różnych osób. Miał też Beniamin Goldman kopie dokumentów z XVIII w. Do dzisiaj wzbudzają one zainteresowanie historyków. Były to kopie przywilejów nadawanych łęczyńskim Żydom przez Józefa Seweryna Rzewuskiego, właściciela Łęcznej. W dokumentach odnaleziono kopię przywileju nadanego miejscowym Żydom w dniu lO.III.l753 r., zezwalającego im na wolne szynkowanie trunków. Drugi przywilej, pochodzący z 1760 r., był w zasadzie dokumentem nadania dzierżawy propinacji gorzałczanej łęczyńskiemu Żydowi, Koplowi Szmajłowiczowi. Czyżby obecność tych dokumentów w domu Goldmana świadczyła o tym, że reprezentował on interesy Żydów w.Łęcznej w dość częstych sporach o zachowanie dawnych przywilejów, jakie miały miejsce pomiędzy nimi a dziedzicami łęczyńskimi w I połowie XIX w.? Już na podstawie pośmiertnego inwentarza osoba Beniamina Goldmana jawi się jako bardzo interesująca. Podjęcie dodatkowej kwerendy źródłowej mogłoby rzucić nieco więcej światła na tę postać, wybijającą się znacznie ponad przeciętność łęczyńską. Czytelnik bowiem powinien mieć świadomość faktu, że Beniamin Goldman był nietuzinkową osobą w Łęcznej, tak ze względu na swoje bogactwo (cały jego majątek oszacowano na 2119 rubli), jak i niewątpliwie ze względu na swoje wykształcenie. Była to postać wybitna w lokalnej skali, znacznie różniąca się od opisanych wcześniej na podstawie innych inwentarzy: rabina Edelsberga i Sury Szrejberowej, którzy mieścili się w łęczyńskiej średniej, czy nawet w wyższej klasie zamożności, ale pozostawali daleko w tyle za Goldmanem.
Robert Kuwałek
