Łęczyńscy rabini na przełomie XIX i XX w

Z Strona o Żydach lubelskich

Rzecz, ku przypomnieniu czytelnikom, dotyczyła sporów, do jakich dochodziło przy wyborze jednego z najwybitniejszych rabinów w Łęcznej, Chaima Borucha Kowartowskiego. Pomimo walki pomiędzy jego zwolennikami, tradycyjnymi łęczyńskimi Żydami, wywodzącymi się z grupy mitnagdim (hebrajski termin, określający ortodoksyjnych przeciwników chasydyzmu) a dość silnymi chasydami łęczyńskimi, rabin Kowartowski sprawował w Łęcznej swoją funkcję aż do swojej śmierci w 1885 r. i zakorzenił się w Łęcznej do tego stopnia, że rodzina Kowartowskich uważana była przez miejscowych Żydów za tutejszą i cieszyła się doskonałą opinią wśród swoich współwyznawców. Rabin Chaim Boruch Kowartowski zmarł w Łęcznej i tu został pochowany, na miejscowym cmentarzu żydowskim.

Rabin Chaim Boruch Kowartowski, jak przystało na religijnego i tradycyjnego Żyda, dał odpowiednie wykształcenie swoim dzieciom. Jego syn, Sucher Ber Kowartowski został również rabinem, ale funkcję swoją sprawował nie w Łęcznej, ale w dość odległej od miasteczka Dubience, również w typowym żydowskim miasteczku - sztetl. Sucher Ber Kowartowski pełnił tam swoją funkcję od 1897 r. i był dubieńskim rabinem jeszcze w 1923 r. Podobnie, jak ojciec cieszył się doskonałą opinią władz i swoich współwyznawców. Dlaczego nie pozostał w Łęcznej - tego, niestety nie wiadomo. Być może w Dubience założył rodzinę i jako syn uznanego rabina, co prawda pochodzącego z prowincjonalnego miasteczka, został zaproszony przez tamtejszą gminę żydowską do pracy i posługi.

Z rodziny Kowartowskich w Łęcznej pozostała na początku XX w. wnuczka rabina Chaima Borucha i o jej roli będę jeszcze mówić w tymże artykule.

Po śmierci starego rabina Kowartowskiego Łęczna pozostawała przez kilka lat bez oficjalnego, urzędowego duchownego. Funkcję tę pełnił członek Dozoru Bóżniczego, czyli Zarządu Żydowskiej Gminy Wyznaniowej, Chaim Szyja Biderman. W oficjalnych dokumentach określano go mianem "pełniący obowiązki rabina". Tak więc nie był to człowiek wybrany przez gminę na rabina, a jedynie zastępujący go w czynnościach urzędowych i z racji wiedzy religijnej i prawnej uznany przez władze za osobę godną zastępować duchownego. Za swoje czynności otrzymywał nawet roczną pensję w wysokości 150 rubli.

Nie wiadomo jakim rabinem był Biderman, natomiast nie był chyba zbyt dobrym urzędnikiem, albowiem, gdy przygląda się łęczyńskie księgi metrykalne dla wyznania mojżeszowego z tego okresu, to zaskakującym faktem jest, że brakuje w nich wpisów dotyczących małżeństw. W niektórych księgach, w miejscu, gdzie powinny znajdować się akty ślubów, można zauważyć nawet ślady po wycinaniu stron. świadczyć to może o dwóch sytuacjach: albo Biderman nie miał prawa do udzielania ślubów i łęczyńscy Żydzi jeśdzili do sąsiednich gmin żydowskich, na przykład do Siedliszcza albo nawet do Chełma, albo ktoś celowo zniszczył tę część ksiąg w okresie póśniejszym. Dla mnie, osobiście, bardziej wiarygodną wersją jest ta pierwsza hipoteza. Biderman nie miał prawa do pełnienia wszystkich funkcji rabinackich. Po co bowiem byłoby niszczyć tylko fragmenty ksiąg?

Swoją funkcję Biderman sprawował do 1889 r. W międzyczasie do miasteczka napływały kandydatury z różnych stron Królestwa Polskiego od osób, które posiadały wykształcenie rabinackie. Przez krótki czas rabinem łęczyńskim był nawet Icek-Ber Arkow z Siedlec. O posadę rabina starał się także rodowity łęczynianin, Chil Litman, urodzony w Łęcznej w 1862 r., który w miasteczku ukończył nawet szkołę miejską i przez pewien czas pracował w łęczyńskim Magistracie jako kancelista odpowiedzialny za spisywanie dokumentów dotyczących łęczyńskich Żydów. Chil Litman musiał mieć również wykształcenie rabinackie. O posadę rabina w Łęcznej Litman starł się dwukrotnie - raz w 1887 r., a powtórnie w 1893 r., gdy w tym czasie był rabinem w Józefowie nad Wisłą, w powiecie puławskim (ówcześnie nowoaleksandryjskim). W Łęcznej też mieszkała jego cała rodzina. Niestety, dwukrotnie jego kandydatura nie znalazła uznania wśród łęczyńskich Żydów i nawet władze rosyjskie, w tym przypadku gubernator lubelski, w ogóle nie uwzględniły jego podań.

Wracając do roku 1889, ostatecznie łęczyńska społeczność żydowska zdecydowała się na kandydaturę rabina Lipy Ringelhajma. Niestety, nie posiadamy zbyt wielu wiadomości na temat jego wcześniejszej kariery. Natomiast w samej Łęcznej Ringelhajm szybko zyskał sobie wielu przeciwników, początkowo głównie z kręgów miejscowych chasydów. Zaczęło się od drobnego faktu, a mianowicie od żądania rabina o podniesieniu mu rocznej pensji ze 150 rubli na 300. Ringelhajm motywował swoją prośbę faktem, że Żydzi łęczyńscy powinni dysponować większymi zasobami gotówki, skoro w miasteczku organizowane były słynne nie tylko na gubernię lubelską, ale i na całe Królestwo Polskie jarmarki. Rzeczywiście, jarmarki łęczyńskie cieszyły się w tym czasie znaczną sławą, ale nie miały już tak wielkiego znaczenia. Ówczesna prasa lubelska donosiła, że bywały w Łęcznej takie jarmarki, które bardziej przypominały prowincjonalne targi, na które przybywali jedynie ubożsi prowincjonalni kupcy, a raczej handlarze i wtedy nie można było mówić o rozkręcaniu większych interesów handlowych. Cierpiała na tym lokalna społeczność Łęcznej, przede wszystkim Żydzi, do których należał monopol w łęczyńskim handlu. Bywały jednak również i takie jarmarki, które przyciągały zamożnych kupców żydowskich i chrześcijańskich z Lublina, Chełma, a nawet Warszawy. Jednakże nie na samych jarmarkach bazowała egzystencja Łęcznej. Na codzień było to senne, prowincjonalne miasteczko, którego mieszkańcy ledwo mogli zarobić na skromną egzystencję.

Nic też dziwnego, że łęczyńscy Żydzi, przede wszystkim chasydzi ostro wystąpili przeciwko rabinowi Ringelhajmowi, którego przed władzami rosyjskimi oskarżyli o zachłanność finansową i dorabiane do pensji nielegalnym udzielaniem porad religijnych. Łęczyński chasyd, Mordko Szajman wystąpił w 1890 r. do samego gubernatora lubelskiego ze skargą na rabina Ringelhajma, że ten wykorzystywał swoje stanowisko do zdzierania z miejscowych Żydów nadmiernych opłat za posługi i porady religijne. Sprawę do rozpatrzenia gubernator przekazał naczelnikowi powiatu lubartowskiego i ten dość szybko wyciszył cały konflikt, winą za jego powstanie obarczając oczywiście nie rabina, którego popierały władze, a łęczyńskich chasydów. Rosyjski urzędnik stwierdził w swoim raporcie do gubernatora, że skargi na rabina wynikają z tradycyjnej, chasydzkiej wrogości do wykształconego i lojalnego wobec władz Ringelhajma. Z treści tego raportu wynikałoby, że Lipa Ringelhajm pochodził z grupy mitnagdim, przeciwnych chasydzkiej obecności i działalności w Łęcznej.

Z drugiej strony, na pozór powinno wydawać się dziwnym, że chasydzi występowali przeciwko tradycyjnemu sposobowi zarobkowania rabinów. Zazwyczaj, oprócz stałej pensji, rabin miał prawo do wszelkich dodatkowych dochodów, które pochodziły z porad religijnych oraz wykonywania funkcji sądowniczej w bejt-dinie, czyli sądzie rabinackim. Powaga tej instytucji, zwłaszcza w małych, tradycyjnych gminach była wielka. Rabini sądzili nie tylko w sprawach religijnych, ale także w handlowych i karnych, jeżeli zahaczały one o kwestie religijne, a że w tradycji żydowskiej praktycznie całość życia religijnego Żyda podlega regułom religijnym, więc sąd rabinacki zazwyczaj zastępował sądy świeckie, do których Żydzi zwracali się niezbyt chętnie. Stąd też rabini mieli możliwość dodatkowego zarobku i z pewnością możliwość tę skrzętnie wykorzystywali, zwłaszcza że oficjalne pensje w prowincjonalnych miasteczkach były niewielkie, a często wypłacano je nieregularnie.

Inna kwestia, że niejednokrotnie rabini, zwłaszcza ci, którzy mieli poparcie władz, usiłowali wykorzystywać swoje stanowisko do pomnożenia majątku i sami decydowali o cenach za posługę religijną, zawyżając je do wysokości, której nie byli w stanie zapłacić ubożsi Żydzi. Rabin miał także prawo do pobierania opłat za spisywanie dokumentów metrykalnych - świadectw urodzeń, małżeństw i zgonów. Pełnił bowiem funkcję urzędnika stanu cywilnego. Przy tego typu opłatach również dochodziło do konfliktów na tle finansowym, gdy rabini samowolnie podnosili ich cenę.

Konflikt taki miał miejsce również w Łęcznej i dotyczył właśnie rabina Lipy Ringelhajma. Oskarżenie Szajmana z 1890 r. zostało odrzucone przez władze rosyjskie i prawdopodobnie naczelnik powiatu lubartowskiego nawet nie zadał sobie trudu, by sprawę dogłębnie wyjaśnić. Wystarczyło, że Szajman był chasydem, a tych Rosjanie uważali za "sektę wrogą rosyjskiemu imperium". Sprawę więc oddalono. Okazało się jednak, że nie na długo.

Ponownie wypłynęła ona w 1892 r., gdy do gubernatora lubelskiego wpłynęła kolejna skarga na rabina Ringelhajma, napisana przez Josefa Goldfarba i Noecha Frochtmana. Podobnie, jak Szajman, ci dwaj łęczyńscy Żydzi oskarżyli miejscowego rabina o samowolne podnoszenie opłat za posługi religijne oraz o zawyżanie cen za wpisy do ksiąg metrykalnych. Rabin Ringelhajm musiał stracić chyba wiele w oczach swoich łęczyńskich współwyznawców, skoro w liście do gubernatora zwrócono się z prośbą o zdjęcie go ze stanowiska. Z drugiej strony łęczyńscy Żydzi mieli żal do władz rosyjskich, że Ringelhajm został przez nie mianowany na to stanowisko w Łęcznej. Wynikałoby z tego, że prawdopodobnie w 1889 r. w Łęcznej nie odbyły się normalne wybory na stanowisko rabina, a Ringelhajm zawdzięczał swoją pracę głównie poparciu naczelnika powiatu lubartowskiego i gubernatora w Lublinie.

Tym razem władze przeprowadziły śledztwo w tej sprawie, które wykazało, że Lipa Ringelhajm dopuścił się zarzuconych mu czynów i wykorzystywał swoje urzędowe stanowisko do nielegalnego wzbogacenia się. Sam rabin próbował bronić się w tej sprawie, twierdząc, że padł ofiarą chasydzkiego spisku, mającego na celu wyrzucenie go z Łęcznej i sprowadzenia tu chasydzkiego rebego. Władze w obliczu faktów pozostały niewzruszone na wyjaśnienia Ringelhajma i w 1893 r. na mocy decyzji gubernatora lubelskiego dotychczasowy rabin został zwolniony ze swojego stanowiska, a naczelnik powiatu lubartowskiego ogłosił organizację wyborów na nowego rabina.

Do Łęcznej napłynęło sporo kandydatur od chętnych na objęcie stanowiska urzędowego rabina. Między innymi wtedy właśnie z podaniem o przyjęcie go do Łęcznej wystąpił wspomniany już Chil Litman.

Oprócz niego na stanowisko rabina kandydowali: Lejzor-Izrael Kirszenbaum, pochodzący z Radomia, ale ówcześnie mieszkający w Łęcznej, Jankiel Leder, "drobny adwokat" z Brzezin koło Łodzi, Szmul-Symcha Gutfinger z Lublina i Juda Newler aż z Bajewa w guberni mohylewskiej, czyli z głębi imperium rosyjskiego. Kandydatury Newlera, prawdopodobnie jako litwaka, za którymi nie przepadali tradycyjni Żydzi z Królestwa Polskiego oraz Gutfingera, którego prawdopodobnie nikt nie znał w Łęcznej odpadły na samym początku walki wyborczej.

Natomiast w głosowaniu przedstawicieli gminy wybory wygrał Lejzor-Izrael Kirszenbaum. Głosowało na niego 87 osób spośród 112 uprawnionych do głosowania. Warto tu dodać, ze prawo do wyboru rabina lub członków Zarządu Gminy mieli jedynie mężczyśni, ojcowie rodzin, którzy płacili stały podatek na utrzymanie instytucji gminnych. Kirszenbaum cieszył się również poparciem władz rosyjskich. Z pewnością musiał być wcześniej znany w Łęcznej i miejscowi Żydzi musieli go szanować jako autorytet religijny.

Zgodnie z informacjami znajdującymi się w materiale archiwalnym pochodzącym z Archiwum Państwowego w Lublinie, Lejzor-Izrael Kirszenbaum urodził się w 1861 r. w Radomiu. Tam też w 1885 r. ukończył 2-letni kurs języka rosyjskiego dla nauczycieli szkół elementarnych. Władze rosyjskie zwracały baczną uwagę na znajomość języka państwowego wśród rabinów. Ich powinnością było także wygłaszanie okolicznościowych, lojalistycznych kazań w synagodze w trakcie nabożeństw odprawianych z okazji państwowych świąt rosyjskich, głównie związanych z uroczystościami rodzinnymi członków dworu carskiego. Rosyjskie władze prowincjonalne wysoko premiowały tych rabinów, którzy przy tychże okazjach potrafili wygłosić po rosyjsku odpowiednią przemowę, chwalącą panującego cara. Niektóre takie przemówienia były nawet publikowane i rozsyłane po gminach żydowskich. Dzięki ukończeniu kursów nauczycielskich Lejzor-Izrael Kirszenbaum prawdopodobnie pełnił funkcję nauczyciela żydowskiego w Łęcznej. Być może prowadził tutaj prywatny cheder - religijną szkółkę. Dlatego też musiał również znać język rosyjski, bez znajomości którego nie otrzymałby koncesji na prowadzenie szkoły.

Egzaminy ze znajomości prawa rabinackiego i państwowego Kirszenbaum zdał dopiero w 1893 r., czyli przed samymi wyborami na stanowisko rabina w Łęcznej. Reprezentował prawdopodobnie ugrupowanie mitnagdim, ale cieszył się chyba ogólnym szacunkiem, skoro nie wpłynęła na niego żadna skarga ze strony łęczyńskich Żydów. Sam naczelnik powiatu lubartowskiego uznał, że Kirszenbaum był najlepszym kandydatem na stanowisko łęczyńskiego rabina. W swoim uzasadnieniu, odrzucając kandydaturę Jankiela Lerera z Brzezin stwierdził, że adwokat nie pasuje na stanowisko rabina w Łęcznej, "gdzie wśród społeczności żydowskiej ciągle panują intrygi i klauzy". Była to krótka, aczkolwiek dobitna charakterystyka łęczyńskich Żydów. Owe wspomniane w dokumencie "klauzy" były niczym innym, jak tylko prywatnymi domami modlitwy, w których skupiało się życie poszczególnych chasydzkich grup w miasteczku. Tu, oprócz modlitwy, zapadały także decyzje o wielu sprawach gminnych i społecznych. A że poszczególne grupy chasydzkie nie żyły raczej ze sobą w zgodzie, więc stąd wynikały przeróżne spory pomiędzy nimi. Do tego dochodził konflikt pomiędzy chasydami w ogóle, a tradycyjnymi ortodoksami. O Żydach zasymilowanych jeszcze prawdopodobnie wtedy w Łęcznej nie było mowy. Zbyt prowincjonalna i mała była ta gmina, by powstało tu środowisko asymilujących się postępowców, których zarówno chasydzi, jak i mitnagdim traktowali jako "grojse apikorsim" - "wielkich grzeszników", wręcz odstępców od wiary.

Lejzor-Izrael Kirszenbaum ze swoją ortodoksją pasował do miejscowej tradycyjnej gminy, której w tym czasie nie zaprzątały problemy wpływu świeckich idei wśród społeczności żydowskiej. Rabinem łęczyńskim nie był długo, bowiem już w 1907 r. na stanowisku tym znajdował się rodowity łęczynianin Henoch Gringlas, zięć Bidermana, rabina z lat 80. XIX w.

Sam Lejzor-Izrael Kirszenbaum wyjechał z Łęcznej jeszcze przed 1907 r. do Lublina, gdzie w podlubelskiej Wieniawie objął stanowisko rabina urzędowego, a po 1917 r., gdy Wieniawa została włączona w granice Lublina stał się członkiem lubelskiego rabinatu. Rabin Kirszenbaum był ostatnim na tym stanowisku na żydowskiej Wieniawie. Zginął w marcu 1942 r. w komorach gazowych w Bełżcu wraz z tysiącami Żydów lubelskich i wieniawskich. Z pewnością stanowisko na podlubelskiej Wieniawie było nieco lepiej płatne, niż w Łęcznej, chociaż wieniawscy Żydzi uchodzili w Lublinie za najuboższych.

W jakich okolicznościach Henoch Gringlas został rabinem w Łęcznej, tego nie wiadomo. Być może zadecydował o tym fakt, że Gringlas był mężem wnuczki poprzedniego rabina, Chaima Szyi Bidermana. W każdym razie teściowi swojemu nie dorównał. O ile Biderman, chociaż był jedynie pełniącym obowiązki rabina, zapisał się w Łęcznej jako człowiek z głęboką znajomością religii, prawa i tradycji, o tyle Gringlas spotkał się z dość silną opozycją łęczyńskich Żydów.

Żydowscy mieszkańcy Łęcznej skarżyli się na niego, podobnie jak niedawno jeszcze na rabina Ringelhajma, że wykorzystuje swoje stanowisko do celów majątkowych, a przy tym zaniedbuje swoje obowiązki religijne - nie chciał dokonywać wpisów do ksiąg metrykalnych, ani nawet uczestniczyć przy ceremonii obrzezania.

W tym czasie natomiast mieszkał już w Łęcznej Abraham-Rachmil Bromberg, którego traktowano jako kandydata na rabina i który już od 1906 r. zajął się nielegalną, w świetle rosyjskich przepisów, posługą religijną. Henoch Gringlas, w momencie, gdy część łęczyńskich Żydów wystąpiła przeciwko niemu, skierował do gubernatora lubelskiego skargę na Bromberga. Oskarżył go o buntowanie gminy przeciwko urzędowemu rabinowi. Miało to polegać na tym, że Abraham-Rachmil Bromberg stworzył w Łęcznej "partię" swoich zwolenników, którzy nawoływali do bojkotu Gringlasa, nie chcieli dopuszczać go do sprawowania obrzędów religijnych, a nawet nawoływali do rozpisania nowych wyborów na stanowisko urzędowego rabina. W świetle słów Gringlasa Bromberg miał nawet grozić klątwą rabinacką - cheremem tym, którzy popierali urzędującego rabina.

Sam Henoch Gringlas miał również swoich zwolenników w Łęcznej, którzy u gubernatora w Lublinie zabiegali, by Bromberga wysiedlić z miasta w jego rodzinne strony, czyli do guberni radomskiej.

Kim był Abraham-Rachmil Bromberg, który stał się powodem nowego konfliktu pomiędzy łęczyńskimi Żydami? Pochodząc z guberni radomskiej, w poszukiwaniu pracy znalazł się na Lubelszczyśnie pod koniec XIX w. Przez krótki czas sprawował funkcję urzędowego rabina w niewielkiej gminie żydowskiej, w Kamionce koło Lubartowa, a stamtąd przeniósł się do Firleja. Rezygnację z funkcji w Kamionce motywował złym stanem zdrowia. Natomiast w Firleju, gdzie przebywał w latach 1901-1906 był zwykłym duchownym żydowskim dla lokalnej, małej społeczności żydowskiej. W tym czasie Firlej nie posiadał statusu samodzielnej gminy żydowskiej. Pod koniec 1906 r. osiadł w Łęcznej, skąd pochodziła jego żona. Osoba jej jest w tym momencie bardzo ważna. Żoną Abrahama-Rachmila Bromberga była wnuczka Chaima Borucha Kowartowskiego. Stąd też owa koligacja zadecydowała, że wielu łęczyńskich Żydów traktowała Bromberga jako spadkobiercę uznanego przez lata w miasteczku przywódcy religijnego i społecznego.

Gdy Bromberg przybył do Łęcznej miał 27 lat. Wynikałoby stąd, że urodził się w 1879 r. Według jego zwolenników, którzy interweniowali w jego sprawie u gubernatora lubelskiego, Abraham-Rachmil Bromberg zakupił w Łęcznej dom i początkowo zajął się handlem, ale z racji tego, że ogólnie w miasteczku wiedziano, że wcześniej był on rabinem, więc łęczyńscy Żydzi zwracali się do niego z prośbami o porady religijne. Czasami prowadził również prywatne nauczanie jako mełamed - religijny nauczyciel w domach zamożniejszych łęczyńskich Żydów. Wśród najzamożniejszych przedstawicieli społeczności żydowskiej w mieście cieszył się również poparciem.

Władze rosyjskie, które usiłowały rozstrzygnąć ów spór, same stwierdzały, że Bromberg nigdy nie występował oficjalnie przeciw Gringlasowi, natomiast poparcie, jakiego doznał ze strony zamożniejszej grupy mieszkańców Łęcznej z pewnością nie podobało się urzędowemu rabinowi.

Cały konflikt miał znamiona rywalizacji pomiędzy dwoma rodami, które odgrywały dużą rolę wśród łęczyńskich Żydów. Jak już było wspomniane, Henoch Gringlas był zięciem Jakuba-Dawida Bidermana, którego ojciec pełnił funkcje rabinackie w Łęcznej w latach 80. XIX w., po śmierci Chaima Borucha Kowartowskiego. Sam Jakub-Dawid Biderman pełnił w latach 1906-1908 funkcję przewodniczącego Zarządu Żydowskiej Gminy Wyznaniowej. Był więc niewątpliwie postacią cieszącą się znacznym autorytetem i mającą szerokie wpływy zarówno wśród lokalnej społeczności, jak i u władz rosyjskich. Oczywiście, aktywnie popierał również swojego zięcia. Posiadanie rabina za zięcia związane było nie tylko z autorytetem, ale także z materialnymi korzyściami.

Naczelnik powiatu lubartowskiego, który w 1907 r. raportował o sytuacji w Łęcznej do gubernatora w Lublinie, stwierdzał, że obecność dwóch rabinów w Łęcznej w przeszłości nie była niczym wyjątkowym. Za czasów urzędowania Lejzora Kirszenbauma drugim duchownym w Łęcznej był Chaim Szyja Biderman, a jego działalność nie powodowała żadnych konfliktów w miasteczku. Przynajmniej nie były one widoczne dla władz rosyjskich. Rosyjski urzędnik stwierdzał, że trudno ustalić, kto w zaistniałym sporze miał rację - "każdy Żyd chwali głowę swojej partii". Obydwaj, Bromberg i Gringlas posiadali zdane egzaminy rabinackie, ale jak sam naczelnik powiatu stwierdzał, Gringlas na tym stanowisku w mieście był pierwszy i posiadał więcej zwolenników.

Dla władz rosyjskich był to nie lada dylemat. Żaden z nich nie był posądzony o nielojalność. Poza tym obydwaj cieszyli się dużym autorytetem w Łęcznej. Mimo, że za Brombergiem opowiadała się mniejszość, ale była to zamożna mniejszość, od której zależały i finanse gminne i układ stosunków w łonie miejscowej społeczności. Wśród zwolenników Bromberga znajdowali się między innymi najbogatsi kupcy łęczyńscy - Chaskiel Goleman oraz bracia Icek i Dawid Handelmanowie.

Do apogeum konfliktu doszło w trakcie trwania jarmarku łęczyńskiego w 1907 r., kiedy to zwolennicy Henocha Gringlasa zbierali na łęczyńskich rynkach podpisy pod petycją adresowaną do gubernatora lubelskiego, w której znajdowała się prośba o wysiedlenie Bromberga z Łęcznej. W odpowiedzi na to zwolennicy Abrahama-Rachmila Bromberga przesłali do Lublina pismo oskarżające Gringlasa o buntowanie biedniejszych Żydów przeciw bogatszym. Grupa łęczyńskich Żydów, występująca przeciw Gringlasowi stwierdziła, że właśnie Henoch Gringlas oraz jego teść, Jakub-Dawid Biderman stali się prowodyrami całego konfliktu. Oczywiście, jak w każdym tego typu piśmie, łęczyńscy Żydzi powoływali się na fakt, że dotychczas tutejsza gmina żyła zgodnie i spokojnie, co raczej mijało się z prawdą.

W swojej własnej obronie wystąpił także sam Abraham Bromberg. W liście do gubernatora ze stycznia 1908 r. wyjaśnił, że nigdy nie występował ani przeciwko władzom, ani przeciwko innym rabinom. Według Bromberga, Gringlas nigdy nie przedstawił żadnych dowodów na to, by on buntował Żydów w Łęcznej. Na dowód tego przedstawiał świadectwo lubartowskiego rabina Szlomy Puda, który zaświadczał, że Bromberg sprawując funkcję duchownego w Firleju, osadzie należącej do Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Lubartowie, nigdy nie wystąpił przeciwko lubartowskim rabinom.

Atmosfera wokół osoby Bromberga musiała być w Łęcznej nieciekawa, skoro wystąpił on przeciwko Gringlasowi nie tylko do gubernatora w Lublinie, ale także podał go do sądu o zniesławienie oraz napisał skargę do samego Senatu w Petersburgu. W mieście musiało zawrzeć. W świetle zachowanych dokumentów wydaje się, że cała ta sprawa stanowiła również dla władz rosyjskich poważny problem. Sami łęczyńscy Żydzi byli nią poruszeni do tego stopnia, że groziło to zamieszkami w łonie lokalnej społeczności, co też zdarzało się niejednokrotnie w innych miasteczkach na Lubelszczyśnie.

Niewątpliwie dużą rolę musiały odgrywać również kwestie finansowe. Gringlasa oskarżano o dokonywanie przekupstw wśród uboższych Żydów, by móc za ich pomocą wpływać na władze. Pieniędzmi musieli również sypnąć i zamożni zwolennicy Bromberga. natomiast nie był to tylko dawny spór pomiędzy chasydami a misnagdami. Gdyby tak było, władze rosyjskie miałyby uproszczone rozwiązanie. Występując przeciw chasydom, poparłyby misnagdów. W tym przypadku spór toczył się pomiędzy dwoma tradycyjnymi, ortodoksyjnymi rabinami, którzy potrafili wykazać się dogłębną wiedzą talmudyczną.

Abraham Bromberg uchodził za wielkiego znawcę Talmudu, w oczach zamożnych Żydów łęczyńskich z racji ożenku z wnuczką Chaima Borucha Kowartowskiego, stawał się jego następcą. Zresztą logiczna, a nie oparta na emocjach, jak u Gringlasa, korespondencja z władzami rosyjskimi wskazywała na to, że Bromberg znał nie tylko prawo talmudyczne, ale także państwowe. Na swoją obronę powoływał się nie tylko na przepisy religijne, które mówiły o tym, że posługi religijnej może udzielać każdy religijny Żyd, bez względu na to, czy posiada państwową nominację, czy też nie. Wystarczy, że za godnego przewodnictwa duchowego uzna go gmina. W tym miejscu Bromberg powołał się na precedens sprawy Abrahama Goldina z Kijowa, który nie posiadając oficjalnego pozwolenia dokonywał obrzezań, ponieważ życzyła sobie tego część gminy kijowskiej. świadczy to, że Bromberg musiał być rzeczywiście człowiekiem o dogłębnej wiedzy o sprawach religijno-prawnych dotyczących ludności żydowskiej w Rosji.

Władze rosyjskie czując się bezradne wobec argumentacji Bromberga skierowały sprawę do rozstrzygnięcia do innych żydowskich autorytetów religijnych - rabinów urzędowych Warszawy i Włocławka. Ci oczywiście opowiedzieli się za Brombergiem.

W 1910 r. konflikt został ostatecznie rozstrzygnięty na korzyść Abrahama-Rachmila Bromberga. Władze rosyjskie nakazały przeprowadzenie dodatkowych wyborów urzędowego rabina w Łęcznej i podczas głosowania Bromberg większością głosów został wybrany przez żydowską społeczność urzędowym rabinem w miasteczku

Abraham-Rachmil Bromberg był prawdopodobnie ostatnim łęczyńskim rabinem. Swoją funkcję sprawował aż do czasów II wojny światowej. Zmarł pod koniec 1939 r. w Łęcznej, na szczęście nie doczekawszy ostatecznej zagłady społeczności, nad którą sprawował opiekę religijną. Doczekał się także prawdopodobnie jeszcze nagrobka na cmentarzu żydowskim w Łęcznej, ale dzisiaj próżno szukać na łęczyńskim kirkucie nawet śladów jego grobu. Był niewątpliwym autorytetem moralnym i społecznym oraz indywidualnąścią wśród inteligencji żydowskiej w mieście. W nekrologu, który ukazał się po jego śmierci w okupacyjnej "Gazecie Żydowskiej" określono go mianem wybitnego autora dzieł i artykułów o charakterze filozoficzno-religijnym. Niestety, prawdopodobnie dzieła te uległy zagładzie wraz z całą społecznością żydowską Łęcznej.

Robert Kuwałek